DPS

“Ekspresowi ludzie”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Gdyby nie wczorajsza moja rozmowa z lekarzem chorób tropikalnych, Pawłem Kruszynem, dziś bym pojechała ekspresem na Manhattan, zamiast lokalnym pociągiem.

Dziwne? Na pozór.
Jest w moim zachowaniu pewna logika.
Ale po kolei.

Nie wytrzymałam napięcia u ludzi na peronie, szykujących się na ekspress. Mężczyźni w garniturach. Kobiety w kostiumach. Ludzie co kilka kroków, w miejscu “wymierzonym”, gdzie powinny się otworzyć drzwi wagonów. A oni wtedy tylko wskoczą do środka. Oczekiwali w grupach, ale samotnie. Nie odzywali się do siebie.

Gotowi, chociaż do odjazdu pociągu zostało jeszcze 7 minut.

– Radzę, żebyś pojechała ekspresem – powiedział kasjer. – 3 minuty wcześniej zajedziesz na 42 Ulicę niż lokalnym, który odchodzi za 2 minuty.

Lokalny wjechał na ten peron, gdzie czekali ekspresowi ludzie. Drzwi się otworzyły i… sama weszłam do wagonu, który był prawie pusty. Usiadłam przy oknie. Mijaliśmy kolejne stacje z podobnymi ludźmi jak ci na mojej stacji. W lokalnym czułam się spokojnie i myślałam o tym co powiedział lekarz.

Był w Kenii, gdzie leczył i obserwował ludzi. Po 3 miesiącach wrócił do naszego cywilizowanego, ale mocno zestresowanego świata.

– Wszystko chcemy zrobić i powiedzieć w sposób ekspresowy – mówił. – Mało słów, a dużo znaczenia. Otacza nas nadmiar krótkich informacji. Hałas.

Rozmawialiśmy o tym jak inaczej od nas mówią do siebie Kenijczycy, którzy używają wielu słów do wyrażenia swoich myśli i uczuć. Jak dają sobie czas na ‘wyłożenie’ o co im chodzi. Jak mało jest u nich depresji i frustracji, jakie znamy w naszym świecie. Dla nich ważna jest miska pełna fasoli.

Czy ekspresowo żyjąc można dojść do szczęścia wewnętrznego?

Wątpię.

Lokalny wprawił mnie w dobry humor. Zajechałam na 42 Ulicę w niezatłoczonym wagonie. OK, 3 minuty za ekspresem.

To była dobra inwestycja czasowa.

Danuta Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *