DPS

BABCIA BOŻENKA: “W drodze do świętości” cz.2

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

W Rzymie uczestniczyliśmy w Beatyfikacji Jana Pawła II. Nawiedziliśmy także Asyż, San Giovanni Rotondo, San Monte Angelo, Lanciano, Manopello i Loreto. Przejechaliśmy autokarem setki kilometrów. Doświadczyliśmy wielu niewygód. Byliśmy niedospani, przemęczeni, zakatarzeni
i kaszlący. Skarżyliśmy się na opuchnięte nogi i bolące kręgosłupy.

Opiekun duchowy pielgrzymki ks.Tomasz Zaperty z Sanktuarium Matki Boskiej Fatimskiej w warszawskim Ursusie uświadamiał sens ponoszonych ofiar, pomagał w rozumieniu Ewangelii, porządkował duchowe przeżycia. Nie wszyscy mogli nadążyć za narzuconym tempem i ilością nawiedzanych miejsc. Jak to wszystko zapamiętać, ogarnąć sercem i rozumem?

Ks.Tomasz uświadamiał, że pielgrzymowanie ma pomóc w drodze do Pana, który jest drogą, prawdą
i życiem. Udział w beatyfikacji papieża Jana Pawła II, nawiedzenie świętych miejsc ma nas kierować na drogę świętości. Ofiary ponoszone na trasie pielgrzymki przybliżały nas do jej głównego celu.

Święty z Pietrelciny

Zanim z Rzymu dotarliśmy do San Giovanni Rotondo, z filmów, które oglądaliśmy w autokarze, poznaliśmy niektóre epizody
z życia Ojca Pio, które łączyły go z Naszym Papieżem. Zresztą, na całej trasie pielgrzymki Ojciec Święty był z nami stale obecny. Pielgrzymowaliśmy po Jego śladach, przyklękaliśmy przy ołtarzach z wyeksponowanym portretem Błogosławionego.

Papieża Jana Pawła II i Ojca Pio łączyło wielkie nabożeństwo do Maryi. Ona jednoczyła ich w świętości. Jan Paweł II pisał:”Z jakże szczególnym błogosławieństwem zwrócił się Bóg do Maryi od zarania dziejów. Zaprawdę błogosławiona jest Maryja między wszystkimi niewiastami”. Ojciec Pio z kolei wyznawał: “Jakże często zawierzałem Tej matce bolesne niepokoje mojego wzburzonego serca! A jakże często Ona mnie pocieszała”

W kościele z cudownym obrazem Matki Boskiej Anielskiej w San Giovanni Rotondo w koncelebrze Mszy Świętej wzięło udział ponad 20 księży z Polski, z diecezji przemyskiej, ełckiej, ze Starachowic. Byli też klerycy z Lublina.

Wierni kochali Ojca Pio. Miał dar uleczania i nawracania, dar proroctwa, dar czynienia cudów.
Miał zdolność do abstynencji od snu i pokarmów. Był w stanie żywić się jedynie samą Eucharystią przez przynajmniej 20 dni. Spowiadał w konfesjonale całymi dniami. Odprawiane przez Niego Msze Święte trwały nawet trzy godziny. Miał dar czytania w ludzkich sumieniach i sercach oraz miał dar bycia jednoczesnie w kilku miejscach(dar bilokacji).

Ten cierpiący na wiele poważnych schorzeń kapucyn i stygmatyk cieszył się za życia wielką popularnością. Zgodnie z Jego zapowiedziami, smierć przysporzyła mu jeszcze więcej zwolenników. Oddał ducha Bogu 23 września1968 roku, wypowiadając ostatnim tchem słowo – Maryja. Poprzez świętego z San Giovanni Rotondo każdy z nas dotykał żywych miejsc obecności Chrystusa, dotykał miłości ukrzyżowanej.

Stoimy na palcu przed kościołem Matki Bożej Anielskiej. Kierujemy wzrok na Dom Ulgi w Cierpieniu, zbudowany na górze oraz stacje Drogi Krzyżowej. Z tej odległości mozemy zobaczyć ostatnią z nich, Zmartwychwstanie Chrystusa. W pierwszym oddziale szpitala otwieranego za życia świętego w 1960 roku było 600 łóżek. Obecnie jest ich 1450 i 40 wyspecjalizowanych oddziałów. Operacje, nawet te najbardziej skomplikowane, wykonywane są na europejską kartę zdrowia.

Beata, polska przewodniczka opowiada o Ojcu Pio. Wyczuwam,że kobieta ma specjalną misję, że nie jest tu przypadkiem. Kilka godzin później dostaję wzruszające świadectwo interwencji świętego. To, co zdaniem lekarzy było niemożliwe, za wstawiennictwem świętego stało się faktem.

Według specjalistów Beata nie miała najmniejszych szans na macierzyństwo. Dzisiaj jest matką dwojki dzieci. Tak zadziałal święty z Pietrelciny. “Ojciec Pio przewobraził moje życie, stał się moim przewodnikiem i opiekunem. Jemu powierzam wszystko. On mnie prowadził. W Nim mój pokój i ukojenie.” Przewodniczka pisze dalej: “Oprowadzanie każdej grupy jest dla mnie duchowym przelaniem na pielgrzymów bogactwa wiary. Aby nikt nie wyjechał z tej cudownej ziemi nie dotknięty świętością Ojca Pio.”

Oglądamy okno chóru pierwotnego kościoła, z którego święty białą chustą pozdrawiał przybyłych wiernych. Oglądamy pamiątki. Nadszarpnięty zębem czasu konfesjonał, w którym spędzał długie godziny. Pragnący przystąpić do sakramentu spowiedzi koczowali nawet po dwa tygodnie wsród stada kóz, żeby dostać się do kratek konfesjonału. Odnotowywano tysiace nawróceń.

Zbliżamy się do krzyża, pod którym święty otrzymał stygmaty. Podczas modlitwy ukazał mu się Chrystus z krwawiącymi ranami. Na ten widok Ojciec Pio upadł, stracił przytomność, gdy się ocucił miał pięć krwawiących ran na ciele znajdujacych się w miejscu ran Jezusa Chrystusa zadanych podczas ukrzyżowania. Nosił je przez 50 lat swego życia. Zniknęły dopiero w dzień śmierci.

W tej zapadłej, biednej miejscowości działy się nadzwyczajne rzeczy. W 1956 roku zaczęto budować nowy kościół. Został ukończony po trzech latach. Gdy ojciec zobaczył nowe dzieło powiedział:” coście wybudowali, pudełeczko zapałek?”. Przewidywał, że świątynia nie pomieści wszystkich chętnych.

Przewidywania były trafne.

Po odprawieniu nabożeństwa Ojciec Pio odszedł do domu Pana. Pochowany został w krypcie w podziemiach koscioła za żelazną kratą. Potem, po wybudowania nowej świątyni szczątki doczesne przeniesiono do pozłacanego grobowca. Poprzednie miejsce spoczynku świętego granitowy blok pokryty marmurową płytą wypełniają wciąż nowe kartki i listy i pozostawione datki pieniężne.

Zanim ciało jednego z najpopularniejszych świetych kościoła katolickiego spoczęło w nowym grobowcu przez 16 miesiecy można było modlić się przy sarkofagu wystawionym do publicznego hołdu. Świat obiegły zdjęcia, na których można było oglądać doczesne szczątki Ojca Pio.

Oglądamy pamiątki po Ojcu Pio, z jego ostatnich dni życia. Są wśród nich szaty liturgiczne z ostatniego nabożeństwa. W jednej z pamiątkowych sal całą ścianę zajmują listy zgromadzone tylko z jednego roku. Są rękawice zakrywające stygmaty, a nawet mydełko, szczotka do włosów oraz pęk rożańcy.

Jesteśmy już w najnowszej części świątyni. Nowy kościól pw. Świętego Ojca Pio, wybudowany według projektu Renzo Piano, jednego z najsłynniejszych architektów zadziwia nowoczesnością i oryginalną formą. Kiedy oswoimy się z tą kamienną konstrukcją w jej murach możemy, zanurzyć serca w modlitwie i duchowej obecności Ojca Pio.

Ogladamy przepiękne mozaiki poświęcone stygmatykowi i świętemu Franciszkowi. Jest portret papieża błogosławionego Jana Pawła II, Świętej Matki Teresy z Kalkuty. Oniemieliśmy na widok pozłacanego grobowca. Autorem mozajek jest sławny artysta, jezuita Ivan Rupnik, autor mozajek z Fatimy i Lourdes. Dwa tysiące metrów kwadratowych mozajek z kamieni z ponad 12 krajów świata. Jest kobalt, zielony marmur z Pakistanu, niebieski kamień z Chile i z Chin, z którego wykonywano sarkofagi faraonów. Budowę grobowca z pozłacanym sklepieniem, do którego zużyto 2,5 kilograma kruszca zlota. Nowy kościół budowany był z datek wiernych. Złoto użyte do sklepienia grobowca pochodziło z darów dziękczynnych ofiarowanych za uzdrowienie.

5 mln.pielgrzymów rocznie z całego świata odwiedza San Giovanni Rotondo. Po włoskich pielgrzymach drugie miejsce zajmują Polacy. W dniach Beatyfikacji San Giovanni Rotondo dziennie odwiedzało 1000 osób z Polski. Od kiedy na Stolicy Piotrowej zasiadł papież Benedykt XVI wzrosła też liczba pielgrzymów z Niemiec.

W półokraglym pilarze włożono trumnę ze szczątkami świętego. Przez otwór w pilarze można dotknąć miejsca złożenia szklanej trumny. Stajemy w długiej kolejce, żeby dokonać tego symbolicznego gestu. Dotykając trumny Ojca Pio, wkładamy rękę w rany Chrystusa. W tym momencie zachowujemy się podobnie jak niewierny Tomasz, który stwierdził, że nie uwierzy w Zmartwychwstanie, dopóki nie włoży ręki w miejsce po gwoździach. Nad trumną znajduje się napis zaczerpnięty z Ewangelii. Są to słowa samego Chrystusa: “Ja jestem drogą, prawdą i życiem.”

San Giovanni Rotondo nawiedzane jest od 100 lat z niesłabnącym zainteresowaniem. Wieczorem w pozłacanym grobowcu obrazujacym chwałę Boga gromadzimy się na Rożańcu. Wiekszość wiernych stanowią Polacy. Jest 12. rocznica beatyfikacji świętego Ojca Pio. Śpiewamy “Barkę”, żeby podkreślić naszą więź z beatyfikowanym Janem Pawłem II. Czujemy się dumni. Włosi patrzą na nas życzliwie. Grupa studentów ze Stalowej Woli prezentuje swój program. Obok nas rodacy z Kraśnika koło Lublina.

Czy to przypadek, że w dzień po Beatyfikacji Jana Pawła II obchodzimy rocznicę wyniesienia na ołtarze Ojca Pio? To właśnie ten święty przepowiedział, że młody wówczas ksiądz z Polski, który przyjechał do San Giovanni Rotondo w 1947 roku, żeby wyspowiadać się u Ojca Pio, zasiądzie na najwyższym stanowisku w kościele. Doszło też do drugiego kontaktu obu świętych. W 1965 roku Ksiadz Karol Wojtyła napisał do Ojca Pio prośbę o modlitwy w intencji chorej na raka koleżanki. Interwencja była skuteczna. Wanda Połtawska wyzdrowiała. List ten znajduje się w pamiątkowej korespondencji.

Obecnie obaj święci zasilają niebo, wstawiając się do Boga w naszych potrzebach.

Bożena Chojnacka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *