DPS

Teatr „Zielony Domek”. Malwina Prus – Zielińska

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Dzieci uwielbiają teatr, w każdej postaci. Często uważamy, że wyjście do teatru na przedstawienie, które toczy się z udziałem aktorów, lalek, muzyki i światła, nie może się równać z przedstawieniem zorganizowanym w domu. Jest to błędne myślenie. Okazuje się, że dla dziecka taki domowy teatrzyk jest równie ważny.

Oczywiście liczy się czas. Rodzice, którzy mają go tyle, aby móc poświęcić dziecku więcej uwagi w ciągu dnia, mają w kwestii teatralnej wielkie pole do popisu.

Kiedy moja córka skoczyła półtora roczku wybrałyśmy się pierwszy raz do Teatru Animacji i… tak już zostało. Ale kiedy Marysia skończyła 2 i pół roku, zorganizowałyśmy swój własny domowy teatrzyk.

Na początku posłużyłyśmy się linką do suszenia bielizny, która przewiązana od stołowej nogi do kaloryfera, służyła za scenę. Zawieszałyśmy na niej duże prześcieradło, za którym aktor miał gdzie się skryć (był to teatr kukiełkowy). A ponieważ naszą „scenę” umieściłyśmy w zasięgu okiennych zasłon, stawały się one idealną kurtyną, która nawet się rozsuwała i zasuwała.

Las wycięłyśmy z kolorowego boku technicznego i przykleiłyśmy do prześcieradła za pomocą dwustronnej taśmy. A polankę, na której miała odbywać się akcja, narysowałyśmy na kartce papieru. Marysia pokolorowała drzewa i na niebie narysowała nawet jaskółkę w locie. Sama przygotowała też z dwóch ścinków dróżkę, czym zupełnie mnie zaskoczyła.

W przedstawieniu brały udział lalki, misie i inne maskotki, a nawet porcelanowe figurki, dla których udało nam się wymyślić role. Wspólnie przygotowałyśmy bilety, zaznaczając w nich co to za spektakl, dla kogo bilet, a nawet umieszczając na nich rząd i numer miejsca, choć było nas raptem troje. A potem czekałyśmy prawie 5 godzin, nim mąż wróci z pracy. Kiedy tata wreszcie wrócił, ledwo wszedł w drzwi, zaraz otrzymał od córki bilet i przedstawienie mogło się zacząć (zdążył jedynie zdjąć buty i kurtkę – wiadomo w teatrze jest przecież szatnia).

Spektakl okazał się sukcesem. Nie miał znaczenia fakt, że nie było sztywnego scenariusza. Liczyła się zabawa i śmiech, którego było co nie miara.

Dziś nasze przedstawienia są równie spontaniczne co na początku, ale teatr się nieco zmienił. Nazwałyśmy go “Zielony Domek” i przygotowałyśmy z… kartonu. Jest praktyczny, ponieważ składa się zupełnie płasko i można go łatwo wsunąć np.za szafę. Już samo przygotowanie dało nam wiele radości, począwszy od wybrania w sklepie kartonu, przytaszczenia go do domu, poprzez wycinanie okna, klejenie dachu, a na malowaniu i zawieszaniu firanek skończywszy.

Zielony Domek, poza teatralną, pełni nawet czasem funkcję zamku dla lalek, w którym odbywają się bale, albo sklepu, w którym można zrobić zakupy. I zapewne z biegiem czasu okaże się, że nie są to jedyne sytuacje, w których można go wykorzystać.

Naprawdę warto bawić się z dziećmi w teatr, pozwolić im choćby rysować bohaterów. Doskonale pamiętam przedstawienie, w którym Marysia narysowała króla, królową, księżniczkę, czarownicę i wieżę.
Nie dość, że w taki sposób rozwijamy dziecięcą wyobraźnie, to jeszcze uczymy ich kreatywności i pomysłowości. No bo kto powiedział, że roli brzydkiego kaczątka i małych kaczuszek, pływających po stawie (tak jak wymyśliła Marysia) nie mogą „grać” gumowe kaczki piszczki i miska wypełniona wodą?

Malwina Prus – Zielińska

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *