DPS

OCZAMI MAMY: “Matka Amerykanka czyli… mało wymagamy”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Zrobiłam eksperyment. Narysowałam linię na kartce papieru i nazwałam ją linią matki. Na jej jednym końcu napisałam Chinka, a na drugim Amerykanka.
Zrobiłam też wielką kropkę na środku. Chinka jest symbolem matki, która wychowuje dzieci w wysokiej dyscyplinie. Amerykanka zaś symbolizuje matkę, która zawsze stara się dogodzić dzieciom.

– Zaznacz, gdzie ty jesteś na linii? – zapytałam amerykańską koleżankę, która jest matką i ma doktorat z psychologii. Ta ostatnia wiadomość jest istotna.

Koleżanka zastanowiła się przez chwilę i zrobiła kropkę, przekraczając umowny środek, w stronę matki Chinki. Ale nie za daleko od środkowej kropki.
– Byłam matką, która dogadzała non stop. Teraz więcej wymagam. Nie mogłam dopuścić, żeby moja córka w 3 klasie nie umiała jeszcze czytać i kłótnią wymuszała każdą zachciankę – tłumaczy się koleżanka, którą znam od 10 lat.

Wiele razy widziałam ją jak spełniała każde życzenie córki. Sabrinę posłała do prywatnej, drogiej szkoły. Woziła na francuski, tenisa i balet.

Koleżanka była (już nie jest) klasycznym przykładem matki Amerykanki, która uważała, że każde zajęcia muszą być “fun” czyli przyjemnością dla dziecka. Nie należy swojej pociechy stresować i wymagać najlepszych ocen w szkole. Trzeba chwalić każdy jej najmniejszy wysiłek. Zapewniać spotkania z koleżankami i tzw. sleepover czyli ich nocowanie w domu.

Koleżanka, jako matka i psycholog, martwiła się, czy aby jakaś najmniejsza porażka dziecka nie spowoduje, że straci ono poczucie pewności siebie.

Rozmawiamy z koleżanką o tym jakimi jesteśmy matkami, bo przez metropolię nowojorską przechodzi fala dyskusji wokół fragmentów książki Amy Chua, wydrukowanej w The Wall Street Journal. A publikacja porównuje chińskie matki i amerykańskie. Generalizuje, że Chinki wymagają bardzo wiele od dzieci. Amerykańskie mamy są ich przeciwieństwem.

Który model matki jest “lepszy”? Lepszy dla przyszłości dziecka. Wszystko zależy od przypadku.
Jednym dyscyplina służy, drugich może złamać. Zbytnie dogadzanie i rozpieszczanie też szkodzi.

Moim zdaniem najlepiej dążyć do złotego środka, czyli dyscyplinę przeplatać zrozumieniem, dogadzaniem i wspieraniem. Nie, to nie jest takie łatwe.
Nie zapomnę pewnej reakcji Kimberly. W zeszłym tygodniu, po wyjściu ze szkoły, córka ma smutną minę.
Przytula się do mnie.
– Przepraszam ciebie – mówi.
– Za co?
– Zrobiłam jeden błąd w dyktandzie. Pomyliłam witch (czarownicę) z which (który).
Oba słowa brzmią podobnie w wymowie.
Patrzę w oczy córki.
– Czasem zdarza się błąd. Wiem, że umiałaś wszystkie słówka.

Kimberly powoli uśmiecha się. Serce bije mi radośnie. Wiem, że mojej córce, obu córkom, na wszystkim zależy.
Żeby tylko to utrzymać!

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *