DPS

“Rzeźbiarz z Vermont” cz.2.

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

“Akt wandalizmu czy prowokacja polityczna?”

East Barre, 11 listopada 1990 r., godz. 9.30.
Pan Stanisław Lutostański opowiada o swoich zawodowych planach. Pijemy herbatę z syropem klonowym, zebranym przez mojego rozmówcę. Za oknem świeci słońce. Zapowiada się piękny dzień. Dzwoni telefon. Pan Stanisław podnosi słuchawkę.
Z jego twarzy szybko znika uśmiech.
– Pomnik Popiełuszki został zniszczony – oznajmia smutno.

Siada. Milczy. Po chwili mówi:
– Niesamowite. Myślałem, że wykonując pomnik z jednej bryły w dużym stopniu zabezpieczyłem go przed celowym zniszczeniem. Znacznie trudniej z całości utrącić jakiś element. Może uda się uratować głowę?

Kto to zrobił?
Kto zniszczył pomnik ks. Jerzego Popiełuszki? Czy był to akt pospolitego wandalizmu? A może prowokacja polityczna? Opinie na ten temat są podzielone. Wszystkich jednak łączy uczucie przerażenia
i niesamowitości tym, co zaszło na Greenpoincie.

Odłupaną głowę pomnika znaleziono w pobliskim śmietniku. Na postumencie widniał napisa “Za Lenina + Stalina”.

Kilka dni później przyjechał do Nowego Jorku Stanisław Lutostański. Obejrzał pomnik i utrąconą głowę, która znajduje się w pracowni P. Donahue, lokalnego artysty. On pierwszy zauważył zniszczenie pomnika.
– Akt wandalizmu w tym przypadku, to zbyt proste – mówi Lutostański. – Zniszczenie głowy wskazuje, że był to czyn z premedytacją. Użyto specjalistycznych narzędzi. Dłutem uderzono w szyję na granicy
z koloratką. To był najsłabszy punkt w pomniku.

Nie wszyscy o tym wiedzą. Trzeba trochę znać się na rzeźbie. Także dłutem zniszczono łuki brwiowe, nos, usta i szyję po prawej stronie. Wszystko nie trwało dłużej niż 10 minut. Głowa jest bardzo zniszczona. Nie można jej odnowić.

Kongres Polonii Amerykańskiej postanowił pomnik odbudować. Stanisław Lutostański zrobi nową głowę. Na razie nie może zabrać tej zniszczonej, która posłuży mu za model, ponieważ zostaje do dyspozycji policji. Poza tym połączenie nowej głowy z pomnikiem za pomocą specjalnej żywicy musi odbyć się
w odpowiednich warunkach pogodowych.

Temperatura powietrza powinna wynosić około 20 stopni C. Prace połączeniowe można by wykonać
w specjalnie do tego celu wzniesionym namiocie. Ale wtedy koszty odnowy pomnika znacznie wzrosną. Trzeba zatem poczekać na właściwy dzień.

Podnoszą się głosy, by odnowiony pomnik przenieść z dzielnicy Greenpoint np. do Amerykańskiej Częstochowy. Przewodniczący Komitetu Budowy Pomnika Mieczysław Pająk twierdzi, że pomnik powinien zostać na swoim pierwotnym miejscu.
– Wiele trudów, zabiegów i starań kosztowało komitet, aby pomnik stanął na placu im. Ks. Popiełuszki
na Greenpoincie – mówi Pająk – KPA dołoży wszelkich starań, żeby monument zabezpieczyć. Planujemy zamontować kamerę kontrolną w pobliżu pomnika. A także wznieść płot, który utrudni do niego dostęp. Chcemy zniszczoną głowę umieścić w szklanej gablocie i przekazywać ją na pewien czas do różnych polonijnych kościołów nowojorskich.

– Zniszczenie pomnika to raczej akt wandalizmu – kontynuuje Pająk. – Niełatwe są dzieje pomnika, podobnie jak losy księdza. Wokół monumentu wytworzyła się niezdrowa atmosfera. Komitet Budowy Pomnika miał wielu nieprzyjaciół. Dlaczego? Postanowiliśmy nie rozpisywać konkursu na projekt pomnika, z tym bowiem łączą się koszty finansowe. A projekt, który przygotował rzeźbiarz Andrzej Pityński, nie był tym, czego oczekiwaliśmy. Wybraliśmy więc Stanisława Lutostańskiego na kreatora pomnika. Dysponował on bardzo dobrymi warunkami do pracy. Poza tym chcieliśmy dać szansę twórczego wykazania się nowej osobie.
Nowojorscy artyści byli z tej decyzji niezadowoleni. Domagali się rozpisania konkursu i ustanowienia trzech nagród, na łączną kwotę kilku tysięcy dolarów.

– Nasz protest – stwierdza Maria Hagadus, artystka zrzeszona w Polish American Artists Society – nie miał charakteru religijnego. Nie był też wymierzony w sprawę budowy pomnika. Chcieliśmy, by powstał monument upamiętniający ofiarę wielkiego Polaka. Ale na zasadach rozpisania konkursu. Wtedy szansę na realizację miałby najlepszy projekt.

Od zniszczenia pomnika upłynęło kilka tygodni. Z pytaniem jak przebiega śledztwo w tej sprawie, zwróciłam się do detektywa Thomasa Whitakera.
– Nie mamy żadnych konkretnych dowodów, które naprowadziłyby na ślad winnych zniszczenia – wyjaśnia.
– Noc z 10 na 11 listopada była deszczowa i wietrzna. Ludzie woleli siedzieć w domach. Do tej pory nie znaleźliśmy świadków zdarzenia. Uważam, że był to zwyczajny akt wandalizmu.

Pomnik ks. Jerzego Popiełuszki zostanie odbudowany. Nie ma żadnych wątpliwości.
Już pierwsze dary wpływają na konto KPA.

Danuta Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *