DPS

“Tajemnica zatopionego skarbu” Piotr Nawrot

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Od czasów, kiedy Kolumb odkrył Amerykę, a potem Cortés i Pizarro rabowali jej skarby, wzdłuż wybrzeża Florydy prowadzi bardzo uczęszczany szlak żeglowny. Płynęły nim wyładowane złotem galeony z Meksyku i Peru. Statki kupieckie niesione prądem Golfsztromu wiozły do Europy perły z Maracaibo, szmaragdy z gór Kolumbii, jedwab i porcelanę z Manili.

W Panamie wsiadali na szybkie parowce udające się do Nowego Jorku ci z poszukiwaczy złota, którym dopisało szczęście w Kalifornii lub nad Jukonem. Na wszystkie statki płynące wzdłuż wybrzeża Florydy niezależnie od tego, kiedy i z jakim płynęły ładunkiem, czyhały oprócz piratów zdradliwe morskie prądy, ostre rafy i niebezpieczne jesienne huragany.

Mapa z XIX wieku z oznaczonymi wrakami

W Key West, niewielkim porcie na ostatniej z wysp Floryda, Key od zawsze istniały wyspecjalizowane kompanie „łowców wraków”. Wyposażone w odpowiedni sprzęt odważni ratownicy i nurkowie zajmowali się wydobywaniem ładunków z zatopionych statków. Gdy w październiku 1870 roku barometr umieszczony przy barze w tawernie pod „Bad Witch” zaczął gwałtownie opadać zapowiadając nadciągający sztorm, zgromadzeni w mrocznej sali ratownicy, z udawaną obojętnością popijali piwo i co pewien czas spoglądali w kierunku drzwi w oczekiwaniu na ważną wiadomość.

Nie musieli długo czekać. Po południu zaraz po tym jak gwizd syreny oznajmił koniec pracy w pobliskiej stoczni, do tawerny wpadł zdyszany rudy chłopak i już na progu w otwartych drzwiach krzyknął.
Bryg! …… bryg w pobliżu Sugarloaf Key – i zaraz dodał z trudem łapiąc oddech – wiatr spycha go …. na rafy.

Bryg w sztormie

Na te słowa brodaci mężczyźni pospiesznie dopijali resztkę piwa, wstawali od stołów podciągając wysokie gumowe buty i zakładając nieprzemakalne płaszcze. By dotrzeć w pobliże miejsca katastrofy, ratownicy musieli z ogromnym trudem przeciągnąć ciężki wóz z łodzią ratowniczą przez piaszczyste wydmy i gęste krzaki mangrowców.


Ratownicy wodujący łódź.

Gdy łódź ratownicza zbliżyła się do miotanego falami wraku, na czarnej burcie tonącego brygu ukazał się napis „ Warsaw”
Warsaw – przeczytał głośno brodaty ratownik i zaraz dodał – to dziwna nazwa, nigdy takiej nie słyszałem na Karaibach.
– Tak, ten bryg nazywał się Warsaw tak jak stolica kraju, którego nie ma na mapach
– odpowiedział jeden z członków uratowanej załogi.

Na dziobie tonącego statku był napis „WARSAW”

Przez ponad 130 lat szczątki zatopionego żaglowca i zakurzone akta skrywały prawdziwą tajemnicę. Dopiero niedawno, dzięki zbiegowi okoliczności i żmudnym badaniom, udało się odkryć fascynującą historię, jaka kryje się za tym wydarzeniem. Odnalezione w różnych archiwach dokumenty, a co najważniejsze zachowane w prywatnych rękach oryginalne dziewiętnastowieczne listy, pozwoliły ustalić ponad wszelką wątpliwość, że na samym dnie zatopionego statku, wśród kamiennego balastu ukryte były skórzane sakwy pełne złota.

Zagadkowe jest jednak to, że na manifeście statkowym, na którym dokładnie spisany jest cały ładunek, oraz wymienione są europejskie porty, do których towary miały być dostarczone, ktoś ręcznie dopisał uwagę „Ładunek bez wartości “ i postawił inicjały W.H. B. Dopisek ten wyraźnie różni się charakterem pisma od pozostałej części dokumentu. Prawdopodobnie nikt z członków załogi, oprócz kapitana i dwóch młodych podróżnych, nie wiedział nic o ukrytym w ładowni skarbie.

Świadczą o tym zeznania marynarzy, jakie złożyli przed sądem w Key West. Żaden z uratowanych żeglarzy, nie widział momentu śmierci kapitana, ale zgodni byli co do tego, że musiał zginąć przygnieciony walącym się masztem. Dowodem na to miał być fakt, że w miejscu, gdzie ostatni raz widziano dowódcę żaglowca, leżała ogromna reja i pełno było tam zniszczonego takielunku. Pierwszy oficer z nieszczęsnego brygu twierdził, że widział dwóch zaginionych członków załogi, którzy zaraz po wejściu statku na rafę szybko, bez cienia wahania, zeszli pod pokład. Wydało się mu to dziwne, bo wszyscy marynarze zgodnie
z rozkazem kapitana, tuż przed katastrofą umieścili swoje najcenniejsze rzeczy w szalupie przygotowanej do wodowania.

Czego zapomnieli, a raczej, co chcieli wynieść z ładowni? Kim byli dwaj młodzi podróżnicy, którzy kilka tygodni wcześniej w kolumbijskim porcie Barranquilla zaokrętowali się na statek? Co było w ich ciężkim bagażu, który pod osłoną nocy przeładowali z indiańskiej łodzi?

Ogorzałe od słońca twarze tajemniczych przybyszów i zniszczone ubrania świadczyły, że już od dawna są w podróży. Sprawne ruchy i ukryte pod peruwiańskimi poncho pistolety budziły respekt nie tylko wśród załogi, ale również wśród bywalców portowych tawern. Wyglądali na odważnych i gotowych stawić czoła każdemu, kto chciałby im przeszkodzić w dotarciu do celu. Co łączyło ich z właścicielem statku? Wielokrotnie zastanawiał się nad tym pierwszy oficer, ale wiedział, że nie o wszystko można pytać kapitana, który na drzwiach do swojej kabiny kazał umieścić tajemniczy symbol – mosiężną literę G wpisaną w cyrkiel i kątownicę.

Krótki postój w Hawanie, był jak zauważył oficer kolejna okazją do wysłania przez mówiących nieznanym mu językiem przybyszów listów do Paryża i na daleki Wołyń – krainę gdzieś w Rosji. Mimo złej, pogody kapitan za namowa tajemniczych podrożonych zdecydował się opuścić bezpieczny port. Liczył na to,
że uda mu się przed nadciągającym sztormem ominąć zdradliwe wody Florydy.

Tak wyglądał bryg „WARSAW” w 1870 roku.

Jak wynika z zachowanych w stoczniowych archiwach dokumentów – drewniany bryg „Warsaw”
o wyporności 342 ton został zwodowany 24 czerwca, 1848 r. w stoczni Mobile w stanie Alabama. Budowę rozpoczęto w 1846 roku na zlecenie francuskiego armatora o dziwnej nazwie E.B. G.O.N du P. mającego siedzibę w Paryżu. Bryg kosztował trzy tysiące funtów w złocie. Suma ta została wpłacona na konto stoczni za pośrednictwem, First Scottish Bank of Edynburg.

Statek posiadał dwa wysokie maszty, na których rozpinano żagle o łącznej powierzchni prawie 700 metrów kwadratowych. Jego kadłub długi na 35 i szeroki na 8 metrów wykonano z solidnego dębu, który poniżej linii wodnej dla uszczelnienia i ochrony przed świdrakami obito miedzianą blachą.

Trasa huraganu z dnia 5-14 października 1870 r.

Żaglowiec zatonął podczas huraganu w dniu 10 października 1870 roku w okolicy rafy, Looe Key na pozycji 24° 32’.91” North 81° 24’.35” West. Świadczy o tym dokument wystawiony przez Superior Court of Key West Floryda z dnia 16 października 1870 roku. W dniu tym sąd wyznacza Williama H. Bethel zamieszkałego na Indian Key, „master of the wrak” i upoważnia go do wszelkich działań na wraku po upływie sześciu miesięcy od daty zatonięcia brygu „Warsaw”. Dokument podpisał sędzia William Marvin z Wrecking License Buremu.

Współczesna mapa morska (elektroniczna) z oznaczonym wrakiem WARSAW

Obecnie na podstawie najnowszych badań wykonanych za pomocą symulacji komputerowej
i trójwymiarowego obrazu z sonaru ustalono, że szczątki wraku spoczywają na głębokości 138 metrów
i są znacznie oddalone od pozycji wskazanej w dokumencie sądowym z końca XIX wieku. Dotarcie do wraku, ze względu na głębokość i fakt, że znajduje się na terenie podmorskiego rezerwatu przyrody ( Looe Key National Marine Sanctuary) jest bardzo utrudnione. Ale dzięki temu jest duża szansa, że wrak nigdy nie był eksplorowany przez zawodowych poszukiwaczy skarbów i nurków amatorów, jakich pełno jest na Florydzie.

Widok z samolotu na rafę Looe Key

Dzięki zachowanym w Polsce listom wysyłanym na Wołyń wiadomo, kim byli dwaj młodzi podróżnicy
i w jaki sposób weszli w posiadanie skarbu o wartości ponad 30 milionów dolarów.

Co się stało ze skarbem, czy nadal znajduje się we wraku? Kim naprawdę był właściciel brygu „Warsaw”
i co łączyło go z sędzią z Key West?

W wydanej niedawno książce pod tytułem „Tajemnica Brygu Warsaw” dokładnie opisane są losy dwóch młodych Polaków – powstańców styczniowych i to, co mogło się stać z wiezionym przez nich złotym skarbem pochodzącym z historycznej krainy Tawantinsuyu w peruwiańskich Andach.

Piotr Nawrot ©

Notatka o autorze.
Urodzony w Warszawie, od ponad 20 lat pracuje w Instytucie Oceanografii Uniwersytetu Rutgers w New Jersey. Publikuje w prasie polskiej i amerykańskiej. Jest autorem ponad 200 audycji radiowych.

Adres do korespondencji:

Piotr Nawrot
291 Haven Way,
Somerset, NJ 08873. USA
Tel. 732 310 94 67

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *