DPS

“ŚWIAT MIŚKI” – Beata J.

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

CZĘŚĆ I. MIŚKA POZNAJE UCZUCIA

Rozdział I: POZNAJMY SIĘ …

Oto Michalina, właściwie Miśka. Ma niecałe sześć lat, niecałe 120 cm. wzrostu i nie całkiem pełny uśmiech. Brak jedynek czyni ją nie całkiem kompletną.

Miśka ma za to całą głowę pomysłów, ukrytych pod całą szopą całkiem rudych włosów. Buzia Miśki jest cała piegowata, a zielone oczy całe pełne błysków!
Miśka byłaby całkiem normalną dziewczynką, gdyby, jak mówi mama, chodziła całkiem po ziemi (!)
… Niestety, Miśka nie chodzi!!!
Babcia twierdzi, że trafiła nie do tej epoki. Siostra dodaje, że jeszcze nie zeszła z drzewa, a jej ( znaczy Miśki!) móżdżek emituje sygnały z epoki dinozaurów!

… A sama Miśka?
Ma wybiórczy odbiór i nasłuch. Z prędkością odrzutowca pokonuje 100 metrów mieszkania, zręcznie biorąc zakręty i omijając pułapki w postaci kantów narożnych różnych, jak twierdzi, zbędnych oznak bogacenia się rodziny, czyli: stołów, szafek, stelaży i szpikulców sterczących ze ścian!

Odbiera bodźce dźwiękowe programów dziwnych, emitowanych przez telewizję oraz bodźce zapachowe, dochodzące z wnęki kuchennej trzy razy dziennie. Poza tym, gdyby ktoś ją poprosił o wyliczenie imion szanownych domowników, miałaby z tym niejakie kłopoty!

Kieszenie spodni Miśki są wiecznie pełne skarbów, znalezionych w promieniu kilometra od domu – taką trasę pokonuje z naddźwiękową szybkością w ciągu dziesięciu pracowitych godzin. Resztę doby, czyli jak ustalono jeszcze przed narodzeniem Miśki, czternaście godzin, dzieli, jak się wyraża, przymusowe i niezbędne ładowanie akumulatora brzusznego oraz zasłużony, regenerujący, błogostan senny! Pierwszej koniecznej czynności poświęca niewiele czasu i uwagi. Pochłania wszystko, co wędruje na stół, święcie przekonana, że tylko rzeczy z j a d l i w e mają prawo na nim przebywać.

… Kiedyś cała rodzina ze zgrozą patrzyła, jak Miśka, ze wzrokiem utkwionym w sufit i rozmarzonym spojrzeniem, wciąga nitkę babcinej wełny, która nieszczęsnym zrządzeniem losu znalazła się w zasięgu widelca najmłodszej pociechy… Takiej ciszy i bezruchu dawno w domu nie było! Istny gabinet figur woskowych! Babcia z przerażeniem wpatrywała się w swoją robótkę, śledząc znikające rzędy pracowicie wyrabianego sweterka Miśki!
Dopiero, kiedy z pół metra drogocennej wełny zniknął w przepastnej paszczy najmłodszej latorośli, Miśka zakrztusiła się i głośnym: FUJ!!! przerwała ciszę. Nieobecnym wzrokiem potoczyła po domownikach, i, zatrzymując spojrzenie na mamie, rezolutnie rzuciła;
– Coś się chyba szanownej mamusi makaron nie dogotował, albo pomyliłaś produkt mączny z linką bieliźnianą! – Nie czekając na odpowiedź i nie analizując wypadku, Miśka zeskoczyła odskoczyła od stołu i …już jej nie było!

Babcia pokiwała głową:
– Dokąd ona tak leci i leci… Chwili nie usiedzi ten dzieciak… Jak ty ją wychowujesz? – Z tym pytaniem i niemym wyrzutem babcia zwróciła się do mamy Miśki, która tylko machnęła ręką i wróciła do swoich kuchennych obowiązków.
– Nie wszyscy mogą być n o r m a l n i, hi!, hi!, hi! – Z niekłamaną satysfakcją odezwał się starszy brat Miśki, wzorowy uczeń V klasy i pupilek rodziny – na szczęście macie m n i e!
Babcia wzniosła oczy do nieba, bo Miśka ze swoją szaloną naturą i tak bardziej do niej przemawiała, niż p u p i l e k!

Każdego przedpołudnia (bo trudno nazwa godzinę jedenastą wczesnym rankiem), Miśka opuszczała ciepłe łóżko, połykała mnóstwo witamin i wapnia w postaci płatków, jogurtów, banana i jabłka, zagryzała zwierzęcym białkiem – w ilości czterech plasterków wędliny jakiejkolwiek i, uzbrojona w cały arsenał niezbędnego ekwipunku tropiciela-amatora, wyruszała na obchód swojego królestwa…

Rozdział II: PUSTKOWIE.

Pilnie USTrzeżone KrólestwO Wynalazków I Eksperymentów – taką nazwę nosiło niepodzielne królestwo Miśki.
Obejmowało zachodnią cześć ogrodu, którego bramę otwierał Stary Słonecznik, namalowany KIEDYŚ przez KOGOŚ na starym parkanie. Za bramą było Pole Niczyje z Wielkim Strażnikiem Strachem, dalej Łąka Cudów i Eksperymentów. Granicę Królestwa wyznaczała Biała Droga Donikąd… Tu działo się wszystko!

W starej szopie Miśka zgromadziła cały NIEZBĘDNIK ODKRYWCY: słoiczki z farbami, pędzlami różnej grubości, sterty śrubek, gwoździków, zwoje drutu, rulony folii… i wiele innych przedmiotów niekoniecznie wiadomego przeznaczenia.

W swoim Królestwie Miśka rządziła niepodzielnie! Jeśli pojawiło się w nim coś nowego – od razu to dostrzegała. Musiało otrzyma identyfikator. Należało do Miśki! Biedronki musiały mieć tyle samo kropek – zawsze 6! Jeśli któraś nie posiadała wiadomej liczby, Miśka błyskawicznie dopełniała, bądź likwidowała niedoskonałości, używając czarnej i czerwonej farby!

Pracowicie poprawiała paski na dżdżownicach, aby przestały by tak nudnie monotonne. Wypisywała numerki na domkach ślimaków, aby choć trochę uczłowieczy ich lichy byt. Budowała „oczka” żabom i gorliwie znosiła je z Ciemnego Zakątka ogrodu, aby zasiedlać Ropuszą Osadę i zgłębiać tajniki żabiej egzystencji… Wiązała im przy tym kolorowe kokardki na łapkach i surowo karała każdą żabę za samowolne opuszczanie rajskiego miejsca!

Celem Miśki stało się panowanie a b s o l u t n e! Wszystko, absolutnie wszystko w JEJ królestwie musiało jej słuchać a b s o l u t n i e bez sprzeciwu! To, co się poruszało – musiało być policzone i naznaczone. Co rosło – musiało być bajecznie kolorowe! Jeśli nie było – Miska błyskawicznie dostarczała koloru!

Wylewała rzekę atramentowej cieczy, jeśli właśnie miała pomysł na granatową trawę! Podlewała polne bratki sobie tylko znaną miksturą, bo M U S I A Ł Y być tęczowe… Koniki polne ubarwiała, bo zielone wtapiały się, jej zdaniem w otoczenie… Badała i testowała wszystko… Nawet błoto, chlupiące między palcami niedomytych nigdy stópek, intrygowało Miśkę swym chlupotem, bulgotem, wciągiem i mazistością.
Była tak zajęta własnymi pomysłami, że nie zauważyła, jak wszystko wokół zaczyna się zmieniać…

Rozdział III: PIERWSZE OZNAKI…

Głośne dudnienie drobnych stópek obwieszczało odwrót despotycznej Miśki, królowej PUSTKOWIA.
Kiedy odgłosy kroków tyranki milkły, PUSTKOWIE zaczynało żyć własnym życiem? Stary Strażnik Strach zwoływał naradę. Z każdego kąta PUSTKOWIA pędziły różnobarwne stwory: pasiaste dżdżownice, utykające od ciężaru kokardek żaby, tęczowe koniki.

Ślimaki, z rumieńcem zażenowania na buziach, wolno i wstydliwie pełzły wśród trawy, a wyglądało to tak, jakby matematyka ożyła: 4, 5, 16, 19… numery na skorupkach mieszały się, prześcigały i uparcie dążyły do miejsca, które wybrał Straszny Strażnik strach – do Białej Drogi Donikąd…

Kiedy biały piasek Drogi ożył, a potem zastygł kolorową plamą zebranych, w blasku zachodzącego słońca, Strażnik Strach powiódł posępnym wzrokiem po obecnych i zaszeleścił:
– Nasza władczyni, Miśka Płomienna niszczy nas! Usychamy, marniejemy, stajemy się martwi w środku…
W tłumie dały się słyszeć pomruki żalu i groźne warkoty…
– Musimy podjąć walkę! – Strażnik z mocą wypowiadał każde słowo, a wszystkie małe oczy zwrócone były ku niemu z uwagą i nadzieją.
Strażnik mówił dalej:
– Musimy pomóc Miśce ożywić jej martwe serce. Inaczej wkrótce nasza ziemia stanie się nawet po zmierzchu PUSTKOWIEM! Popatrzcie na siebie. Nawet nie będziecie mieli siły stąd odejść! Sucha łza kręci mi się w oku, kiedy wspomnę to miejsce z czasów panowania OGRODNIKA… On oddał NAM to, co ludzie nazywają sercem…Miśka jeszcze nie wie, co to jest i my musimy obudzić w niej SERCE.

Z początku nieśmiałe, z czasem coraz głośniejsze i radośniejsze oklaski, okrzyki i owacje rozległy się dokoła. Wszystkie stworki i roślinki ufnie obstapiły strażnika Stracha. ON wiedział! ON pomoże odrodzic PUSTKOWIE! ONE staną do walki, bo wszyscy kochają małą, despotyczną królową MIMO WSZYSTKO!

Długo w ciemności nocy słychać było z PUSTKOWIA szepty, szmery i szelesty… Narada trwała.

Rozdział IV: IRYTUJĄCO ZAGADKOWY ŚMIEĆ.

O jedenastej Miśka raźno wystrzeliła spod kołderki. W locie pochłonęła wielowitaminowe śniadanie. Odebrała wybiórczo WAŻNE SYGNAŁY, informujące o porze obiadu, chwyciła zwój kolczastego drutu i popędziła do PUSTKOWIA. Głowę jej zaprzątał kolejny, nieprawdopodobnie odkrywczy pomysł: zrobi mrówkom KOSZARY! Zdecydowanie wymknęły się spod kontroli…

Przy pomocy kolczastego drutu oznakuje ścieżki życiowe tych nieposłusznych stworzeń, a nad mrowiskiem rozciągnie foliową kopułę! Wszystkie mrówki znajdą się pod absolutną kontrolą!!!

Wchodząc na teren królestwa, Miśce wydało się, że Stary Słonecznik wygląda jakoś inaczej… Jakby się jeszcze postarzał… o ile jest to możliwe…

Poczuła się trochę nieswojo, ale już za chwilę w jej analitycznym mózgu zapaliła się lampka wynalazcy i tupot bosych stóp obwieścił poddanym przybycie królowej! Drzwi szopy, celnie kopnięte drobną nóżką, otwarły się ze zgrzytem i trzaskiem. Miśka ogarnęła wzrokiem wnętrze, wybrała potrzebne niezbędniki i pognała na POLE NICZYJE. To tam wczoraj odkryła anarchię w mrówczych szeregach!

Nagle, będąc już prawie u celu… Miśka stanęła jak porażona.
Oto pod stopami ujrzała ŚMIEĆ!
Śmieć był słusznych rozmiarów, rozmiarów kształcie prostokątnym, pokratkowany i zadrukowany. Nagła, straszna myśl poraziła obwody myślowe Miski: w JEJ królestwie był OBCY!!! Podniosła śmieć i, trzymając z odrazą w dwóch palcach, oglądała go intensywnie.

Jako prawdziwy, poszukujący odkrywca, Miśka już dwa lata temu pojęła sztukę czytania. Czarne niteczki, zwinięte w kształty przeróżne, uznawane przez Miśkę na początku odkrywania za karłowate i niedożywione dżdżownice, szybko zostały oswojone, nabrały znaczenia i urosły do rangi liter, wyrazów i zdań.

Toteż teraz, patrząc z odrazą i wrogością na ŚMIEC, Miśka zdumiona odczytała:

TO TWÓRCZE I MĄDRE SZALENIE
UMIEĆ ODKRYĆ, CZYM JEST CIERPIENIE
POSZUKAJ, NIM CHWILA MINIE
CIERPIENIE W RODZINIE ODKRYJESZ…

Dziwny, zagadkowy śmieć – pomyślała Miśka a czoło jej przekreśliła pionowa ZMARSZCZKA ZADUMY. Miśka znała kupę różnych słów: izolator, atom, katapulta, piromania… ale CIERPIENIE? Nie, to słowo nie mieściło się w jej słowniku.
Jak każdy poszukujący odkrywca, Miśka musiała rozwikłać zagadkę a ponieważ trop prowadził do domu, popędziła w tym kierunki z iście szaleńczym napędem. Czuła na plecach dziwne mrówki, jakby setki oczu odprowadzały ją do granic królestwa. Rzuciła przelotne spojrzenie na STARY SŁONECZNIK.
– Dziwne- pomyślała – jakby bardziej zwiądł? To niemożliwe. W końcu to tylko farbowane COŚ, CO UDAJE SŁOŃCE!

Rozdział V: „S” JAK SERCE. Miśka zaczyna CZUĆ.

Umysł Miśki już jednak pracował intensywnie. Rude loki skręciły się jeszcze bardziej a pięty migały w ruchu z prędkością światła, kiedy pędziła do domu. Wpadła jak bomba. Zebrała wszystkie siły, żeby wybiórczy nasłuch zaczął rejestrować domowe odgłosy a zmysł wzroku rejestrował konkretne odnośniki. W DZIUPLI, tak określała własny pokój, na kartonie noszącym ślady dociekań eksperymentalnych, naskrobała szybko coś grubym flamastrem i wkrótce drzwi DZIUPLI ozdobił złowieszczy napis: WSTĘP ZBROJONY!!!

Miśka „rzuciła się” na wiedzę. Przeglądała tomy „Małego chemika”, rozdziały „Wiedzy tajemnej”, stronice „Człowieka od środka” i… nic! Nigdzie ani śladu CIERPIENIA! Wreszcie opuściła DZIUPLĘ. Zdegustowana i cokolwiek zrezygnowana postanowiła ZAPYTAĆ. To było całkiem nowe doznanie. Należało zlokalizować RODZINĘ!

Miśka maksymalnie natężyła zmysły i odebrała sygnały z pokoju RODZICÓW. Idąc za impulsem słuchowym, mimochodem odnotowała, że wnęka kuchenna NIE PACHNIE, a jej akumulator brzuszny wyraźnie domagał się już stosownej porcji energii! Miśka otworzyła drzwi do pokoju rodziców… zamarła. Zobaczyła ICH PRAWIE WSZYSTKICH.

Mama, tata, Aśka, tkwili nieruchomo w fotelach. W powietrzu „czuć” było COŚ, czego Miśka nie umiała nazwać! Wodziła wzrokiem od jednej twarzy do drugiej a jej analityczny umysł rejestrował dziwne wrażenia. Oto tata miał ZMARSZCZKI na czole i BRUZDY wokół ust! Aśka wyglądała fatalnie, z rozmytym makijażem, a czarne dróżki na policzkach zdecydowanie nie dodawały jej urody!

Najgorzej jednak było z mamą. Mama była CHORA! Najwyraźniej zatkały się jej kanaliki łzowe, bo strumienie cieszy płynęły jej z oczodołów jak wezbrane wody Niagary!
– Mamo! – Miśka wydała z siebie gromki okrzyk- ty koniecznie musisz iść do okulisty, żeby Ci dokręcił HYDRANT OCZNY, bo przepuszcza.
Mama spojrzała na Miśkę mokrym i jakimś rannym wzrokiem. Nagły impuls kazał Miśce wtulić się w powstałą płaszczyznę klatki piersiowej. I nagle… coś ją zakuło w 1/3 wysokości mostka! To było całkiem nowe doznanie.
– Co jest? Dlaczego jest MARTWOTA?! – Miśka szukała odpowiedzi u obecnych ZASTYGŁYCH ZUPEŁNIE dorosłych domowników.
– Babcia umarła – wyszeptała mama.

Miśka poczuła, że kłucie w 1/3 wysokości mostka nasiliło się niepokojąco a jednocześnie oczodoły zaczęły szczypać. Miśka zerwała się z miejsca i popędziła do lustra zawieszonego w przedpokoju. Spojrzała na swoje odbicie. Z jej oczodołów CIEKŁO!
– Mamo! Moje kanaliki łzowe też się zapchały i kłuje mnie pod piątym żebrem! Ja się ZEPSUŁAM!!!
Mama z bladym uśmiechem pogłaskała czule rudą czuprynkę Miśki:
– To nic, kochanie- powiedziała cicho. To się nazywa CIERPIENIE, a to kłucie to ŻAL. Przecież kochałaś babcię, prawda?

Miśka, przerażona, wsłuchiwała się w nowe słowa. A więc zagadka ze ŚMIERCIĄ znalazła rozwiązanie?! To tak wygląda i boli CIERPIENIE! A babcia?! Co znaczy UMARŁA?!
– Mamo, co to znaczy UMARCIE i dlaczego CIERPIENIE boli?!
– Kiedy człowiek umiera, cierpią wszyscy ci, który go kochali. To boli, ale ten ból pozwala nam odczuwać stratę bliskiej osoby. Z czasem cierpienie mija. Wtedy zostaje PAMIĘĆ i WSPOMNIENIA.
– A po babci zostaną najlepsze na świecie naleśniki i mój niedokończony sweterek?!
– Ja dokończę twój sweterek- mama wytarła oczy całkiem już mokrą chusteczką – i postaram się zrobić to tak pięknie jak babcia…
– NIE! – Miśka chwyciła niedokończoną robótkę – to PAMIĘĆ. Taki musi zostać. Czuła, że cała się trzęsie. Coś dziwnego nadal działo się pod jej skórą. Coś dudniło i… to było niemiłe.
– Mamo, dlaczego ja się trzęsę, dlaczego dudnię i cieknę?!!
– Cierpisz, Misiu, i chyba nauczyłaś się CZUĆ.
– Co to znaczy CZUĆ! – Miśka miała już dosyć rozedrgań i pytań na dzisiaj, ale TO jeszcze musiała wiedzieć.
– Czujemy RADOŚĆ, SMUTEK, ŻAL, BÓL a nasze ciało okazuje te wszystkie UCZUCIA – mama cierpliwie wyjaśniała Miśce całą tajemnicę odczuwania.
– Ale gdzie ja mam ten CZUJNIK?! – Miśka drążyła intrygujący temat.
– Czujesz SERCEM, córeczko.
– Chcesz powiedzieć, że mój piersiowy ROZRUSZNIK ma jeszcze jakieś inne zadania oprócz POMPOWANIA?
– Tak, kochanie, pozwala ci CZUĆ! Musisz tylko nauczyć się uważnie słuchać… Mama zamyślonym wzrokiem błądziła za oknem, jakby tam szukała potwierdzenia własnych słów.

Rozdział VI: „S” jak STRACH. Miśka dokonuje kolejnych odkryć.

Miśka zaszyła się w DZIUPLI. Jak dawniej trzy razy dziennie ładowała akumulator brzuszny… ale w niej samej coś się zmieniło. W ciągu dnia wyskakiwała z DZIUPLI, intensywnie wpatrywała się w twarze domowników, po czym, wyraźnie uspokojona, wracała do siebie. Zaczęła CHODZIĆ! Jej kroki stały się bezszelestne. Znikł brud pomiędzy palcami, złagodniały błyski w zielonych oczach. Miśka MYŚLAŁA!

Studiowała w lustrze swoją buzię. Robiła podkówki, wytrzeszcze, zmarszczki, wciągacze i rozciągi gębowe. Po każdym grymasie PRASOWAŁA dłońmi twarz i przywracała jej normalny wygląd. I MYŚLAŁA… Czasami w nocy przybiegała po cichutku do pokoju rodziców, wślizgiwała się między mamę i tatę i patrzyła długo w noc szeroko otwartymi, zielonymi źrenicami…

Od rana tkwiła z nosem w słowniku. Odnalazła już słowo: BÓL, LĘK, ŻAL i STRACH. Tego ostatniego bała się najbardziej. Coś nie dawało jej spokoju… W końcu trafiła na słowo WSPÓŁCZUCIE. I nagle ZROZUMIAŁA, co powinna zrobić!

Rozdział VII: W DRODZE DONIKĄD…

Tymczasem w PUSTKOWIU Wielki Strażnik STRACH znowu zwołał zebranie. Na białym piasku DROGI DONIKĄD, jak niegdyś, zgromadzili się mieszkańcy KRÓLESTWA MIŚKI. W.S. STRACH zaczął:
– ONA nauczyła się CZUĆ! Teraz zgłębia wiedzę. Jeśli nauczy się ROZUMIEĆ- jesteśmy uratowani. PUSTKOWIE odrodzi się i zapełni. Jeśli Miśka NIE OBUDZI swego serca, będziemy musieli stąd odejść…
Po tych strasznych słowach zapadła ciężka cisza. Po chwili W.S. Strach drżącym głosem zapytał:
– Czy macie dość siły na wędrówkę DROGĄ DONIKĄD?
– TAK, WIELKI STRAŻNIKU – zewsząd rozległy się zgodne piski, szmery i szelesty.
– Przygotujcie się – chwila WAŻNA nadejdzie niebawem. Czas rozwiązań już blisko.
Wszystkie chodzące, skaczące, pełzające i szeleszczące stworki rozbiegły się po PUSTKOWIU, aby poczynić stosowne przygotowania do WIELKIEJ WĘDRÓWKI. Zeschła, bura trawa, ze smutkiem śledziła KONIEC KRÓLESTWA.

STRACH ocierał zwilgotniałe oczodoły. Czuł, że pora umiera. Pocieszał poddanych KRÓLESTWA, dał im cień nadziei, ale znał Miśkę i wiedział, że będzie musiała podjąć trudną walkę ze sobą. A jeśli się podda?! Jednocześnie gdzieś między źdźbłami suchej słomy, pod cerowaną kieszenią marynarki tliła się nieśmiała ISKRA WIARY. WIELKI STRAŻNIK STRACH tylko pozornie wyglądał tak groźnie. On jeden w całym królestwie wiedział, czym jest SZCZĘŚCIE. No, jeszcze może STARY SŁONECZNIK znał to SŁOWO, ale ON marniał w oczach, rozmywał się w żalu i nie wiadomo było, czy DOCZEKA…

W. S. Strach widział, że sam musi doczekać! Jeśli będzie trzeba, z podniesionym czołem dokona życia na POLU NICZYM. A może rozpocznie je OD NOWA? Już niedługo. Całkiem blisko jest chwila KOŃCA lub POCZĄTKU. W. S. Strach powiódł zmęczonym wzrokiem po PUSTKOWIU:
– Jedna kropla TEGO CZEGOŚ, co nosi nazwę WSPÓŁCZUCIA i ożyje nasze królestwo – tak myślał.
ON to wiedział. ONA musiała się tego nauczyć! Biedny STRACH westchnął głęboko i, zaciskając mocno słomiane kciuki, zastygł w niby- śnie, niby- jawie, czujny na każdy ruch.

Ranek obudził PUSTKOWIE smętnym świstem wiatru. W. S. STRACH z bólem zauważył, że nocą ODESZŁA kolejna kępka trawy. Szary popiół powlekał cienką warstwą PUSTKOWIE. Dżdżownicom zupełnie zatarły się paski, mrówki biegły w popłochu, jakby już gotowe do EWAKUACJI, żaby smętnie ciągały za sobą strzępy kokardek. Pasikoniki smętnym wzrokiem spoglądały w dal, a ślimaki karnie, według numerków, ustawiły się wzdłuż DROGI DONIKĄD, czekając.
– Kiedy SŁOŃCE stanie wysoko – odejdą. I to ja dam im ZNAK! Gdzie jesteś, MIŚKO?!!! – W. S. STRACH rozpaczliwie zaplatał i rozplatał słomiane kciuki…

Rozdział VIII: „W” jak WSPÓŁCZUCIE. Miśka już WIE!

MYŚL jak błyskawica przemknęła przez izolatory i obwody Miśkowej głowy. Gwałtownie wybudziła dziewczynkę z letargu. Jak dawniej zatupotały małe stopy i tajfun przeszedł przez 100-metrową powierzchnię mieszkalną.
Miśka znalazła WYZWOLENIE. Gnała jak strzała do zachodniej granicy ogrodu. Przy STARYM SŁONECZNIKU stanęła raptownie i przyjrzała się MU z uwagą, a ON – PODNIÓSŁ NA NIĄ WZROK!

Po raz pierwszy Miśka zobaczyła, że STARY SŁONECZNIK ma oczy! I to jakie! Jego spojrzenie mówiło: „Królowo. ODCHODZĘ! Mój czas się wypełnił.”

Wzrok Miśki zarejestrował wszystkie wady i usterki SŁONECZNIKA. Łodyga popękała w kilku miejscach, jej zieleń zszarzała, a miejscami NIE BYŁA. Złote kiedyś płatki smętnie skurczyły się i połuszczyły, wyglądem bardziej przypominając teraz skórkę cytryny, znalezioną niedawno przez Miśkę pod łóżkiem pamiętająca czas MINIONEJ GWIAZDKI.

Miśka znowu poczuła TO COŚ! Wodotrysk oczny uruchomił się samoczynnie, klatka pod żebrami zabolała.
– Biedny, wierny STARY SŁONECZNIK – tak pomyślała!
Opróżniła kieszenie. Spod poły swetra wyrzuciła na ziemię album. Wśród WAŻNYCH SKARBÓW znalazła kolorową kredę, a na 45 stronicy albumu zdjęcie pięknego, młodego słonecznika. Szybkimi ruchami rąk, wspomaganymi pracą języka i palców u stóp tworzyła dzieło.

Po chwili STARY SŁONECZNIK znowu ZAISTNIAŁ. Pysznił się barwą, młodością i siłą. I znowu wydarzyło się coś, co sparaliżowało Miśkę na CAŁE DWIE MINUTY! Z brązowej tarczy ODRODZONEGO SŁONECZNIKA spłynęło wdzięczne i czułe: DZIĘKUJĘ… a potem ON całym sobą posłał Miśce najpiękniejszy, słonecznikowy uśmiech i z oddaniem pochylił koronę złotych płatków.

Miśka otrząsnęła się z osłupienia. Wzdrygnęła się, patrząc z uwagą i podejrzliwością na DZIEŁO i przez chwilę jeszcze próbowała ZROZUMIEĆ nowe doświadczenie. Przypomniała sobie jednak, jak wiele pracy ma przed sobą i, machając łapką i rudymi lokami na pożegnanie, popędziła do PUSTKOWIA.

Widok, który okazał się jej oczom był szokujący (a przecież PUSTKOWIE wyglądało tak samo nie od dziś!). Miśka rozglądała się dookoła z rozpaczą i strachem. JEJ PUSTKOWIE UMIERAŁO. Miśka to WIEDZIAŁA. Teraz WIEDZIAŁA NAPRAWDĘ!
– Może jeszcze nie jest za późno? – błyskawicznie nakreśliła plan. Z szopy wyciągnęła ogrodowego węża. Strugi wody popłynęły po trawie a Miśce wydało się, że słyszy POTĘŻNE WESTCHNIENIE ULGI. PUSTKOWIE gasiło pragnienie. Woda zmywała szary popiół i udziwnione barwy z roślin, które CHCIAŁY i MUSIAŁY stać się na powrót zielone.

Teraz Miśka zaczęła przetrząsa zarośla. Szukała wszystkich, KTÓRYM ZROBIŁA KRZYWDĘ. Mozolnie rozwiązywała supły na nóżkach żab, smarując biedne, zwyrodniałe kończyny kojącą maścią. Pracowicie ścierała numery ze skorupek ślimaków, patrząc z radością, jak znika z ich policzków czerwień zażenowania. Odnawiała skrzydełka, podnosiła i umacniała osłabłe płatki, likwidowała przeszkody i pułapki. ODRADZAŁA KRÓLESTWO.

Rozdział IX: „M” i „S” jak MIŁOŚĆ i SZCZĘŚCIE. Koniec a może początek?

Pracując na kolanach, Miśka uderzyła głową w coś twardego. Podniosła wzrok. Nad nią stał WIELKI STRAŻNIK STRACH. Patrzył PŁACZĄCYMI OCZODOŁAMI w zielone oczy Miśki, a jej wydawało się, że na ich dnie zapaliły się złote serduszka.

Tak było! WIELKI STRAŻNIK STRACH miał w oczach MIŁOŚĆ i łzy RADOŚCI. I Miśka to ZOBACZYŁA I ODCZUŁA!
Dopełniło się. Nad PUSTKOWIEM rozbłysło słońce. Królestwo ożyło. Rozbrzmiewało śpiewem, rechotem, cykaniem, szumem i szelestem radości. Wszystko wokół jaśniało MIŁOŚCIĄ. A pośrodku przytuleni do siebie trwali: ONA – królowa Miśka, która ZROZUMIAŁA UCZUCIA, i ON, WIELKI STRAŻNIK STRACH, który WIERZYŁ, ŻE ONA ZROZUMIE!

Umysł Miśki już nie tylko analizował. On przede wszystkim ODCZUWAŁ. Miśka dojrzała. Wszyscy świętowali. I tylko DROGA DONIKĄD nadal pozostała niezbadana i nieodgadniona.

Może na JEJ końcu jest INNE PUSTKOWIE INNEJ MIŚKI?

KONIEC

One Response to “ŚWIAT MIŚKI” – Beata J.

  1. Zmarszczki December 7, 2012 at 10:14 pm

    Notka wnosi wiele świeżości do tematu. Gratuluje Twojej witrynie i liczę, że nadal będzie się
    rozwijać.

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *