DPS

Babcia Bożenka: “Spadek”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Na rozprawę stawiło się 25 osób. Czekano na korytarzu. Zanim wezwano zainteresowanych, był czas na wzajemne obycie się ze sobą. Sądowy korytarz wyłagodził nastroje.

Spogladali jedni na drugich z ciekawościa, zainteresowaniem, a także niekiedy
z niedowierzaniem. Dopytywano się o imię. Zagadnięto,”co słychać”? Nie czuło się napięcia, wrogości, chociaż przed laty zgody
w tej rodzinie nie było. Może opadły już przedawnione emocje, odeszły w niwecz urazy, które żywiło
do siebie zwaśnione rodzeństwo. Może?

Byliśmy trzecim pokoleniem, doganiało nas już czwarte.
“Dzięki temu, że stawiliście się na wezwanie sądu, macie okazję spotkania po latach, poznania siebie, odświeżenia dawno nie widzianych twarzy” – mówiła sędzina, obejmując wzrokiem przybyłych spadkobierców.

“Najważniejsze zostało przygotowane. Mamy wasze adresy, a żeby nie pogubić się w tych rodzinnych koligacjach, na wasz użytek opracowałam drzewo genealogiczne waszej rodziny. Już teraz wiadomo,
kto po kim co dziedziczy. Reszta zależy od was, czy będziecie tę sprawę kontynuować. Radzę zająć się tym jak najszybciej, bo za kilka lat będzie coraz trudniej dokonać podziału. Na świat przyjdą kolejni spadkobiercy.”
– przekonywała przedstawicielka sądu.

“I co dla nas zostanie?” – dało się wyczytać w twarzach opuszczających salę.




Babcia M, przez swój trudny charakter zwana babką, zmarła 30 lat temu. Może nie była aż tak zła,
bo jakby w nagrodę odeszła w Dzień Babci. Po swojej śmierci pozostawiła murowany dom z czerwonej cegły i przylegającą do niego wcale niemałą parcelę z sadem owocowym.

W domu pomieszkiwali kolejno córka, wnuczka i ktoś tam jeszcze. Przed laty dom opustoszał i zaczął obrastać zielskiem. Pozostał tylko czerwony kolor cegły wyróżniający ten dom od innych w bliskim jego sąsiedztwie.

Ktokolwiek z ewentualnych spadkobierców rozpoczynał rozmowę o spadku po babci M, była ona torpedowana przez któregoś z członków najbliższej rodziny. Może ten, kto był przeciwny, nie chciał
się z nikim dzielić?

Oponenci odeszli na “drugą stronę” życia i można było powrócić do sprawy spadku. Dom tracił i stracił na wartości, ale jest ziemia. Na pewno nieruchomość jest coś warta. Ponadto, szkoda, żeby zmarnowała się praca babci M. i przedwcześnie zmarłego dziadka S., który jak mówi się w rodzinie orał przy księżycu. Ciągnął dwie prace: gospodarstwo i zajęcie na kolei.

Czy jego wnuczek, 32 letni S., wyglądem wzbudzający zaufanie, któremu życie dobrze się ułożyło, zajmie się spuścizną po dziadkach? Jest nadzieja, że tak. Potrafił sensownie zareagować na wystąpienie jednej
z uczestniczek rozprawy, znanej z upodobań do siania zamętu.

Limit niesnasek w tej gałęzi rodziny został już dawno przekroczony. Rozprawa o spadek powinna być szansą na zgodę, bo tylko ona buduje.

Bożena Chojnacka


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *