DPS

“Smok, kalosze i kremówka…”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Tytuł ma swoją logikę i absolutnie łączy się z… Krakowem. Pierwszą atrakcją, którą zaliczamy jest Smok Wawelski. Pędzimy do niego od samego rana. Deszcz bije nas po gołych nogach, gdy stajemy przyciśnięte do siebie biodrami z Kimberly i Natalie.

Smok wypina pierś i chyba mruga do nas lewym okiem. Cieszy się z naszej wizyty.
Zwłaszcza, że nie ma więcej jego wielbicieli w tej chwili.

Przed Smokiem dochodzimy do wniosku, że na wakacje
w Polsce obok paszportu niezbędne są jeszcze kalosze.
– W Galerii jest wszystko – słyszeliśmy w hotelu.
A zatem kierujemy się do sklepów.
Kalosze niby są, ale nie te rozmiary, które nosimy.

W końcu obie córki dostają kalosze za duże, a ja za małe. W moim przypadku okaże się to na koniec dnia zgubne. Ale podczas zwiedzania cieszę się, że nogi mam suche.

– Teraz jest moda na kalosze – stwierdza kierowca Melexa, elektrycznego samochodu, którym robimy krótką wycieczkę po dzielnicy Kazimierz. Oj, te kalosze i Melexy.

Przed hotelami nie idzie przejść, żeby nie być kuszonym do samochodziku ekologicznego.
Warto jednak było, zwłaszcza dziś, gdy chłodno i mokro, a każdy chce paradować w letnim ubraniu.

Na pokrzepienie ciała idziemy do „Jamy Michalika”, gdzie sala tonie
w półmroku i siedzimy przy karykaturze „Mężczyzny karmiącego piersią”.
– Za każdym razem, gdy na nią patrzę, to wydaje mi się, że widzę premiera Tuska – stwierdza kelner.
Wpatrujemy się w karykaturę. Może rzeczywiście to.. Tusk?

Ale dla nas najważniejsze są kremówki.
Te ulubione przez naszego Papieża.

Biorę do ust kawałek kremówki i … moje podniebienie czuje rozkosz. Przy innych stolikach siedzą goście, głównie nie mówiący po polsku. Ciekawe, co myślą na brak wody w ubikacji, za którą pobiera się 1 zł.

Przypływ energii i znowu powrót na Wawel, tym razem do podziemia, gdzie historia Polski wywołuje dreszcze. Mamy spotkanie z tymi, ktorych już nie ma, a wpłynęli na losy kraju. Królami, Marszałkiem Piłsudskim, prezydentem Kaczyńskim…

Nikt nie narzeka na zmęczenie po całym dniu zwiedzania.
W Krakowie można się zakochać.

Danusia Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *