DPS

BABCIA BOŻENKA: “Czy oddałbyś swoją nerkę?”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Kto nas pociągnie ku górze? To pytanie zaczerpnęłam z tekstu zamieszczonego w artykule z portalu, do którego zaglądam najczęściej. Poslużę się nim jako inspiracją do rozważań na temat dobra. Jest to zagadnienie, którym żyję od miesięcy. Naprawdę chcę być dobra i dobro rozsiewać, o dobru pisać i dzielić się z ludźmi. To jest pragnienie mojego serca.


Niestety, często moje zachowanie mija się z tym pragnieniem.
Co wówczas czuję? Zawód, rozczarowanie, wstyd, że znowu się nie udało, że muszę zaczynać od nowa.

Zrobiłam jednak wielki krok naprzód. Stwierdzam, że staję coraz bardziej otwarta, samokrytyczna, więcej wymagająca od siebie, mniej od ludzi. Zauważyłam też, że przy tym wysiłku pracy nad sobą, przychodzą natchnienia, ożywcze pomysły, na drodze stają ludzie, którzy coś podpowiedzą, zainspirują, zdopingują do dobrych działań.

Warto być otwartym i gotowym do pozytywnych zmian, tym bardziej nie warto zmieniać tego kursu, bo gdy sie rozejrzymy, co możemy zobaczyć?
“Wokół nas są tysiące ludzi, którzy nie radzą sobie z życiem, nie widzą żadnych perspektyw, a tym bardziej nie mają nadziei w Bogu. Zaplątani w sieci bezsilności i bezsensu pochylają się ku rozpaczy i samopotępieniu. Są jak ryby uwikłane w sieci – zagubieni w sieci podatków, sieci komórkowej telefonii, sieci zakupów, sieci uzależnień nałogowych, toksycznych emocji, zranień z dzieciństwa, długów, wreszcie sieci grzechów. Kto ich pociągnie ku górze?”. Przywołuje raz jeszcze wspomniany artykuł i cytuje jego fragment.

Warto szukać inspiracji w lekturach. Czasami wpadnie w rękę taka, na którą od dawna czekało serce.

Ksiażka, którą chcę się podzielić, nosi tytuł “A Walk to Remember.” Napisał ją Nicholas Sparks.
Opowiada o niewielkim miasteczku w stanie North Karolina, w którym żyje syn znanego polityka, cyniczny, znudzony siedemnastolatek, naśmiewajacy się z zasad.

Otoczają go podobni mu nastolatkowie, chłopcy i dziewczęta. W klasie jest odepchnięta od wszystkich córka ubogiego pastora, ubrana skromnie, nie rozstająca się z Biblią. Dziewczyna nie zważa na drwiny. Ma ogromne serce dla wszystkich. Jest uczynna, ofiarna, wyrozumiała.

Syn polityka zaprasza ją na zabawę szkolną, z braku innych możliwosci. Nie chce iść bez partnerki.
Od tego czasu los zetknął ich ze sobą. Dobroć dziewczyny, jej zaangażowanie w sprawy domu dziecka, jej entuzjazm towarzyszący przygotowaniu przedstawienia o treści zdecydowanie nie pasującej do obowiązującej wowczas mody drażnią chłopca, wywołują jego gniew, niechęć. Koledzy śmieją się z niego i “jego dziewczyny”.

Broni się przed tą znajomością.

W rezultacie dobroć zwycięża. Jame zdobywa ludzkie serca. Landon zmienia się i pozostaje pod urokiem osobowości tej dziewczyny, a nawet się w niej zakochuje.
Jamie niczego nie robi na pokaz, po prostu kocha ludzi takimi, jakimi są. Okazuje im serdeczność, nawet wtedy, a zwłaszcza wtedy, gdy wyczuwa w nich niechęć.

Książka nie kończy się” i żyli długo i szczęśliwie…bo dziewczyna umiera na białaczkę i opłakują ją wszyscy w miasteczku. Główny bohater pozostaje wierny tej młodzieńczej miłości. Ożenił się z umierającą dziewczyną i po 40 latach od dnia ślubu mówi, że nie zdjął obrączki i nie przestał jej kochać.

Dobro zwycieżyło, tak określić można przesłanie ksiazki.
I co w tym nadzwyczajnego. To tylko opowieść, fikcja literacka. W życiu jest inaczej.
Każdy chce być dobry i każdy mówi, że robi dobrze.
To dlaczego tyle wokół nas niechęci, niezrozumienia, braku serdecznosci.?

“Brak nam czystego spojrzenia na innych, bo za malo w nas miłości…Jej brak sprawia, że nawet na doświadczane przez nas dobro patrzymy z podejrzliwoscią”. To kolejna myśl zaczerpnięta ze strony internetowej.
Czynimy bardzo rzadko coś dla samej idei dobra. Zwykle przyświeca temu jakiś prywatny cel, niekoniecznie zły. Chcemy np. znaleźć potwiedzenie swojej wartości, upewnić się, że mamy dobre serce.

Jamie z książki oddałaby swoją nerkę, gdyby spotkała na drodze człowieka, który by jej potrzebował. Ona przede wszystkim widziała drugiego człowieka i jemu była oddana.

Chce dołączyć do tej grupy osób. To jest program na resztę mojego życia.
Niekoniecznie zaraz oddałabym swoją nerkę komuś obcemu, bo nie wiem czy byłabym zdolna do tego typu ofiary, ale przydałaby mi się większa praca nad tym, żeby bardziej kochać, kochać bezinteresownie, nie oczekując niczego w zamian.

“Jedynym źródłem dobra – wszystkich dóbr, jakie by one nie były, które człowieka czynią dobrym,
i które uczynią go szczęśliwym – jest Bóg”. Tak powiedział św. Augustyn, a myśl tę znalazłam w książeczce pt: “Dajesz szczęście innym” z serii Święty Paweł.

Bożena Chojnacka

One Response to BABCIA BOŻENKA: “Czy oddałbyś swoją nerkę?”

  1. Przysłał mnie bóg ... May 26, 2011 at 10:12 pm

    Ciekawa story w praktyce jest mniej romantycznie, ja chciałbym skomentować, a dokładnie opisać coś ciekawego, może troszkę z zakresu horroru, a może z zakresu nadużycia władzy, trudno powiedzieć jak to zakwalifikować, jedno jest pewne coś tu jest nie tak. Mieszkałem sobie z dziewczyną, nie był to idealny związek, ale do dziś jesteśmy przyjaciółmi, w pewnej chwili równolegle dowiedziałem się że mam kłopoty ze zdrowiem i czeka mnie drobny zabieg oraz poznałem piękną blond dziewczynę, która w sprytny sposób przy pomocy urody i wdzięku osobistego mnie okręciła wokół paluszka, jeszcze nie wiedziałem że są to działania ściśle zaplanowane, pod wpływem sytuacji wiedziony przez ludzi którzy wiedzieli czego chcieli, rozszedłem się z dziewczyną z którą byłem wiele lat i była mi prawie jak siostra, coś wydawało się nie tak, coś mi nie grało, nasze stosunki były nie do końca naturalne, romansowaliśmy a ona puszczała w koło ” ile dał bym by zapomnieć cie ” , ale nic ciągnąłem dalej ten związek, nagle w pewnej chwili usłyszałem przez telefon pytanie ” kochasz mnie ? a oddał byś mi nerkę ? ( pytanie przez podsłuchiwany telefon ) ” , pytała moja dziewczyna więc odpowiedziałem tak, operacja się udała, i nastąpił koniec związku, owe urodziwe dziewczę klękneło przedemną, i oświadczyło ” przepraszam zniszczyłam Ci życie ” no i to był w sumie koniec romansidła, jak się okazało panna przez cały czas kopulowała na boku z innym, przedemną grała teatr, wszystko było zaplanowane misternie, ale to nie koniec, koszmar dopiero się zaczął, przy pomocy podsłuchów jakiś szalony naukowiec wpadł że przetestuja na mnie uczenie przy pomocy warunkowania pawłowa i tym podobne metody, no więc tresowano mnie jak zwierze, w zależności od zachowania zapalano mi w ściśle określonym oknie odpowiednie światełko, wszystko było synchronizowane przy pomocy podsłuchów, pewnemu rodzajowi światła ( wystroju okna można powiedzieć ) ktoś starał się przyporządkowywać pewne znaczenia, zaczął od posadzenia w oknie blondynki, nie wiem czy tej samej czy innej, ale w taki sposób żebym zwrócił na to uwagę, siedziała w wielkich słuchawkach, a potem zabawa była przednia ( no nie dla mnie ), W podobny sposób ktoś przy pomocy psychologi znaczeń i warunkowania pawłowa, starał się uczyć mnie reagowania na pewne dzwięki, żeby potem w odpowiedni sposób stukając, przeprowadzać nazwał bym to pewnym rodzajem psychomanipulacji, za tymi działaniami w sposób bezpośredni lub pośredni stoi policja, zadałem sobie pytanie dlaczego o po co ktoś zadał sobie tyle trudu, bo to dziwne, ano dlatego że ktoś piecze 2 pieczenie na jednym ogniu, organy to 2 rzędna sprawa ale to dzielny temat, jedno jest pewne, tym sposobem, ktoś chyba wykańcza niewygodnych świadków swoich działań, robiąc z nich wariatów, przykre jest że za tym stoi policja i prokuratura, a ci ludzie mogli by jeszcze bardzo długo egzystować, gdyby nie pewne działania, które doprowadzają do destabilizacji normalnego życia.

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *