DPS

BABCIA BOŻENKA: “Jestem Polką i Amerykanką” czyli Dziennik Kimberly

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Katharine jest Chinką i Amerykanką. A ja jestem Polką i Amerykanką. Jestem Polką, bo moja mama i tata są Polakami. Obie babcie i dziadek, ciocie, wujkowie i kuzynki mieszkają w Polsce. Jestem też Amerykanką, bo urodziłam się w Nowym Jorku i nasz dom jest w Nyack.”

Tak pisze o sobie siedmioletnia Kimberly, bohaterka dziennika. Z jednakowym przejęciem opisuje przeżycie Polskiej Parady na Manhattanie z zapamiętaną piosenką “Najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny”, jak składanie przysięgi na flagę.

“Do przysięgi wstaliśmy. Położyłam prawą rękę na sercu i patrzyłam na flagę. Powtarzałam ze wszystkimi:
Przyrzekam wierność fladze Stanów Zjednoczonych
I Republice, której ona służy”…

Fakt bycia Polką i Amerykanką ubogaca życie dziewczynki. Na długo przed Halloween myśli
o przygotowaniu odpowiedniego stroju na ten dzień. Suknie królewny Śnieżki i Syrenki zostały zakupione już latem. Ale wcale nie mniej cieszy się z przynależności do polskiej grupy Krasnali. Pisze o sobie: “Jestem Krasnalem. Pani Maryla czyta nam bajki albo przynosi coś do zrobienia. Wczoraj robiliśmy indyki
z czerwonych jabłek”.

Jakże naturalne połączenie tego co polskie, z tym, co amerykańskie.

Święto Dziękczynienia jest bardzo ważnym świętem w Ameryce. Nie mamy go w polskim kalendarzu, ale przygotowując posiłek, siadając wspólnie do świątecznego stołu, nie możemy zapomnieć, że też jesteśmy emigrantami.

Najmniej różnic jest z Bożym Narodzeniem. Wszyscy czekają na choinkę i prezenty. W Ameryce choinka pojawia się w domach już po Święcie Dziękczynienia. W Polsce dopiero na Wigilię. Prezenty rozdawane są po Wigilii. W Ameryce dopiero w pierwszy dzień świąt. Tata dziewczynek zadecydował, że będzie i po polsku i po amerykańsku. Część prezentów otwarto w Wigilie, pozostałe zostawiono na następny dzień.

Były też dwie Wigilie. Ta proszona przez amerykańską ciocię
w czasie lunchu, (w porze obiadowej) i ta domowa wieczorem
z czerwonym barszczem i uszkami. Tradycyjna, polska.

Polska rodzina w Ameryce nie zapomina o tradycji święconki
w kolejne święto, Wielkanoc. Dla autorki dziennika przeżyciem był pobyt w kościele w Manhaw, NJ. Widziała rzędy wielkanocnych koszyczków stojących przy ołtarzu, pokropionych przez księdza święconą wodą i ten jej święty koszyczek z małą kiełbasa z polskiego sklepu, z kawałkiem chleba, solą, pieprzem i jajkiem różowym w brązowe kropki, najładniejszym z tych 24 malowanych w pośpiechu rano na różne kolory.

I wielka rola babci, pilnującej polskich zwyczajów, troszczącej się o apetyty wnucząt. I te ulubione polskie naleśniki smażone jej ręką i ta ulubiona pomidorowa z kluseczkami i te ciągłe dogadzanie wnuczętom i ta rozczulająca troska o ich zdrowie. Któż inny, jak nie babcia, mógł nauczyć wnuczki robienia na drutach? Spróbowały swoich sił.

Babcia Kimberly zapisywała w swoim dzienniku wagę i wzrost dziewczynek, a także dzieliła się radością
z tego powodu, że jej wnuczki mówią po polsku. Ostatni wpis w babcinym dzienniku: “Cieszę się, że Kimberly i Natalie szybko przerzucają się z angielskiego na polski w rozmowie. Zadziwia mnie, jak potrafią rozpoznać w jakim języku przemówić do człowieka…”

Książkę “Dziennik Kimberly” warto przeczytać. Można z niej nauczyć się, jak bardzo ważne jet wpajanie dziecku “skąd jego ród”. Nie mogłam uwierzyć słowom Danusi, mamy Kimberly, gdy w okresie Bożego Narodzenia ze wzruszeniem opowiadała o tym, że cała szkoła, do której uczęszczają jej córki, naczyła się słów kolędy “Cicha Noc” i śpiewała ją w języku polskim.

Niedaleko pada jabłko od jabłoni. Portalowa Polonijna Mama z powodzeniem zabiega o to, żeby
w murach amerykańskiej szkoły zabrzmiał polski język, a jej latorośl zaciekawia językiem polskim kolegę
z klasy. Jest rozrabiaką, ale lubi Kimberly i dla niej gotów jest uczyć się trudnego języka.

Jak owocne w dorastaniu dzieci są budowane więzi emocjonalne z dziadkami, ciociami, wujkami z Polski?

Jak wyglada to w praktyce, mogłam przekonać się na własne oczy. Gościłam w domu Kimberly i jej młodszej siostry Natalie. Nieprzypadkowo chyba trafiłam do tej rodziny w dzień urodzin taty i był to naprawdę świąteczny dzień.

Ukochana przez dziewczynki ciocia Stasia, zwana zdrobniale Stiną, przygotowała smaczne potrawy.
Na każdym kroku w zachowaniu dziewczynek odczuwało się szacunek i posłuszeństwo dla gościa z Polski.
Po wyjeździe Stini, miała przyjechać Binia, babcia dziewczynek. O tym, że jest ważną osobą wżyciu Kimberly, świadczą notatki w jej dzienniku. Babcia zajmuje w nich naprawdę dużo miejsca.

Z ponad sześćdziesięciu stronic niemal codziennych zapisków siedmiolatki, z datami od września do maja, poznajemy życie szkolne dziewczynki. Podziwiamy jej dojrzałość w ocenie klasowego kolegi Colina, który lubi rozrabiać i płatać figle. Kilmberly daje mu kredyt zaufania, bo mama uczy ją, że nie ma dzieci złych, że w każdym tkwi jakieś dobro. Kimberly w to wierzy.

Już na pierwszej stronie książki dowiadujemy się, że Kimberly przyznaje się do polskich korzeni. Zapisuje
w dzienniku, że tylko ona i jej młodsza siostra z zerówki mówią po polsku w tej wielkiej amerykańskiej szkole. Dziewczynka uczy amerykańskiego kolegę polskich słówek. Każdego dnia, kiedy czekają przed klasą, zapoznaje go z nowym słowem i jego znaczeniem.

Autorka dziennika zdradza zainteresowanie pozostania w przyszłości nauczycielką. Ale, jak to u dzieci.
Na ostatniej stronie dziennika zmienia swoje życiowe plany, zapisuje, że chyba zostanie zoologiem.
Przed wyprawą do Bostonu, żeby podglądać wieloryby w Atlantyku, zastanawia się jakie zobaczy wieloryby i czy będzie mogła je pogłaskać.

Z książki Danusi Świątek poznajemy atmosferę panującą w rodzinie, wyznawane zasady, pielęgnowane wartości, wzajemne relacje. Życie podporządkowane zostaje potrzebom córek. Nie ma to nic wspólnego z niemądrym rozpieszczaniem czy pozwalaniem na niewiadomo co. Liczy się wiedza, nauka, obserwacja życia, praca nad sobą.

W domu, generalnie, nie ogląda się telewizji. Dziewczynki wiodą aktywny i twórczy tryb życia, wypełniony projektami, rozwijającymi pomysłowość, aktywność, samodzielność. Fragment ich zainteresowan poznałam podczas pobytu w ich domu. Dziewczynki zoorganizowały przedstawienie. Był to teatr lalek. Były reżyserkami i autorkami scenariusza, wspaniale się uzupełniając. Siedziałyśmy na widowni razem z psem, płacąc za przedstawienie dolara czy dwa, już nie pamiętam.

Świat Kimberly jest bardzo prosty. Jak każda siedmiolatka gubi zęby i oczekuje nagrody. Podziwia swojego tatę, liczy się z opinią mamy. Lubi z nią przebywać. Kocha babcie z Polski, akceptuje młodszą o rok siostrę, która we wszystkim stara się ją naśladować, co jest typowe wśród rodzeństwa.

“Starsza siostra czasem musi ustąpić młodszej, żeby był spokój w domu” – powtarza za mamą, chociaż bardzo tęskni za prywatnością, której nie może mieć, nawet w toalecie, bo jej młodsza siostra chodzi za nią jak cień.

Kimberly w swoim dzienniku, z udanymi rysunkami Marty Kustek, ilustrującymi przedstawione wydarzenia, jest zwyczajną siedmioletnią dziewczynką, przeczuloną na własnym punkcie. Jak bardzo przeżywa podcięcie grzywki. Lubi nosić rozpuszczone włosy, ale dla higeny musi je wiązać w kitki. Cieszy się, że ma czarne włosy, podobnie jak jej tata. Podobnie jak jej rówieśniczki boi się nieznanego. Tego zielonego ducha w gabinecie dyrektorki,  który okazał się pudełkiem ołówków.

Kimberly wkrótce, 19 maja, będzie obchodzić kolejne urodziny. Życzymy jej samych wspaniałości. Nowych publikacji książkowych, ciekawych znajomości, licznych, kształcących podróży, częstych wyjazdów do Polski i miłości swoich najbliższych.

Bożena Chojnacka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *