DPS

“Leszczu”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Młody przez tydzień był członkiem bandy. Przejęto w posiadanie wiejski dom z przyległościami: pustą przyczepą kempingową, starą piaskownicą
z błotem, drabinką ze zjeżdżalnią i oponą na linie.
No i z trampoliną – najnowszym „a must” w biznesie agroturystycznym. Banda dysponowała sporym hektarem nieużytków, otoczonych lasem, który stanowił granicę ich świata. Hierarchia w bandzie kształtowała się dynamicznie. Stanowisko szefa przechodziło z rąk do rąk. Stanowisko „leszcza” od razu przypadło Młodemu.

Leszczu nie wymiękł. Szybko awansował, dzięki kilku akcjom:

– przez 11 godzin nie zszedł z trampoliny (nie licząc jednej krótkiej przerwy na posiłek i jednej na pójście w krzaki)

– zobaczywszy jezioro, rozebrał się w 3 sekundy i poszedł(!), zatrzymał się na szczęście przy zacumowanej łódce, skąd go wyciągnęłam

– nie uznawał butów ani skarpet, nawet jak lało

– nie płakał

– nie spał

– nie jadł

– potrafił się ubrudzić tak, że definicja brudu uległa zmianie

– najstarszemu i najgroźniejszemu chłopcu powiedział „kocham cię”, objął go i pocałował

– mówił do ojca per „leszczu”, z czego wnioskuję, że nie do końca załapał znaczenie słowa

– raz zgłodniał – znalazł bułkę, potem podszedł do pierwszej napotkanej osoby i zażądał noża

– raz zasnął pod stołem i go szukaliśmy strasznie zdenerwowani

Moja rola zredukowała się do siedzenia z boku. Z parującym rosołkiem z kluseczkami, który mogłam sama se zjeść. Zastanawiałam się, czy to na pewno moje dziecko. Odważne, samodzielne, bezkompromisowe. Ze skorupą błota na głowie, niczym hipisowski chłopiec, owoc namiętnej nocy na Woodstock, a nie wyliczonych z kalendarzyka dni płodnych. Patrzył na mnie niewidzącym wzrokiem, kiedy usiłowałam upchnąć zimne nóżki w jakieś buty. Mamo, zostaw mnie. Byłam mu potrzebna tylko przed zaśnięciem.
W pozostałe godziny niemal czułam, jak pękały utkane w bólu i rozkoszy niteczki łączące nas od zawsze.
Od trzech lat. Samodzielność dziecka zaczyna się tam, gdzie kończy się ingerencja rodziców, a zwłaszcza matki. Jego osobowość jest tam, gdzie nie ma mnie.

Oczywiście jeszcze wiele lat będę siedzieć nad tym cholernym rosołkiem, ale on będzie coraz zimniejszy.

Jestem trochę smutna, trochę wolna, trochę dumna.

I chyba chciałabym małą hipiskę…

http://tylkospokojnie.wordpress.com

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *