DPS

“Żołędziowy ludek” – Marysia (3,5 lata) wraz z mamą Malwiną

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Była jesień. Drzewa zrzucały liście, przygotowując się do zimowego snu. Cała polana usiana więc była złotymi, rudymi i rdzawo-brązowymi liśćmi. Wyglądały one jak piękny, wielobarwny dywan, tym bardziej, że główki traw też zrudziały w ostatnich dniach.

Słońce chowało się już za horyzontem, gdy pod największym dębem rozległy się dziwne dźwięki. Brzmiały one tak, jakby ktoś otwierał na raz przynajmniej setkę drzwi i okien. I tak rzeczywiście było. Odgłos dochodził spod dębu, który rósł na samym środku polany. To w opadłych dzień wcześniej żołędziach, które leżały w trawie, pootwierały się nagle drzwi i okna. Żołędziowe ludki wyszły na świat.

Dzieje się tak co roku, zawsze o tej samej porze. Żołędziowi mieszkańcy opuszczają swoje domki, aby przez jeden dzień beztrosko bawić się na świecie. Robią to nawet w nocy. A gdy ów dzień mija, resztę roku smacznie przesypiają w swoich domkach.

Żołędziowi chłopcy noszą zielone spodenki i takie same kubraczki, panienki natomiast mają zielone sukienki i kokardki we włosach. Wszyscy zaś na swoich rudych włosach noszą zielone czapeczki, zupełnie jak te, które widujecie na żołędziach.

Jednym z takich ludków jest właśnie Robek. Jest wesoły, ciekawski i wszędobylski. Nic więc dziwnego, że to właśnie on postanowił zostać w lesie na całą zimę.
– Jeden dzień to dla mnie stanowczo za mało, spanie jest takie nudne! Nie wracam do mojego domku, zostaję tutaj.

Jak postanowił, tak zrobił. Zamiast bawić się i świętować z przyjaciółmi, Robek od razu ruszył na wycieczkę po okolicy. Choć wprawdzie dorosły, to jednak malutki. Trawa była dla niego tak wysoko jak drzewa w dżungli. Mogła to więc być całkiem niebezpieczna wyprawa. Mogła, ale na szczęście nie była.
– Raz, dwa, raz, dwa… – usłyszał Robek po przejściu zaledwie kilkudziesięciu kroków.
– A cóż to? – zdziwił się podchodząc bliżej.

Szybko okazało się, że sprawcami hałasu były mrówki zbierające zapasy na zimę. Widać, że miały przed sobą dużo pracy.
– Hej, uważaj gdzie chodzisz! – krzyknął nagle ktoś donośnym głosem.
Robek obejrzał się i zobaczył przed sobą mrówkę z nasionkiem na plecach.
– Przepraszam –rzekł. – Kim jesteś? Co robisz?
– A skądś ty się wziął, chłopaczku, że nie wiesz kim jestem i co robię. Nigdy nie widziałeś mrówek?
– Nie, nie widziałem. Jestem żołędziowym ludkiem. Nazywam się Robek.
Tym razem zdziwił się przybyły:
– a ja jestem Plik – odrzekł. – I bardzo mi miło cię poznać. Ale wiesz, to dziwne, jakoś nigdy o was nie słyszałem. Gdzie mieszkacie?
– W żołędziach, o tam, na środku polany.
– Ach tak, no to już wszystko jasne. Choć czasem zbieramy żołędzie, to nigdy z tamtego drzewa. W jego korzeniach mieszka jakiś straszny potwór. Bardzo się go boimy. Co noc słyszymy jak chrapie i chodzi, głośno tupiąc.
– O, a co to znaczy, że się boicie? Nie znam takiego słowa.
– Cóż, to trudno wytłumaczyć. Zostań z nami to się przekonasz sam.
– Bardzo chętnie, ale czy macie tyle miejsca w swoim domku?
– Ho, ho! Zaraz sam zobaczysz. Oto stoimy przed wejściem do naszej posiadłości.

Podążając z Plikiem, Robek aż przecierał oczy ze zdumienia. Szli bowiem ogromnym, ciemnym tunelem. Z sufitu zwisały korzenie. Żołędziowy ludek potykał się raz po raz nie znając terenu. Wreszcie tunel się skończył. Przybysze znajdowali się w ogromnym pokoju, który był i sypialnia, i jadalnią w jednym, z racji swej wielkości.

Zimą minęła Robkowi szybko z tak wesołymi towarzyszami. Śmiali się razem, śpiewali, tańczyli, ale także i pracowali. Tak więc, kiedy mrówki zaproponowały Robkowi by został u nich już na zawsze, nie wahał się ani chwili. Poprosił tylko, aby przyniesiono mu jego stary żołędziowy domek, który umieszczony w tunelu stał się jeszcze przytulniejszy.

A dzikie zwierzę, ukryte w korzeniach dębu, zapytacie? Okazał się nim mały zajączek, który chrapał nieprawdopodobnie głośno. A ponieważ spał on często w dzień, nie mógł tego potem robić w nocy. Dlatego często spacerował, a jego kroki dudniły w cichym, uśpionym lesie.

Kiedy więc zobaczycie gdzieś żołędzie, dokładnie im się przypatrzcie. Może znaleźliście właśnie domek żołędziowego ludka? Jeżeli drzwi i okna będą zamknięte, jego lokator z pewnością będzie spał. Dlatego odłóżcie go delikatnie w trawę, nie budźcie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *