DPS

BABCIA BOŻENKA: “W drodze do świętości” cz. 4

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Cuda w Lanciano i Manoppello

Dziewięć pielgrzymkowych dni na trasie Rzym, Asyż, San Giovanni Rotondo, Lanciano, Manopello, Loreto pozostawiły w nas niezatarte ślady spotkań z Bożą interwencją, z Jego wszechwładną obecnością. Czuliśmy się także chronieni
i prowadzeni przez Maryję.

Na pielgrzymkowej trasie czuwał nad nami i dawał
o sobie znać Błogosławiony Jan Paweł II, papież nadziei i zawierzenia Maryi. Podczas beatyfikacyjnej uroczystości 1 maja na Placu Świętego Piotra, w przedstawionym życiorysie podkreślano maryjność naszego papieża, czyniono to tak otwarcie, jak nigdy do tej pory.

Ktoś zapytał mnie jak wracam do rzeczywistości po tylu duchowych przeżyciach. Jak przyjmuję informacje o inflacji, podwyżkach, zamieszkach wojennych, o całym tym niespokojnym świecie?
Jest mi łatwiej nie analizować sytuacji gospodarczej, ponieważ nie mam na utrzymaniu rodziny.
Na szczęście również nie muszę też brać udziału w zawodowych rozgrywkach, w pogoni za sukcesem, uznaniem itp. To mam za sobą.

Mogę nareszcie skupić się i skoncentrować na tym, co jest najważniejsze, czego “złodziej nie skradnie,
a mól nie zniszczy”. Dzięki takim pielgrzymkowym wyjazdom z większym dystansem patrzę na swoją codzienność. Staram się dostrzegać radość i piękno w drobnych rzeczach.

Podczas, gdy myśmy pielgrzymowali, nasi najbliżsi walczyli z chorobami, utratą pracy, maturzyści wylewali ostatnie poty na majowych egzaminach, wnuki, na czas nieobecności babć, swoich opiekunek, dostawały gorączki. Za pomocą telefonów komórkowych byliśmy ze wszystkim na bieżąco, z pogodą, kursem walut, sytuacją rodzinną.

Codziennie uczestniczyliśmy w Eucharystii i codziennie odmawialiśmy Różaniec. Intencje, które zapisywaliśmy w specjalnym zeszycie, były odczytywane przez ksiedza Tomasza i omodlone przez wszystkich uczestników pielgrzymki. Każda z intencji stanowiła odrębną historię rodziny, z jej zmaganiami, trudnościami, niemożnościami.

Intencje odzwierciedlały sytuację ekonomiczną rodzin, bezrobocie, brak perspektyw dla młodych ludzi, różnego typu patologie, a wśród nich najczęściej powtarzający się alkoholizm. Nie brakowało intencji
z prośbą o nawrócenie, zerwanie z grzechem. Nagromadziło się w naszym życiu szereg nieoprawidłowości, które przy aprobacie społecznej, zmowie milczenia, stają się normalnością, na zasadzie “bo wszyscy tak robią”. Do tak powszechnych zjawisk należy wspólne zamieszkanie młodych przed ślubem, zanikające więzi rodzinne, kłótnie o majątki i posagi, brak szacunku dla starszych, samotność rodziców odrzuconych przez dzieci. W wielu rodzinach naprawdę dzieje się bardzo źle. Można jedynie liczyć na cud.

I z takimi odczuciami jechaliśmy do Lanciano. Miasto położone wśród łagodnych wzgórz, obdarowane usmiechem Adriatyku, wspierane potężnym masywem góry Maiella, chroni w murach kościoła św. Franciszka, relikwie pierwszego Cudu Eucharystycznego w Kościele Katolickim.

“Pielgrzymie, “spotkanie” z Cudem sprawi, że ulegniesz mu w sposób cudowny. Sanktuarium jest swego rodzaju lekarstwem dla twej duszy. Nie opuszczaj jego murów nim spłynie na ciebie łaska i uzdrowienie” – czytamy we wstępie książki pt: “Historia Cudu Eucharystycznego w Lanciano”. Cud Eucharystyczny
w Lanciano wydarzył się ok. 1200 lat temu. Mszę Świętą odprawiał pewien mnich z zakonu bazylianów, który wątpił w prawdziwą obecność Jezusa w Eucharystii. Ledwie wypowiedział słowa konsekracji, Hostia, trzymana w jego rękach, przemieniła się w skrwawiony strzęp Ciała, a wino w kielichu zamieniło się w Krew.

Ciało przechowywane jest w monstrancji wykonanej przez neapolitańskich jubilerów i Cudowna Krew
w postaci grudek koagulatu, umieszczona została
w kielichu z górskiego kryształu. Święte Relikwie były przedmiotem badań kościelnych ekspertów. Pobrane próbki poddano naukowym badaniom i analizom.
Ich wyniki przedstawiono do publicznej wiadomości
4 marca 1971 roku w kościele św. Franciszka
w Lanciano. Badania dowodziły niezbicie, że Cudowne Ciało jest cząstką ludzkiego ciała, składającego się z tkanki mięśnia sercowego, a Cudowna Krew jest ludzką krwią. Ciało i Krew mają tę samą grupę krwi-AB. Cudowne Relikwie przetrwały w bardzo dobrym stanie 12 wieków. Nie znaleziono śladów konserwacji czy balsamowania.

Klęczymy u stóp ołtarza. Słowa Chrystusa: “Bierzcie i jedzcie, to jest moje ciało; bierzcie i pijcie..to jest Krew moja” nabierają w tym miejscu głębokiego znaczenia i pełnej wartości. Jedynym pragnieniem serca staje się nadzieja, że coraz więcej ludzi uwierzy w żywą obecność Chrystusa w Eucharystii, że nie będziemy mówić jedynie o celebrowaniu pamiątki Jego śmierci. Chrystus prawdziwie żyje, jest miłością
i prowadzi nas do Ojca.

Ten nadzwyczajny Znak Boży dla wierzącego jest zaproszeniem do poznawania Eucharystii, która jest skrótem wszystkich tajemnic chrześcijaństwa. Jest też zaproszeniem do podjęcia próby zbliżenia własnego życia do tajemnicy Chrystusa, umęczonego, pogrzebanego i zmartwychwstałego. Cud wywiera potężne wrażenie na współczesnym człowieku.

Po kościele św. Franciszka oprowadzał nas o. Zbigniew, Franciszkanin. Zwracał naszą uwagę na zapis uwieczniony na kamiennej tablicy.
Dobrze, że przetrwała tyle wieków, niestety, nie zgadzam się z tym zapisem. Zawiera nieprawdę – mówił franciszkanin – określa on zakonnika jako niezbyt pewnego w swej wierze, biegłego w naukach świata, ale ignoranta w dziedzinie nauk Boskich, jego niewiara w konsekracje wina w Krew
i hostii w Ciało potęgowała się z dnia na dzień.

Czy tego opisu nie można odnieść do współczesnego człowieka? Człowieka targanego wątpliwościami, zdezorientowanego mnogością rozmaitych opinii, szarpanego niepokojem codzienności? Jakaż byłaby nasza reakcja na nagłą przemianę sakramentalną?

Dokument z 1631 roku opisuje reakcję zakonnika. “Gdy zdarzył się wspaniały cud, najpierw ogarnął go strach, potem konfuzja wielka, wreszcie odwrócił swe zalane łzami, lecz uszczęśliwione oblicze do obecnych i rzekł: “O szczęśliwi świadkowie, którym miłosierny Bóg zechciał odsłonić tajemnicę Najświętszego Sakramentu i pozwolił wątpiącym zobaczyć to na własne oczy. Podejdźcie bracia
i siostry i zobaczcie, co Bóg uczynił”.

Jakaż to łaska bycia w takim miejscu. Jan Paweł II odwiedził Sanktuarium 3 listopada 1974 roku kiedy był Kardynałem. W Księdze Odwiedzających zapisał swoje odczucia: “Stale powiększa się w nas nasza wiara
w Ciebie, nasza nadzieja i nasza miłość do Ciebie.”

Oblicze z Manoppello.

“Lecz człowiek wątpi, że nasz Pan
Zostawił nam Swoje Oblicze
By być z nami i uwalniać źródło
Miłości z naszych serc”

Jedziemy w pochmurny i dżdżysty dzień. Mgły unoszą się nad zboczami wzgórz porośniętych roslinnością. W sercu rozważamy pozostawione za nami sanktuaria i związane z nimi cuda. Wszędzie na trasie spotykaliśmy rodaków. W tych majowych dniach Polacy zawładnęli włoskimi sanktuariami. Wszystkich zaprosił Nasz Błogosławiony papież Jan Paweł II.

Docieramy do Manoppello. Na wzgórzu Tarigni, we włoskiej prowincji Abruzzo wznosi się sanktuarium Świętego Oblicza, którym opiekują się bracia kapucyni. To tutaj przechowywana jest niezwykła relikwia-wizerunek Chrystusa Cierpiącego utrwalony na niezwykle delikatnym i najcenniejszym materiale świata, tj. bisiorze. Święty wizerunek nie został namalowany ręką ludzką, nie ma na nim śladu pędzla.

Materiał o wymiarach 24×17,5 cm jest przechowywany w specjalnej monstrancji i zamknięty między dwiema szybami. Przedstawia on twarz umęczonego Chrystusa. Twarz widziana jest jednakowo zarówno z przodu jaki z tyłu Wizerunku. Obraz jest delikatnie barwny, jednak nie jest tak żywy jak dzieło malarskie. Uniwersytet z Bari wykazał, iż na materiale nie ma śladu żadnych kolorów.

Mimo upływu czasu wizerunek pozostaje w nienaruszonym stanie. Był on przedmiotem badań naukowych-teologicznych, ikonograficznych, a także historycznych, malarskich i wielu innych. Już od 500 lat Manoppello jest celem wielu pielgrzymek z całego świata.

Papież Paweł VI opisywał sanktuarium jako “klinikę dla ducha”, Jan Paweł II natomiast nazywał je “Miejscem przemiany, pojednania z Bogiem oraz oazą pokoju”. Od wielu lat istnieje teza o szczególnym podobieństwie między Świętym Obliczem z Manoppello a Całunem Turyńskim. Z tego powodu na terenie klasztoru zorganizowana jest trwała wystawa zatytułowana “Penuel”, co po hebrajsku znaczy “Oblicze Pana”. Wystawa składa sie z 27 paneli. A na nich przedstawione zostały różne zdjęcia Świętego Oblicza oraz Całunu Turyńskiego. Oba wizerunki pokrywają się ze sobą.

Osobiste przeżycie oglądania wizerunku pogłębiamy oglądając film. Czy dotrze do nas przesłanie Manopello o przemienianiu się przez przejmujący wzrok Zmartwychwstałego Oblicza Pana? Czy znajdziemy w sobie siłę, by zaufać Panu, wzmocnić wiarę i ufność w Niego?

Jedziemy wzdłuż Adriatyku. Wyszło słońce. Podziwiamy szmaragdowy kolor morza i spokojną jego taflę. Mijamy szpaler różnokolorowych oleandrów. Kwiatów, które w Polsce hodujemy jedynie w doniczkach.
Zanim przekroczymy granice z Austrią, potem z Chechami, by znaleźć się w kraju, odwiedzimy jeszcze Loreto.

Bożena Chojnacka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *