DPS

O JASKÓŁCE CO SIĘ SŁOŃCA NIE BAŁA – Malwina Prus-Zielińska

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Była sobie mała ciekawska jaskółka. Rodzice mieli z nią sporo kłopotu, ale bardzo ją kochali.

Pewnego razu wszędobylski ptaszek podsłuchał rozmowę polnej myszy z kretem, z której wynikało, że świecące wysoko na niebie słońce chce spalić całą okolicę.

Małej jaskółce wystarczyło to co usłyszała. Bardzo się przestraszyła i szybko wróciła do domu. Od tamtej pory rzadko opuszczała swoje gniazdko w obawie, że pod jej nieobecność słońce może je spalić.

Zaczęła też fruwać w wielkim słomianym kapeluszu. Śmiesznie to wyglądało, zupełnie jakby kapelusz sam szybował po niebie.
Słonko widziało to wszystko i choć nie raz chciało już zapytać maleńkiego ptaszka co też on wyprawia, nie znalazło w sobie jednak dość odwagi, aby to uczynić. Słoneczko było bowiem bardzo, bardzo nieśmiałe i, o czym nikt nie wiedział, jeszcze bardziej samotne.
Patrzyło z góry na wszystko i widziało rodziny zwierząt, ludzi, a nawet roślin. Wszyscy kogoś mieli, dzielili się sekretami, rozmawiali. Tylko ono było samo.

Mała jaskółka wydawała mu się bardzo wesoła, aż do chwili, kiedy zaczęła fruwać w ogromnym kapeluszu.
– Może jej on przeszkadza? – myślało słońce. – Stała się taka smutna.

Aż nadszedł pewien ciepły poranek. Mała jaskółka akurat wylatywała ze swojego gniazdka, aby chorej mamie przynieść na śniadanie parę muszek, gdy niespodziewanie na jej drodze pojawiła się wrona. Zderzenie było nieuniknione.
Wrona machnęła tylko parę razy czarnymi skrzydłami i w mig odzyskała równowagę, jednak mała jaskółeczka ogłuszona spadała w dół. Zginęłaby niechybnie, gdyby nie fakt, że kapelusz spadł tuż przed nią. Ogromnym szczęściem ptaszek wpadł wprost do niego, zupełnie jak do kołyski.
Niestety, w plątaninie korzeni nikt nie mógł jej znaleźć. A szukali jej wszyscy. I mama i tata, i babcia, dziadek, ciocia, wujek, a nawet całe mnóstwo kuzynów. Na nic.
Tylko słonko wiedziało gdzie jest, ale nie miało odwagi się odezwać.

Ptaszyna długo leżała nieprzytomna. Kiedy słońce kończyło swoją pracę i na niebo wzeszedł księżyc, jaskółka obudziła się. Tak bardzo chciała zawołać, że jest tutaj, ale nie mogła wydobyć z siebie głosu. Nie mogła też się poruszyć. Bardzo bolało ją skrzydełko, a każdy nawet najmniejszy ruch sprawiał jej ból. Było jej także przeraźliwie zimno.
Tymczasem spracowane słońce kładąc się spać szepnęło:
– jeżeli do rana nikt jej nie odnajdzie, ja jej pomogę! – I uspokojone chciało zasnąć, na nic się to jednak zdało. Mimo całego spracowania nie mogło zasnąć nawet na moment. Odczekało zatem do północy i ruszyło do pracy.

Księżyc właśnie zamierzał uciąć sobie drzemkę na najwyższej topoli przykryty obłokiem, kiedy spostrzegł, że zmierza ku niemu słońce. Wiedział, że musiało stać się coś ważnego, więc tylko uścisnął koledze dłoń i już go nie było.
Mała jaskółka spała drżąc z zimna. Słoneczko utkało jej więc kołderkę ze swoich promieni i szybko okryło nią ptaszka. A potem połaskotało go w dzióbek.
Zziębnięta jaskółka otworzyła oczy
– Dlaczego mnie budzisz? – zapytała, a po chwili dodała – jak mi ciepło, jak miło.
Słońce zapytało:
– czy chcesz, abym powiadomiło o tym gdzie jesteś twoich rodziców?
– Tak! Proszę! – wyraźnie ożywił się ptaszek. – Ale skąd będziesz wiedział, którzy to?
– Nic się nie martw. Dam sobie radę.
– Dziękuję – szepnęła jaskółeczka i ponownie zasnęła.
Słońce szybko wzeszło na niebo. Bacznie się rozglądając już po chwili dostrzegło dwa małe, czarne ptaszki wyraźnie czegoś szukające. Zawołało więc;
– Hop, hop.
Ptaszki obejrzały się, ale nie podleciały do niego.
– Hop, hoooop! – powtórzyło więc słoneczko.
– Czy coś się stało? – nadeszła po chwili odpowiedź od strony większego z ptaków.
– Wiem, gdzie jest państwa córka. Mogę pokazać.
– Tak! Bardzo prosimy. Czy możemy lecieć od razu?

Mała jaskółeczka wciąż spała, kiedy nadlecieli jej rodzice. Nie budząc jej złapali po obu stronach ronda kapelusza i zabrali ją ze sobą do domu.
Po dwóch tygodniach po złamanym skrzydełku nie było nawet śladu. A mały ptaszek bardzo zaprzyjaźnił się ze słoneczkiem.
Co stało się zaś z kapeluszem? Został na drzewie. Kiedy następnej wiosny jaskółka wróciła z ciepłych krajów, stał się on jej gniazdem, w którym po niedługim czasie pojawiły się małe ciekawskie ptaszki, o czarnych jak smoła, bystrych oczkach, zupełnie jak u ich mamy.

Historyjka powstała na skutek kilkudniowego zafascynowania mojej 3- letniej córki postacią jaskółki z bajki o Calineczce. Ponieważ nigdzie nie natrafiłyśmy na jakąkolwiek książkę z przygodami jaskółki, wymyśliłam swoją własną. Od tej chwili nasza mała jaskółeczka przeżyła już wiele przygód.

Malwina Prus-Zielinska

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *