DPS

“Taka szkoła”. Grzegorz Mniejszy

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Problemy: biedy, odrzucenia, nieprzystosowania, uzależnień wszelakich są, dziś w Polsce, problemami społecznymi. Oprócz wysp bogactwa widzimy oceany nędzy. Mamy też bardzo liczne programy. Aktywizacji, wychodzenia, przeciwdziałania, etc. Mają tylko jedną niewielką wadę. No może dwie. Albo są niewykonalne, albo nie wykonywane. Ale co to szkodzi. Ważne przecież, że są. A zupełnie nieważne, że są, najczęściej do dupy.

Żył sobie kiedyś pewien człowiek, któremu zdarzyło się być zakrystianinem w jakimś chrześcijańskim kościele. I, co wręcz niewiarygodne, nie był ani pedagogiem, ani psychologiem, ani nawet pracownikiem socjalnym. Ale myślał. Obserwował. Skutkiem czego, dość szybko, zrozumiał. Zrozumiał, że rozdawanie jałmużny biedakom, nie czyni z nich niebiedaków. A wręcz odwrotnie. Czyni ich biedakami uzależnionymi.

Nazywał się, ten myślący człowiek, Hans Christian Kofoed. Żył w Kopenhadze. I wymyślił, że nie ma innej drogi wychodzenia, dochodzenia, przeciwdziałania (wpisz tu co chcesz) niż nauka. W dodatku nauka dla ludzi, nie dla statystyki. I nauka dostosowana przedmiotem i poziomem do indywidualnych możliwości konkretnego człowieka.

Już wówczas, w latach dwudziestych poprzedniego stulecia, zrozumiał, że możliwości człowieka nie są zależne od jego wieku, ale od posiadanego poziomu wiedzy ogólnej i elemantarnej, a także od realnych, osobniczych możliwości. Ciekawe, że w Polsce, jeszcze się tego nie rozumie i broni się, jak niepodległości, koszmarnego, sztucznego i nieludzkiego w swej istocie “klasowo-rocznikowego” systemu edukacji. Ale to osobny temat.

Tak powstała Szkoła Kofoeda. Szkoła ta, bo każdy tam jest nazywany “Uczniem” stawia tylko jeden warunek. Uczeń musi chcieć. I jest otwarta dla każdego, bez względu na wiek, wykształcenia, poglądy,preferencje. I bez względu na to, dlaczego znalazł się w takiej a nie innej, sytuacji życiowej.

I tak, w jednej “Szkole” spotyka się profesor uniwersytetu, który się rozpił i wylądował na bruku, sprzątacz, który obraził szefa i stracił pracę, prostytutka, która już nie chce nią być i kapitan żeglugi wielkiej, który źle wykonując manewr, rozbił tankowiec. Bo przede wszystkim i ponad wszystko, są ludźmi. I są Uczniami Szkoły Kofoeda. Szkoły, w której nikt nie pyta dlaczego? Dlaczego to, a dlaczego tamto? I gdzie nikt nie stwierdzi: O matko! Cóżeś ty narobił! Zmarnowałeś życie! Jak mogłeś?! I nikt nie będzie oceniał przeszłości Ucznia.

Za to każdy zrobi wszystko co możliwe, by Uczeń miał przyszłość. By miał po co żyć. By znalazł sens i cel. I by, z czasem, sam umiał odpowiedzieć sobie na pytanie: Dlaczego? By sam zrozumiał. Sam!

Spędziłem w Szkole Kofoeda w Kopenhadze tydzień. Dziś jest to potężna instytucja. Widziałem jak działa
i nie mam cienia watpliwości, że działa. Rozmawiałem
z nauczycielami i z uczniami. I, jasna cholera, do dziś nie rozumiem, dlaczego oni wszyscy są uśmiechnięci. Są przyjaciółmi. A dzisiejsi nauczyciele to, w dużej części, byli uczniowie Szkoły. Podobnie jak dzisiejsi biznesmeni, naukowcy, politycy, aktorzy, programiści komputerowi…

A wszystko zaczęło się od zakrystianina i, założonego przez niego, zakładu naprawy butów. Tyle, że jemu nikt nie przeszkadzał. Więcej, widząc, że to co robi ma sens, władze miasta dały mu za darmo(!) budynek.

Tyle tylko, że działo się to i nadal dzieje w Danii. A filie Szkoły Kofoeda powstały w wielu europejskich
i pozaeuropejskich krajach.

A po co nam to co działa? My sobie wymyślimy nasze. I nie będzie nam tu jakiś Duńczyk mieszał w polskich, piastowskich głowach.

Grzegorz Mniejszy
www.eioba.pl

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *