DPS

OCZAMI MAMY: “Jak to jest z kurami”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Nasza 78-letnia ciocia, pakuje walizki do Polski i patrzy przez okno w pokoju.
– Taki duży ogród macie! Przydałyby się ze dwie albo trzy kury. Własne jajka, zdrowe, w sam raz dla dzieci – radzi. A może to całkiem dobry pomysł?

Pod wpływem cioci jadę do urzędu naszego miasta.
– Czy potrzebne jest pozwolenie na trzymanie kur w ogrodzie? – pytam.
– Potrzebne.

Urzędniczka wyjmuje dwie kartki papieru z szuflady.
– Rozpatrzenie sprawy na posiedzeniu rady miasta kosztuje $200. Ale samo pozwolenie jest za darmo – tłumaczy.

Wyjmuje też teczkę przygotowaną z dokumentami od innego mieszkańca, który jest właścicielem trzech kur.
– Zobacz, tak należy przygotować dokumenty – mówi urzędniczka i pokazuje mapę posiadłości. Na niej jest zaznaczony kurnik. Każda kura została też sfotografowana. Jest również zdjęcie kurnika. Na kilku kartkach papieru widnieje dokładny opis warunków, w jakich żyją kury.

– Wydajemy pozwolenie na nie więcej niż 6 kur. Nie wolno też posiadać koguta – informuje urzędniczka.

Dowiaduję się również, że przed posiedzeniem rady, trzeba listownie powiadomić wszystkich sąsiadów o pomyśle na posiadanie kur.

Dech mi zapiera z wrażenia w urzędzie.
Ale przepisy związane z kurami nie są niczym nowym. Istnieją od 1973 r.

– Kury muszą być trzymane na noc w kurzym domu – tłumaczy urzędniczka.
– A jak ktoś nie będzie przestrzegać przepisów? – nasuwa mi się pytanie.
– Właściciel będzie musiał zrezygnować z hodowania kur.

Wracam do cioci, która po mojej relacji, łapie się za głowę.
– Ale biurokracja! – jęknęła.

Jajek od własnych kur… nie będzie.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *