DPS

“Konkurs na najsamotniejszą”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

W Wysokich Obcasach ogłoszono i rozwiązano konkurs „Kobieta Samotna”. Przeczytałam nagrodzone prace i… doznałam zespołu przedawkowania. Włączył mi się fajerłol na samotne kobiety, które są samotne z każdego powodu, w każdym układzie, zawsze.

Hipokryzjo, nie patrz tak na mnie. Dla mnie też samotność stała się namacalnym
i odczuwalnym każdym nerwem doświadczeniem.

Ale, ale, ale – po tysiąckroć „ale”.

Nie oczekuję od innych kobiet, ani tym bardziej od ogólnopolskiego magazynu, że będziemy się nakręcać tym osamotnieniem. Bo niby jak go uniknąć? Wysokie Obcasy, promujące niezależność kobiecą, jednocześnie wzbudziły jakiś ogólny lament nad nieposiadaniem rodziny, brakiem więzi, rozpadem związków. Olaboga. Witamy w nowoczesnym społeczeństwie.

Poza tym: samotność w chorobie, na grobie i na ulicy – tak samo słaba w spodniach i spódnicy!

A ja jednak dążę do niezależności. Wybieram niezależność. Jaką? Wszelką i każdą. Moją, jego, moich rodziców, znajomych, rodzeństwa. W małych pierdołach życia codziennego i sprawach fundamentalnych.
Jak mam ochotę iść do kina, to idę. I często siedzę wśród sczepionych par, nie ściskam niczyjego kolanka, tylko mineralkę. Ja to widzę, ja to czuję, ja oddycham tą samotnością po wyjściu z kina
w chłodną noc. Tak może już zostać. Wiem to.

Wszyscy dziadkowie mojego syna pracują. Wszyscy. Czy mnie to przysparza samotności? No raczej! Siedzę w tym piachu pod blokiem, choć jest oferta promocyjna na spa – z dzieckiem na spa nie pojadę. Mamo, mamusiu! Numer obecnie jest zajęty. Ale ja od nich nie wymagam, że oni swoje życie rzucą i się zajmą moim. Nie wydaje mi się też, że moi rodzice będą tak uprzejmi, żeby nie umierać do mojej późnej starości, żeby się mną opiekować. Nawet od męża tego nie oczekuję. Kto go tam wie, czyim on wtedy będzie mężem…
A mój brat? Ma, bezczelny typ, swoje całkiem osobne życie w innym mieście. A przecież mógłby mi ktoś w końcu tę cholerną chłodnicę w gracie naprawić! No nie wiem, będę zmuszona iść do mechanika.

Niezależność to nie jest samotność. Ale, jak się trochę zastanowić – to są siostry nierozłączki. Chcesz być z jedną, druga się przypałęta.

Ale, ale, ale…
Jak urodziłam młodego, to akurat E. też. Ja nie wiem, jak dałybyśmy radę bez siebie. Normalnie by nam przyszło jednak łykać te antydepresanty. Ale zadzwonić o 4 rano do kogoś – kto nie śpi, bo tuli/ płacze/ karmi – bezcenne.

Albo na sali poporodowej – leżę, nie wiem, o co chodzi, ale Marysia Bryk (nie zapomnę jej nazwiska ani twarzy never ever) ratuje mnie przed zapadnięciem się w otchłań niekompetencji, bo „to jej drugie”.
I ta druga dziewczyna, która dźwiga się na łokciu, robi komórką zdjęcie małego i wysyła do matki smsa
z notką „to będzie jedynak”. Nagłe uderzenie świadomości, że moja samotność w jakiś głupi sposób jest wspólna.

A ten mój utęskniony siada i pachnie wódą po najdurniejszym chyba polskim zwyczaju pępkowego. Zamykam oczy, bo nie chcę patrzeć w ten rów mariański między nami. Rów dotąd nie zasypany.
Ale jest Marysia Bryk. Nie jest źle.

Nie wiem w jakim osamotnieniu przyjdzie mi się starzeć i umierać, ale nie będę się emocjonalnie szantażować, obrączki polerować ani Jezuska całować. Nie oddam niezależności za strach przed samotnością, bo jest ona immanentnym doświadczeniem na dziś. Bo jesteśmy między pre- a post-.
Już się nasze tradycyjne więzi porwały, ale jeszcze za wcześnie na grupy wsparcia i lokalne wspólnoty.
Jak nam się miejsce na samotność wyczerpie, to się nauczymy gadać. Z Marysią Bryk i z sąsiadką
z pierwszego, która wygląda tak smutno jak ja, tylko że jest brunetką.

*Imię i nazwisko Marysi Bryk zostało zmienione na potrzeby tego posta.:)

http://tylkospokojnie.wordpress.com


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *