DPS

BABCIA BOŻENKA: “Pielgrzymka do świętości” cz.3

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Jedziemy do świętego miasta. Mieliśmy pokłonić się założycielowi zakonu franciszkańskiego na początku pielgrzymki. Program uległ korekcie. Przed 1 maja najważniejszym celem pielgrzymki był Rzym
i beatyfikacja papieża Jana Pawła II. Dzięki opatrzności udało się wcisnąć odłożony Asyż do programu, chociaż nie było to łatwe, zważywszy na napięty harmonogram.

Po prostu więcej czasu spędziliśmy w autokarze. Widoki i krajobrazy były przepiękne, ale musieliśmy jakoś przełknąć wczesne pobudki i krótkie postoje. Przez zmianę w programie zwiększyło się tempo pielgrzymki. Nie byliśmy pewni, czy wypadając z kolejki uda się zobaczyć to, co najważniejsze, czy będzie możliwość uczestnictwa we Mszy. Nasza zamówiona przepadła.

Niektórzy martwili się, czy bedzie czas na zakupy. Pilotka Maria odbierała ponaglające telefony z hoteli
i informowała, że jeśli się spóźnimy, mogą być kłopoty z posiłkiem. Patrzyliśmy na nadąsane twarze kelnerów, którzy nie potrafili ukryć swojego niezadowolenia, ponieważ musieli wczesniej dojechać do pracy, żeby nas nakarmić przed wyjazdem w drogę.

Te włoskie śniadania! Mały rogalik i kawa. To nie to, do czego przywykliśmy. Pilotka dbała o nasze żołądki. Poranny posiłek wzmacniany był wędliną i chlebem. Obfitsze były natomiast obiadokolacje spożywane po powrocie z wypraw. Jedna z nich miała miejsce prawie o północy.

Zamiast ominąć Wiedeń obwodnicą, wjechaliśmy w sam środek popołudniwego korka ulicznego.
Z zakupów nic nie wyszło, za to mieliśmy duże opóźnienie. Cóż się jednak nie robi, żeby wywiązać się
z obietnic. Jedną z nich były zakupy w supermarkecie. Trudno było wszystkim dogodzić. Na dodatek, supermarkety były już zamknięte. Zdziwiło nas, bo w naszym kraju duże sklepy handlują do późnych godzin wieczornych.

Odwiedzamy miasta, prawdziwe perełki, ze wspaniałymi świątyniami, cudownymi relikwiami, łaskami słynącymi obrazami, naznaczone heroicznymi czynami świętych i ich życiem w Bogu i dla Boga.

I dlatego mniej ważne stają się organizacyjne zawirowania czy utrudnienia powodowane popołudniową włoską sjestą.

Niekochana miłość.

Święty Franciszek, filar kościoła, zrezygnował
z bogactw, z kariery wojskowej i za Chrystusem dźwigającym krzyż, niósł swój własny i powierzonych mu współbraci. Wiarą w Chrystusa dzielił się z innymi. W podróżach po włoskiej ziemi stawiamy sobie pytania: Jaka jest moja wiara? Czy ją pielegnuję, czy dzielę się z innymi jak święty Franciszek?

Kto z nas nie słyszał o tym świętym,
o założonym przez niego zakonie franciszkańskim. Jest autorem surowej reguły, założycielem III zakonu franciszkanów świeckich. Inspiratorem kobiecego zakonu. Modliliśmy się w Asyżu przy grobie świetej Klary, która dołączyła do Franciszka i założyła zakon klarysek.

Franciszek urodził się w bogatej rodzinie. Znał smak przepychu i bogactwa. Brał udział w wyprawach wojennych. W czasie jednej z nich miał wizję, która zmieniła jego dotychczasowe życie i pragnienia. Wkrótce po tym usłyszał głos Chrystusa z krzyża, który kazał mu odbudować kościół.

Święty przyjął ten nakaz dosłownie. Przeznaczał pieniądze na remont i odrestaurowanie kościołów
i kaplic.Tym działaniem naraził się ojcu. Rozpoczął życie pokutne. Chodził boso i nosił plebejską, brązową tunikę. Uważano go za pomyleńca, gdy szedł przez miasto i mówił, że miłość, czyli Bóg, jest niekochana.

Za czasów Franciszka kościół się chwiał. Tylko radykalny styl życia przyjęty przez świętego i jego naśladowców mógł być ratunkiem w obronie wiary. Grupki pierwszych franciszkanów zaczęli odbywać wyprawy misyjne. O życiu i misyjnej działalności Franciszka ciekawie opowiada o. Radek.

Wartą odnotowania jest Jego wyprawa na Bliski Wschód. Nieustraszony zakonnik spotkał się
z ówczesnym sułtanem i zaproponował mu, aby odrzucił Mahometa i przyjął Chrystusa. Sułtan poddał go próbie wiary. Rozpalił ogień i kazał wejść do niego, aby przekonać się czy Bóg Franciszka zainterweniuje
i wybawi go od niechybnej śmierci. Święty zgodził się, do tej próby zaprosił jednak ludzi sułtana, żeby oni pokazali siłę swojej wiary w Mahometa. Przejęci strachem uciekli. Sułtan zwolnił też Franciszka z tego obowiązku. Wprawdzie nie dał się nawrócić, nie przyjął Chrystusa, ale dał mu ochronę w powrotnej drodze, aby nic złego mu się nie stało.

Piękną duszę świętego, całkowicie oddanego Bogu, uzupełniają wspaniałe krajobrazy, które towarzyszą nam
w drodze do tego średniowiecznego miasta wzniesionego na wzgórzu. Mijamy zielone pola jęczmienia, bobu, łubinu, plantacje oliwek i winogroni zagony czerownych maków. Wąska droga prowadzi do Asyżu. Wspinamy się w górę.
W autobusie ożywienie. Święty Franciszek zaczął działać
w naszych sercach.

Stasiu, z podlaskiej wioski, od siedmiu lat we środy i piątki, pości o chlebie i wodzie. Tak odpowiedział na wezwanie Maryi z Medjugorje, która prosiła, aby przez podejmowany post prosić Boga o miłosierdzie dla świata.

“Nawet nie wiecie jak smakuje chleb w takie postne dni, a to, że mogę odmówić sobie innych pokarmów uznaje za łaskę” – tłumaczy skromnie, widząc podziw i uznanie w naszych oczach. Tacy ludzie jak Stasiu pasują do tej franciszkańskiej duchowości.

Święty Franciszek po pracowitym, chociaż krótkim życiu, żył zaledwie 45 lat, umarł położony na gołej ziemi, bez ubrania. Tak sobie życzył. Ten pokorny święty głosił, że nie jest godny być księdzem i nigdy nie przyjął święceń kapłańskich. Był tylko skromnym bratem zakonnym, obdarowanym przez Boga stygmatami. Mężnie nosił na ciele pięć ran Chrystusa.

Warto też wiedzieć, o czym informuje przewodnik po XIII wiecznej Bazylice św. Franciszka, zbudowanej na Wzgórzu Rajskim, poprzednio na Wzgórzu Piekielnym, że świety Franciszek jest autorem bożonarodzeniowych szopek.

Okazała budowla, którą zwiedzamy wpisana jest na listę światowego dziedzictwa Unesco. Oglądamy freski wybitnych artystów włoskich. Zwracamy uwagę na malowidła przedstawiające alegorię ślubów franciszkańskich. Sznur, którym przepasani są franciszkanie ma trzy supły. To one właśnie informują
o posłuszeństwie, ubóstwie i czystości, będacej wyznacznikiem franciszkańskiej duchowości.

W Asyżu na trasie naszej pielgrzymki spotkaliśmy rodaków z Chicago. Jeszcze raz pozdrawiam Zosię, Albinę i księdza Roberta, któremu dziękuję za przejmujące słowo Boże wygłoszone podczas Mszy Świętej.

Kończymy zwiedzanie Asyżu, miasta, w którym błogosławiony Jan Paweł II zwoływał pokojowe spotkania przywódców światowych religii i religijnych ugrupowań. Franciszkańskie hasło “Pokój i dobro”, duch świętego biedaczyny z Asyżu, bo tak go nazywano, patronujące owym spotkaniom, dawało nadzieję
w przemianę świata, w przeobrażenie ludzkich serc, właśnie za wstawiennictwem świętego Franciszka, stygmatyka, który nikomu nie wytykał wad, sam siebie uważając za wielkiego grzesznika.

Bożena Chojnacka

One Response to BABCIA BOŻENKA: “Pielgrzymka do świętości” cz.3

  1. joanna July 27, 2011 at 3:06 pm

    Pani Bozenko milo pani artykuly znowu moc przeczytac.

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *