DPS

“Poczytaj mi dziadku…”. Marian Przybylski

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Kiedy Malwina poprosiła mnie bym opowiedział o mojej ukochanej książce, zrazu na myśl przyszła mi powieść Władysława Reymont „Chłopi”. Czytałem ją kilka razy, podobnie i filmy oglądałem, a że to moja ukochana książka, często wracam do niektórych opisów w niej zawartych. Jednakże po chwili zastanowienia i cofnięcia się w obszary odległego dzieciństwa, trafiłem na baśń braci Grimm „Szklana góra” i słowa mego starszego o dwa lata brata Wojtka (dziś liczącego lat 60) ” Choć spać, to przeczytam ci bajkę o rycerzu i szklanej górze.

Słyszałem ją z ust brata po wielokroć, gdyż zdarzało się, że sam prosiłem, by właśnie tę bajkę mi przeczytał. Może, dlatego zapadła ona w mej pamięci? Po kilku takich wieczornych seansach, tekst baśni tak zakodował się w brata komórkach, że w kolejne wieczory snuć począł swe opowieści z pamięci. A miał i ma ją dobrą, po dziś dzień recytuje jak z nut Stefka Burczymuchę i całe fragmenty Pana Tadeusza. Sama zaś książka, przechodziła w mej rodzinie z rąk do rąk i pomimo poszanowania niezmiernie zmęczoną została. Dziś, mimo licznych napraw rozlatuje się, lecz z wielkim poszanowaniem spoczywa w bibliotece domowej najmłodszej przedstawicielki mego pokolenia – siostry Hani.

Wspominając dawno minione lata, przymykam powieki, a przed oczyma przewija mi się kilkanaście innych bajek z odległego dzieciństwa: o biednym jak przysłowiowa mysz kościelna Szewczyku Dratewce i pszczołach, które pomogły mu wybrać tę właściwą, śliczną, acz zaklętą dziewczynę; o pięknej królewnie Wandzie, która nie dała się wydać za Niemca; o Lechu, Czechu i Rusie, dzięki którym historię pokochałem; o królu Kraku i wawelskim smoku poskromionym przez krakowskiego szewczyka… I tak mógłbym jeszcze wymieniać inne bajki, które w miarę upływu lat zamieniłem na legendy, te następnie w mity, książki przygodowe, podróżnicze i te, których pochłonąłem najwięcej, książki o tematyce historycznej.

Po latach, kiedy spotykamy się w gronie rodzinnym, wspominając dzieciństwo przywołuję nieprzespane noce z Wojtkiem w naszym wespół dzielonym pokoiku i jego opowieść – wracającą niczym bumerang – o „Szklanej górze”. Pomijając wiersze pochodzące z „Antologii polskiej poezji dziecięcej”, które dzięki czytaniu przez mamę zapadały w naszej pamięci na długo, a na której to książce uczyłem się płynnego czytania, pierwszą książką, którą sam przeczytałem była właśnie Szklana góra. Właściwie, znałem już ją nieomal na pamięć, to i czytanie płynnie poszło. Zaś mamine wiersze, to ten najbardziej zapamiętany:

Kto ty jesteś?
Polak Mały.
Jaki znak twój?
Orzeł Biały…

Czy dzisiaj, ktoś jeszcze to czyta?

W domu było nas dziewięcioro: mama, tata, Michał, Antek, Wojtek, Marian – czyli ja, Tadziu, Grzesiu i najmłodsza Haneczka. Jak widzicie całkiem spora gromadka. Do tej liczby przynależne były dochodzące: babcia Marianna oraz ciocie: Pela i Ula. Całą tę gromadkę przywołuję, dlatego, by pokazać wam, że pomimo tej liczebności całkiem znośnie sobie radziliśmy. Niewątpliwie zawdzięczaliśmy to podziałowi ról, jaką każdy z nas „odgrywał” w rodzinie. Tak, więc nawzajem pomagaliśmy sobie w modlitwie, nauce, wychowaniu, pracy na rzecz bliskich i poszanowaniu bliźniego. Ciocia Pela – choć więzami krwi nie związana z nami – była tą, która z okazji urodzin, imienin, gwiazdki i Wielkanocy zawsze kupowała nam książki. Oczekiwane zabawki otrzymywaliśmy od mamy i taty, zaś nauki około etykiety przekazywała nam pół po polsku, pół po niemiecku babcia. Ciocia Ula – najmłodsza siostra mamy – była najbardziej przez nas lubianą, gdyż, co sobotę przychodziła nas wszystkich kąpać i uprawiać z nami figle. To ona, na zakończenie dnia dawała każdemu z nas do przeczytania kolejne fragmenty książek. Tak rodzinnie przeczytaliśmy m.in. Krzyżaków, a jak się później okazało, ciocia dzięki temu naszemu dziecięcemu czytaniu nadrabiała swoje zaległości okresu wojennego, pilnie wsłuchując się w lekturę.

Ja ciągle wracam do tej baśni, którą zaraziłem syna i córkę kupując im braci Grimm, podobnie czynię z wnukami, którym również opowiedziałem po wielokroć Szklaną górę i których w stosowne tomy zaopatrzyłem. Ciągle przypominam naszym latoroślom o trzech braciach: najstarszym – zarozumiałym i w sobie zadufanym, średnim – leniu i najmłodszym – cichym, dobrym i pracowitym. A czynię to i czyniłem ku przestrodze, by w naszym otoczeniu podobnych dwóm pierwszym nie wychowało się.

Nigdy nie miałem życzeń, podobnych tym, jakimi bohaterów baśni Szklana góra obdarzył ich ojciec. Ale tu kolejna przestroga, tym razem do rodziców skierowana, by tak wychowywali swe dzieci, aby nie musieli ich lojalności sprawdzać. Ojciec braci z baśni chciał, żeby przez trzy noce każdy z synów kolejno stróżował przy trumnie pod lipą. Jak się okazało najmłodszy syn jeno wypełnił życzenie rodzica. Zaś dary, jakie całej trójce lipa wydała ze swego wnętrza ukazują nam, że nie wygląd świadczy o wartości. Zobaczcie, najstarszy dostał srebrnego konia, dla średniego przypadł złoty koń, a dla najmłodszego, który najwierniej wypełnił ojcowskie życzenie, zwykła szkapa, nieduży siwek i bacik.

Jak się później okazało, to srebrny i złoty rumak tylko z wyglądu paradnie się prezentowały i żaden z nich nie pokonał szklanej góry by uwolnić księżniczkę. Podobnie pyszni rycerze, z których każdy ze stromej i śliskiej góry spadał. W końcu zwyciężył ten z braci, który najskromniej wypadł na tle rodzeństwa i rycerstwa, które zjechało się z różnych stron świata, by zawalczyć o rękę księżniczki. Niepozorny bacik miał czarodziejską moc i spełniał życzenia, dzięki którym koniowi – niedużemu siwkowi – na zawołanie wyrosły skrzydła i poniosły wybawcę na wysoką wieżę. Okrutny król – ojciec uratowanej księżniczki, który zamknął córkę w wieży na szklanej górze umarł ze złości, że najuboższy z braci rękę córki zdobył.

Ta pełna pouczeń baśń zapisała się w mej pamięci najbarwniejszym atramentem, dlatego po dziś dzień pamiętam ją i często przypominam. Jednakże niesprawiedliwym byłbym, gdybym powiedział, że z tej baśni najwięcej wyniosłem. W miarę lat przybywało w mej bibliotece książek, a wraz z nimi, inne pogodniejsze i rozsądniejsze postrzeganie otaczającego mnie świata. Mało tego, dziś już sam jestem dziadkiem i z każdą przeczytaną książką – choć sam takowe piszę – staję się mądrzejszym, chociaż nie wszystko jeszcze wiedzącym…

Czytajcie, gdyż jedynie osobiste przeżywanie tego, co autor opisał pozwala lepiej poznać świat, środowisko, w którym przebywacie, dzieje skomplikowane i własne korzenie w ziemi ojczystej zanurzone. Ja ciągle czytam, wracając raz po raz do tej ulubionej, mocno już podniszczonej…

Marian Przybylski

Marian Przybylski – prezes Towarzystwa Miłośników Miasta Strzelna, członek Wielkopolskiego Towarzystwa Geologicznego. Pisze książki o tematyce historycznej z regionu pogranicza kujawsko-wielkopolskiego. Ma ich już 6.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *