DPS

„Urodzić w domu” – rozmowa z Magdaleną Domarecką.

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

35-letnia Magda Domarecka mieszka w Nowym Jorku od 1997 r. Jest mamą 3-letniego Sebastiana i 4-miesięcznego Kamila. Najmłodsze dziecko urodziła w domu. Magda wierzy, że poród nie jest chorobą, żeby pójśc do szpitala.

Danuta Świątek: Dlaczego zgodziłaś się podzielić swoim bardzo osobistym przeżyciem jakim jest poród w domu?

Magda Domarecka: Zauważyłam, że moja historia inspiruje kobiety, i że radość, którą odczuwam po domowym porodzie udziela się innym. Chciałabym, żeby kobiety wiedziały, iż mają opcje gdzie mogą rodzić, z kim i jak to ma się odbywać. Moim życzeniem jest, aby kobiety spotkały się z szacunkiem i zrozumieniem podczas ciąży i porodu od położników, i aby poczuły swoją moc i mądrość ciał. Marzę, aby noworodki przychodziły na świat w intymnych, spokojnych miejscach, gdzie ich mamy czują się spełnione i bezpieczne.

DŚ: Urodzenie dziecka w szpitalu jest w dzisiejszych czasach czymś oczywistym. Oznaką postępu. Bezpiecznym miejscem dla kobiety. W USA tylko od 1-4 procent porodów odbywa się w domu. Dlaczego urodziłaś dziecko w domu?

MD: Urodziłam dziecko w domu z wielu powodów. Moja lista tego, czego chciałam w czasie porodu jest długa. Zaraz ją wyliczę. Byłam kobietą z ciążą o niskim ryzyku, więc chciałam przeżyć normalny, niezakłócony i świadomy poród, czyli żeby on nastąpił spontanicznie. Nie chciałam być poganiana podczas rodzenia.
Chciałam urodzić na własnych warunkach, z możliwością poruszania się i zmian pozycji, jedzenia, picia, korzystania z prysznica i wanny, a nawet basenu. Chciałam, żeby wokół mnie byli tylko bliscy i znajomi ludzie. Chciałam mieć możliwość wsłuchania się we własne ciało i jego potrzeby, rodzić w swoim rytmie i czasie, w pozycji, która była dla mnie wygodna. Przyznam się, że w szpitalach czuję się nieswojo i przeżywam napięcie połączone ze stresem. Chciałam też uniknąć interwencji medycznych.

Taki łańcuszek może wyglądać następująco: jeśli poród przebiega zbyt wolno, to podaje się środki na przyspieszenie skurczy. A te później robią się nienaturalnie bolesne, więc aplikuje się środki na znieczulenie bólu. Dziecko zaczyna odczuwać za dużo lekarstw. W najtrudniejszych sytuacjach poród kończy się cesarskim cięciem.

Przeczytałam, że statystyki i badania naukowe stwierdzają, iż porody domowe są równie bezpieczne jak te szpitalne. W Holandii np. co trzeci poród odbywa się w domu. Oczywiście pod warunkiem, że ciąże nie są powikłane i tylko z jednym dzieckiem. Wreszcie, wierzyłam, że jestem w stanie urodzić naturalnie i samodzielnie. Czułam się w zgodzie z moją decyzją. Nie miałam wątpliwości co robić z porodem i wspierał mnie mój mąż. Chciałam uniknąć personelu medycznego, który dopinguje i krzyczy, żebym parła. W zamian za to miałam do pomocy doświadczoną położną i doulę.

DŚ: Wiem, co robi położona. Ale jaka była rola douli?

MD: Doula dawała mi emocjonalne wsparcie. Masowała plecy i podawała szklankę z wodą. Była na każde moje skinienie. Dzięki doulom mamy czują się mniej samotne i przeżywają mniej lęku. Dużo lepiej radzą sobie z bólem. Wiem to z własnego doświadczenia.
Chcę jeszcze dodać, że dobra położna to połowa sukcesu rodzącej. Położne traktują swoje pacjentki holistycznie. Chcą je poznać, ich potrzeby i pomóc uporać się z blokadami emocjonalnymi, które mogłyby wstrzymać przebieg porodu.
Moja położna podczas każdego spotkania poświęcała mi godzinę.

DŚ: Jak dojrzewałaś do decyzji, by rodzić w domu? Rozumiem, że to jest proces, a nie tylko postanowienie.

MD: W 2005 roku po raz pierwszy usłyszałam o możliwości porodu domowego od koleżanki z pracy. Podziwiałam ją za taki wyczyn i mówiłam, że nigdy bym się nie zdecydowała na poród w domu. W 2007 roku zaszłam w ciążę z pierwszym dzieckiem i zaczęłam rozważać opcję rodzenia w birth center czyli w miejscu, które jest na terenie szpitala, ale ma warunki bardziej domowe. Są też samodzielne birth centers. Pomyślałam również i o domowym rodzeniu.
Czytałam książki o naturalnych porodach. Szczególnie zatopiłam się w lekturze położnej Iny May Gaskin „Ina May’s Guide to Childbirth”. To pozycja chyba nie jest przetłumaczona na język polski.
Z mężem chodziłam do szkoły rodzenia. Pływałam na basenie. Jadłam zdrowo, zwłaszcza dużo białka. Robiłam prenatalną yogę. Uczestniczyłam w spotkaniach organizowanych przez Choices in Childbirth, gdzie kobiety opowiadały o swoich doświadczeniach podczas porodu z lekarzami, położnymi i doulami.
Ale niestety pierwszego synka urodziłam w szpitalu metodą cesarskiego cięcia. Bardzo to przeżyłam i jeszcze więcej marzyłam, żeby następne dziecko urodzić naturalnie i w domu.

DŚ: Druga ciąża i dalsze dojrzewanie do domowego porodu?

MD: Absolutnie. Przeczytałam książkę Marii F. Mongan „Hypnobirthing-the Mongan Method” i słuchałam płyt CD z metody Hypnobabies. Uczyłam się nowych technik oddechowych. Każdego dnia powtarzałam afirmacje typu: mój poród jest szybki, krótki i łatwy. Podczas słuchania głęboko relaksowałam się i uczyłam używania technik samoznieczulania. Muszę przyznac, że techniki zaowocowały przy porodzie.

DŚ: Jaka była rola męża w porodzie?

MD:Był bardzo spokojny i współpracował ze mną, położną i doulą. Masował mnie, trzymał rękę na moim czole i powtarzał, żebym się zrelaksowała i oddychała spokojnie. Na co odpowiadałam posłusznie dzięki przygotowaniu z materiałem Hypnobabies. Trzymał mnie za rękę podczas rodzenia, no i nawet zdecydował się przeciąć pępowinę.

DŚ: Twój drugi poród odbył się bez komplikacji. Ale co byłoby, gdyby okazało się, że są jakieś problemy z dzieckiem albo z tobą w trakcie rodzenia? Podobno największym niebezpieczeństwem dla rodzącego się dziecka jest właśnie poród w domu.

MD: Położna monitoruje prace serca dziecka za pomocą aparatu KTG. Jeśli dziecko ma problemy z oddychaniem po urodzeniu, to podaje mu tlen. Położne mają wszystkie niezbędne instrumenty do ratowania noworodków. Przecież to są osoby, które przez wiele lat pracowały w szpitalach i mają odpowiednie doświadczenie.
Moja położna ma za sobą 21 lat doświadczenia z porodami szpitalnymi i domowymi. Położne upewniają się, że w razie komplikacji szpital znajduje się blisko domu rodzącej. To jeden z warunków kwalifikacji do porodu domowego. Ze swoim doświadczeniem i znajomością rodzącej są w stanie szybko stwierdzić nieprawidłowości.
Najlepszym przykładem bezpieczeństwa domowych porodów jest Ina May Gaskin, która przyjmowała porody w domach i birth centers. Pierwsza cesarka była konieczna przy 187 porodzie, druga przy 324. Na ponad 2000 przyjętych porodów, tylko 2 procent, zakończyło się przetransportowaniem rodzącej do szpitala na poród zabiegowy lub cesarskie cięcie. Tymczasem krajowe, szpitalne, statystyki mówią o 30 procentach cięć cesarskich.

DŚ: Co się stało z łożyskiem?

MD: Do mojego domu przyszła specjalnie przeszkolona kobieta. Umyła łożysko. Suszyła je przez całą noc w specjalnej maszynie (dehydratorze) przez 12 godzin. Dodała do niego imbiru i cytryny. Następnego dnia proszek z łożyska trafił do 88 kapsułek. Łożysko to bomba zdrowia dla kobiety. Dzięki tym tabletkom matka ma więcej energii, produkuje dużo mleka w piersiach i szybciej dochodzi do siebie hormonalnie i emocjonalnie po porodzie. Ja czułam się świetnie!

DŚ: Jakie źródła informacji możesz polecić na temat rodzenia w domu?

MD:Proponuję portale www.hypnobabies.com i www.choicesinchildbirth.org i www.orgasmicbirth.com.
Warto obejrzeć filmy pt. „Business of Being Born” i “Orgasmic Birth” czyli “Poród w ekstazie”, który trafił do Polski. Koniecznie należy zajrzeć do wspomnianej książki „Ina May’s Guide to Childbirth”.

DŚ: Dziękuję za rozmowę.

MD: Również dziękuję i życzę wszystkim przyszłym mamom pozytywnych doświadczeń przy porodach, takich, po których odczuwają wewnętrzną siłę i pewność, że mogą wszystko, i które będzie rozpierać euforia.

Rozmawiała: Danuta Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *