DPS

BABCIA BOŻENKA: “W pielgrzymce do świętości” cz.I

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Wczoraj, 6 maja, późnym wieczorem, wróciłam z dziewięciodniowej pielgrzymki do Włoch, zorganizowanej przez Biuro Pielgrzymkowe w Międzyrzecu Podlaskim. Dołączyłam do grupy parafian z kościoła Matki Boskiej Fatimskiej w warszawskim Ursusie, oraz do pielgrzymów z Podlasia.

Na pielgrzymi szlak wyruszyliśmy prowadzeni przez Matkę Bożą Fatimską. Pokłoniliśmy się Czarnej Madonnie w Sanktuarium w Loreto, a w Częstochowie dziękowaliśmy Jasnogórskiej Pani i jej synowi przed Ołtarzem Najświętszego Serca Pana Jezusa (był to piewrwszy piątek miesiąca) za przebieg pielgrzymki, za jej owoce, za wzrost naszej wiary, za umiejętność życia w zgodzie z bożą wolą.

Głównym celem naszego pielgrzymowania było przybycie na Plac Swiętego Piotra w Rzymie, przeżycie i uczestniczenie na źywo w uroczystości Beatyfikacji Papieża Polaka Jana Pawła II w Niedzielę Miłosierdzia 1 maja, w szóstą rocznicę śmierci papieża, Jego odejścia do domu Ojca.

Otrzymaliśmy specjalne zaproszenie i nie mogło nas tam zabraknąć. Zrezygnowaliśmy z oglądania uroczystości w fotelu, w kapciach z filizanką kawy, wygodnie i bezpiecznie. Każdego z nas prowadziły do Rzymu inne natchnienia i poruszenia serca.

Miałam szczególną intencję. Tego dnia Adaś i Zuzia, moje ukochane wnuki, przystępowały do II Komunii Świętej, a ponadto 1 maja Adaś obchodził swoje dziesiąte urodziny. Miałam się o co modlić. Polecałam też Bogu, za pośrednictwem Błogosławionego, wszystkich moich znajomych i przyjaciół. Tych z portalu również. Wierzę gorąco, że prośby moje zostaną wysłuchane.

Tej daty nie zapomnimy i nie przestaniemy dziękować Bogu za to, co mogliśmy przeżyć i czego doświadczyć. Bóg w swojej hojności, za wstawiennictwem Błogosławionego, pozwolił całej naszej 45 osobowej grupie także nawiedzić miejsca związane z heroicznoscią życia świętych: Franciszka, Ojca Pio, świętej Klary. Dane nam także było doświadczyć spotkania z Panem w Sanktuarium Cudu Euchasrystycznego w Lanciano, oraz pokłonienia się relikwii Świętego Oblicza w Bazylice w Manopello. Mieliśmy również szczęście zajrzeć do Domku Świętej Rodziny w Loreto. Wspięliśmy się także na Górę Gargano, żeby prosić swiętego Michała Archanioła, specjalistę od złego ducha,
o uzdrowienie duszy i ciała.

W pierwszym odcinku relacji z pielgrzymki dłużej zatrzymam się na Beatyfikacji NaszegoWielkiego Rodaka Jana Pawła II. W kolejnych przybliżę poruszenia serca podczas nawiedzin Asyżu, San Giovani Rotondo, San Monte Angelo, Lanciano, Manoppello i Loreto. Wszędzie spotykaliśmy naszych rodaków. Tego pewnie sobie życzył Nasz Papież, Olbrzym wiary, nadziei i miłości.

JPII Deo Gracja

I tym razem nie zawiódł. Chronił, otaczał opieką, niwelował skutki wadliwej, a tak naprawdę braku organizacji tej uroczystości. Czuwał nad każdym z nas. Mieliśmy wspólnie trwać na modlitwie. Niestety, z obawy przed atakiem terrorystycznym, takie chodziły słuchy, dla bezpieczeństwa, zamknięto na ten noc wszystkie kościoły i miejsca, gdzie mieli gromadzić się uczestnicy uroczystości. Na całą noc zamknięto nas w bocznych uliczkach, ścisniętych jak śledzie w beczce.

Przeżyliśmy i to. Zdaliśmy egzamin. Zawładnęliśmy Rzymem i innymi włoskim miastami. Przybyliśmy liczebnie z Polski i z różnych stron świata. Zapełnialiśmy wszystkie odwiedzane miejsca gorącymi sercami, ofiarowaliśmy niewygody, trudy nocy, poprzedzającej moment włączenia Naszego Papieża w poczet Błogosławionych. Był z nami tego wieczora ,tej nocy i tego poranka bardzo odczuwalnie i namacalnie.

Gdy jechaliśmy do Rzymu, już w godzinach porannych w dzień poprzedzający uroczystość, zapełnione było pielgrzymami 40 procent Placu. Nie mieliśmy wyobrażenia z czym przyjdzie nam się zmierzyć kilkanaście godzin później. Wszyscy jechali do Rzymu.

Padła propozycja zmiany programu pielgrzymki. Zrezygnowaliśmy z nawiedzenia tego dnia Asyżu, żeby być wcześniej w Rzymie, żeby wcześniej dostać się na Plac Świętego Piotra.

Osiągnęliśmy cel podróży w sobotę o 7 wieczorem. Po okrążeniu rzymskiej obwodnicy dotarliśmy do Watykanu. Autokary odjechały na wyznaczone miejsce, a my po przejechaniu ponad 20 przystanków metrem dotarliśmy do Placu Swiętego Piotra. Miejsce już o tej godzinie było zapełnione. Flagi, emblematy, balony, wielkie telebimy pokazywały zdjecia papieża i historie jego Pontyfikatu. Atmosfera była niecodzienna. Na chwilę zapomnielismy o zmęczeniu,całodziennej podróży autokarem i perspektywie nocy spędzonej w wielogwiazdkowym hotelu, czyli pod gołym niebem.

Chłonęliśmy te momenty oczekiwania na ten najważniejszy, ogłoszenia papieża Błogosławionym.

Los nam sprzyjał i znaleźliśmy wolne miejsce. Z oddali widzieliśmy ogromny portret przykryty tkaniną. Nietrudno było się domyśleć, kogo on przedstawia. Usadowiliśmy się obok pielgrzymów z Ameryki Południowej, Meksyku, Wenezueli, Peru, którzy zapewniali, że z tego miejsca się nie ruszą.

Powiewały białoczerwone flagi, w górę puszczono czerwone balony z napisem JPII Deo Gracja. Rozbrzmiewały modlitwy i śpiewy. Nie zabrakło oczywiście tak lubianej przez papieża Barki. Szczególnie ciekawie wykonywali piosenki przy akompaniamencie gitary przybyli zakonnicy włoscy. Zapowiadała się cudowna święta niemal noc. Byliśmy szczęśliwi.

Na plac przybywali nowi pielgrzymi. I wtedy się zaczęło. Służby umundurawanej policji zaczęły przeganiać pątników na obrzeża miasta. Dochodziło do słownych utarczek, bo nie potrafiono wyjaśnić celu tych przetasowań. Ponadto, każdy ze strażników podawał inną wersję. Zdenerwowany opiekun włoskiej grupy młodzieży kategorycznie odmówił nakazu wycofaniu sie z tego miejsca. My niechętnie, z żalem, ale jednak posłusznie wycofaliśmy się. Popychano nas coraz dalej od Placu.

Wkrótce dowiedzieliśmy się, że informacje idące w świat nazywają Polaków grupami awanturników, którzy nie słuchają rozkazów policji. To było wierudne kłamstwo. Zabolało nas to niesprawiedliwe pomówienie. Nasz rodak będzie wkrótce włączony w poczet świętych, a nas traktuje się tak obcesowo. Przecież obiecano jakieś specjalne uprawnienia!

Nie dośc, że wyrzucono nas z miejsca, uraczono kolejnym kłamstwem, że Polaków będą wpuszczać na Plac o 3 rano. Nic takiego się nie stało. Przeciwnie, przepędzono nas do jednej z bocznych uliczek prowadzących do Placu, który juz był zapełniony po brzegi. Nie było gdzie postawić nogi. Policja zasunęła bramki i pilnowała nas jak więźniów.

To był koszmar. Ścisk niemiłosierny. Zmęczenie dawało się we znaki. Ludzie kładli się gdzie popadło i zasypiali, blokując drogę innym. Wśród Polaków były grupy pielgrzymów z innych narodowości. Te dragońskie warunki nie wyzwalały serdeczności i dobroci. Było ciasno i niewygodnie. Ale to był dopiero początek naszej udręki spowodowanej chaosem organizacyjnym. Jan Paweł czuwał, bo na szczęscie nikogo nie zadeptano.

Gdy w tłum padła informacja, że otwierają bramki, wszyscy rzucili się szturmem do wyjścia. Pozostawiano koce, śpiwory, kurtki, buty i inne częsci garderoby. Tłum napierał. Służby nie były w stanie panować nad porządkiem. Zaczęły się rozpaczliwe nawoływania pomocy. Służby wyciągały z tłumów tych, którzy tracili przytomność. Nie było odwrotu. Trzeba było iść do przodu.

Zgubiłam swoją grupę, z oczu zniknąl mi niezbyt duży emblemat z Matką Boską Fatimską, mieniącą się światełkami. Wpadłam w przerażenie. Z coraz wiekszym trudem w tym ścisku dźwigałam bagaże. Kazano wziąć ze sobą stołeczek, śpiwor, koc.

Na szczęście zobaczyłam jedną z uczestniczek. Trzymałam się Ani na ile pozwalał napierający zewsząd tłum. Jej obecność dodawała mi odwagi. W ręku trzymałam różaniec i cały czas prosiłam Maryje o opiekę.

O 5.30 rano zaczęto wpuszczać do sektoru wyposażonego w sprzęt prześwietlający zawartość naszego bagażu wnoszonego na Plac. Zanim doszłam do tego urządzenia, byłam bez siły, ból głowy rozrywał czaszkę. Czy w takim stanie ducha można było się modlić i chwalić Boga za dar Jana Pawła II? Nie umiałam też tego trudu złożyć w darze papieżowi, który tak bardzo cierpiał przez całe swoje życie.

Dobrze, że Mszę Beatyfikacyjną przeżyliśmy stojąc niezbyt daleko od głównego ołtarza. Widok usmiechniętego i radosnego Papieża BenedyktaVI, przejeżdżającego sektorami wsród zgromadzonych tłumów, pomagał w walce ze zmęczeniem.

W czasie Eucharystii nie mogłam pohamować łez. Razem z licznymi grupami Polaków skandowaliśmy, wyrażaliśmy swoją radość, swój entuzjazm. Zapomnieliśmy na moment o złej organizacji, o niewygodzie, o upokorzeniach, o tym wszystkim co przeżylismy. W momencie ogłoszenia Papieża Blogosławionym zerwała się burza wiwatów, okrzyków i oklasków. Uczestniczyliśmy w historycznym wydarzeniu. Swoją obecnoscią na Placu Świętego Piotra, swoim utrudzeniem, wyraziliśmy wdzięczność za wszystko co dla kościoła, świata i dla naszego kraju uczynił ten Wielki Papież. W Rzymie w tych dniach czuło się nasze serca, był to niesamowity zryw Polaków.

Dziękowaliśmy Bogu za dar Beatyfikacji Wielkiego Polaka, naszej chluby i dumy. Prosiliśmy Jana Pawła II o wstawiennictwo do Boga w naszych problemach, troskach i niedostatkach. A On Jan Paweł Wielki, Błogosławiony patrzył na nas z odsłoniętego obrazu jak zwykle ciepło, serdecznie z uwagą i troską.

We Mszy Beatyfikacyjnej w Rzymie czynnie uczestniczyło około 3 milionów pielgrzymów, zaś 3miliardy ludzi z całego świata śledziło przebieg uroczystości za pośrednictwem srodków masowego przekazu.

Bożena Chojnacka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *