DPS

„Recital z Gwiazdą”. Malwina Prus-Zielińska

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Dziś jest wielki dzień. Idziemy obie z Marysią na recital Michała Bajora. Córka ma 3,5 roku. Dlaczego ją ze sobą zabieram? Ponieważ jest ciekawa i chce „poznać Pana Michała”.

Jeszcze wczoraj wcale nie było pewne czy pójdziemy ( Mała ma końcówkę kataru). Jednak kiedy wstałyśmy i okazało się, że z zapowiedzianego wiatru i deszczu za oknem nici, w zamian zaś świeci piękne jesienne słońce, zdecydowałam: idziemy!

W tym miejscu muszę przyznać, że jako stała bywalczyni koncertów Michała Bajora, a także jego fanka, wiem doskonale iż na salę koncertową mogą wejść dzieci od pierwszej klasy szkoły podstawowej wzwyż. Zdecydowałam jednak wybrać się z Marysią z dwóch powodów. Po pierwsze był oto koncert otwarty, nie biletowany i na dodatek odbywał się w kościele. A po drugie: znam swoje dziecko. I wcale się nie pomyliłam.

Koncert był fantastyczny, reakcja mojej córki też. Ponieważ siedziałyśmy na wylocie trzeciej ławki, miałyśmy doskonały, niczym nieograniczony widok.
Po początkowym zdziwieniu Artysty, faktem, że na widowni siedzi tak małe dziecko, po czwartej piosence nie było już śladu. Przeciwnie. Zdziwienie ustąpiło miejsca niedowierzaniu, a potem niekłamanej radości, bowiem „Pan Michał” obserwował Marysię równie pilnie jak ona jego.

A ja byłam autentycznie szczęśliwa. Przeżywałam koncert dużo pełniej niż zazwyczaj, mając przy sobie swój największy skarb i widząc jaka córka jest szczęśliwa.

Zapewne duży wpływ na odbiór koncertu przez Marysię miał fakt, że zarówno płytę „Piosenki Marka Grechuty i Jonasza Kofty”, z którego piosenki Artysta wykonywał na rzeczonym koncercie, jak i wszystkie inne płyty córka zna od pierwszych dni swojego życia.

Wracając jednak do koncertu… Po drugim bisie, przy ponad tysiącu osób, które na stojąco oklaskiwały występ, moja córka prowadząc mnie za rękę, zaniosła na scenę bukiet słoneczników zmierzając prosto ku uradowanemu Artyście. I choć to było zaplanowane, zaskoczyła mnie jej odwaga i spokój. Podała kwiaty Michałowi, który obu nam uścisnął dłonie i spokojnie wróciłyśmy na swoje miejsce.

Kiedy po koncercie i chwili rozmowy „ w sześcioro oczu”, podczas której córka wręczyła „Panu Michałowi” aniołka na pamiątkę, wyszeptała mi do ucha zadowolona „poznałam Pana Michała”, nie umiałam ukryć wzruszenia. Byłam szczęśliwa.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *