DPS

“Idziemy do dentysty!”. Malwina Prus-Zielińska

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Wizyta w gabinecie lekarskim dla większości z nas jest niezbyt przyjemną powinnością, co zaś dopiero mówić o wizycie u stomatologa. Nic więc dziwnego, że skoro my, dorośli reagujemy niepokojem, a często i strachem, dzieci powielają nasze zachowanie.

Bardzo chciałam, żeby nie było tak w przypadku mojej córki. Kiedy więc zauważyłam w jej mlecznych ząbkach dwie niewielkie dziurki, postanowiłam działać. Skoro udało się córkę przekonać do lekarza, może uda się i do dentysty?

Fakt, że od ponad dwóch lat odwiedzamy jedną lekarkę na pewno miał tu ogromne znaczenie. Pani doktor Ewa Korzeniowska-Kromer jest dla córki dużym autorytetem. Obie lubimy ją bardzo za otwartość, szczerość i uwagę, z którą traktuje swoich małych pacjentów.

Poprosiłam więc panią doktor o pomoc. Oczywiście chętnie powiedziała Marysi, że trzeba zakleić ząbki. Idąc za ciosem, w domu obejrzałyśmy film z serii „Było sobie życie”, gdzie zobaczyłyśmy jak bakterie niszczą zęby robiąc w nich dziury. Potem pokazałam córce w lustrze jej własne dziurki w zębach, dodając, że musimy przeszkodzić bakteriom je powiększać.
Po kilku dniach przeczytałyśmy książkę o domisiu Bazylim, którego bardzo bolał ząb, a któremu pomógł pan dentysta. A potem poszłyśmy na spacer. Przypadkiem przechodziłyśmy obok gabinetu stomatologicznego, którego szyld głosił, iż pracujący tu pomagają również dzieciom. Weszłyśmy zasięgnąć informacji. Miła pani technik pokazała córce fotel, na którym podniosła ją nawet w górę, a także wszelkie inne urządzenia tłumacząc do czego one służą. Nie powiem, że córka nie była zdenerwowana na początku, ale już po chwili rozluźniona dopytywała się o szczegóły.
Hitem okazała się informacja, że być może będzie mogła wybrać sobie kolor plomby.
– Fioletowa! – zdecydowała natychmiast.

W dzień wizyty, w drodze powrotnej z przedszkola przypomniałam córce o zębowej wróżce. Dodałam, że choć przynosi ona prezenty głównie dzieciom, którym wypadają zęby mleczne, to odwiedza ona także małe dzieci, które mają odwagę iść do dentysty. I, że na pewno dzisiaj nas odwiedzi, ale tylko wtedy, gdy będzie wiedziała, że wizyta się udała i ząbek został zaklejony. Godzinę przed wyjściem zjadłyśmy wczesną kolację. Marysia wiedziała już, że po wyjściu z gabinetu przez jakiś czas nie będzie mogła jeść.

A potem już sama wizyta. Obyło się bez łez. Bardzo sympatyczna pani doktor sprawnie zakleiła ząbek. Borowanie, którego się bałam, najbardziej się córce spodobało! Na koniec wizyty mała pacjentka otrzymała jeszcze naklejkę dzielnego zucha i książeczkę. W domu czekała niespodzianka. Zębowa wróżka zostawiła prezent – wymarzoną suknię dla lalki.

Za tydzień idziemy „ratować” drugi ząbek Dziś córka powiedziała:
– Mamo, wiesz trochę się bałam tych urządzeń, ale wiem już, że nie miałam czego. Najbardziej lubię, kiedy pani robi bzzzzzz… Ale bakterie to mają się czego bać, no nie?

I pobiegła do lustra po raz kolejny obejrzeć swoją „pomblę”.
Prawdziwym szczęściem jest dla mnie fakt, że Marysia myśli o tej wizycie z uśmiechem. Mam nadzieję, że to zaowocuje na przyszłość i wizyta w gabinecie stomatologicznym nie będzie dla niej przykrą koniecznością.

Malwina Prus – Zielińska

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *