DPS

OCZAMI MAMY: „Frangipani” po polsku

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Właśnie odjechało czterech mężczyzn, którzy wycięli dorodne drzewo tulipanowe w naszym ogrodzie. Arborysta z lokalnego urzędu stwierdził, że stary tulip, wyższy od naszego domu, jest martwy i stanowi dla niego zagrożenie.
– Trzeba go jak najszybciej usunąć – usłyszałam.

Przejęłam się. Zatrudniłam firmę, która wyelimonowała problem, uderzając nas po kieszeni.
Teraz patrzę przez okno na puste miejsce po tulipanowym drzewie. Szkoda. Tulipan kwitł na wiosnę dużymi żółtymi kwiatami w kształcie kwiatów tulipana. A kwiaty miały zapach świeżych ogórków.

– Posadzę dwa młode drzewa na miejscu tulipana – postanawiam.
Drzewo Kimberly. Drzewo Natalie.

Niedawno skończyłam książkę pt. „Frangipani” Celestine Vaite. Jest w niej mowa o tradycji sadzenia drzewa po urodzeniu dziecka na Tahiti. Pod to drzewko zakopuje się też łożysko matki. Bohaterka książki rodzi córkę, dla której sadzi frangipani, drzewo z pięknymi kremowymi kwiatami. Gdy drzewo jest zdrowe, dziecko jest zdrowe. Gdy drzewo choruje, dziecko choruje.

Co wtedy robić? Należy zabrać dziecko do lekarza. A jeśli dziecko oddało się do adopcji i nie można tego zrobić? Tahitańskie kobiety zbierają się wokół drzewa. Trzymając się za ręce siedzą na ziemi i modlą się godzinami. Drzewu przekazują swoją energię i miłość.

Nie mam zamiaru kierować się tahitańską tradycją. Córki już skończyły 7 i 6 lat.
Ale pomysł sadzenia drzewa na cześć dziecka uznaję za fantastyczny!

Muszę poddać pod głosowanie co posadzimy. Brzozę czy tulipanowe drzewo?

Danuta Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *