DPS

OCZAMI MAMY: “Ambulansowe kruczki”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Nadal przychodzą rachunki za taty krótki pobyt w szpitalu i negocjuję opłaty. Tata nie spędził nawet jednego dnia na szpitalnym łóżku. Dopadło go bolesne lumbago, następnego dnia po przylocie z Polski do USA. Teraz czuje się świetnie. Dzisiaj dostałam rachunek na $1014 za przewiezienie taty ambulansem z domu do szpitala. Podróż trwała 3 minuty.

Tata nie mógł wstać i trzeba było wezwać pomoc. Ale tak wysoka kwota to przesada do zenitu! Patrzę na wszystkie rachunki i doliczam się, że za pomoc tacie wyliczono prawie $6 tys. Owszem tata ma ubezpieczenie na podróż i pobyt w USA, które wykupił w Polsce. Ale firma ubezpieczająca nie chce pokryć wszystkich kosztów, tylko ich procent.

Nie jestem jedyną córką, która ma podobny orzech do zgryzienia. Gryzę go powoli. Dzwonię do firmy, która wysłała rachunek za ambulans.
– Proszę o obniżenie wysokości rachunku… – zaczynam.
– Nie ma takiej możliwości – słyszę w słuchawce.
– Dzwonię, bo chcę uregulować rachunek. Ale nie mogę zapłacić ponad 1000 dolarów. Musi znaleźć się jakiś sposób, żeby rozwiązać sprawę – nie ustępuję. – Porozmawiaj ze swoim managerem – dodaję.
– Poczekaj.

Czekam. Po 2 minutach słyszę ten sam kobiecy głos.
– Jeśli nie możesz zapłacić całej kwoty, to napisz list w tej sprawie i zrób donację na usługi lokalnego ambulansu. Wyślij do nas.
– Jak wysoką donację?
– Ile uważasz za słuszne.
– I zamykamy sprawę? – dopytuję się, nie mogąc uwierzyć w to co słyszę.
– Tak.

Odkładam słuchawkę. Oddycham z ulgą. Uważam, że to ważna wiadomość dla innych córek w Ameryce. Mam nadzieję, że pomoże.

Danuta Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *