DPS

“Kilka słów o wychowywaniu”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Nie czytam poradników o wychowaniu. Po prostu wystarczy mi,
że wychowuję. A czytać wolę co innego. Czytanie pozostaje nieskalane, egocentryczne, egoistyczne, czytanie jest powrotem
do przeszłości, co już jej nie ma. Jeszcze, żebym teraz czytała,
czy zajęcia dodatkowe to rozwijanie czy torturowanie dziecka,
to chyba musiałabym na głowę upaść!

No, ale przecież wszystko, co robię, nawet obsługa dziecka, nawet obcinanie paznokci, nawet kanapka z dżemem też jest wychowywaniem. Ta niby oczywista oczywistość towarzyszy mi teraz jakoś mocniej, jakoś na pierwszy plan wychodzi, jest między mną a pomidorem krojonym na kanapkę, między mną a ręcznikiem wchłaniającym wilgoć z mokrych włosów, które już naprawdę zasługują na fryzjera.

Każde pytanie, każda rozmowa, ale przede wszystkim każda reakcja na tak zwane „złe zachowanie”,
na – „nie założę spodni, butów, nie chcę, nie idę, to głupie, zostaw, nie zjem” i oczywiście „nie chce mi się spać” – jest jak kolejna odsłona, kolejne pytanie – co teraz? Masz co najmniej dwie opcje, zastanów się, pomyśl przez chwilkę, nie wkurzaj się za szybko. Jak kochać tę małą, zależną od ciebie jednostkę, która chce być niezależna, i której trudno wyjść poza swój egocentryzm? Nie „jaki ma być kiedyś?”,
ale „jak ma wyglądać nasza rozmowa teraz?”! No jak to jak.

Jestem z pokolenia spać po misiu uszatku, nie przeszkadzaj dorosłym, z pokolenia „ale już!”.
Jestem z pokolenia, które obejrzało balladę o Januszku, który tak był umiłowany przez swoją dobrą
i durną matkę, że wyrósł z niego bandzior i zły człowiek. Zabrakło dyscypliny, męskiej tak zwanej ręki,
a także konsekwencji i miejsca w szeregu (nie znoszę tego określenia).

Mój syn jest z pokolenia eko reni, super niani, patchworku i rodziców wtrąconych do lochów za klapsa.
W kontekście społeczno – medialnym oczywiście, który to kontekst mam aktualnie gdzieś.

Ponieważ im dłużej znam mojego syna, tym bardziej wiem, że nie bite, nie zastraszone,
nie szantażowane emocjonalnie dziecko, zawsze będzie chciało negocjować na swoją korzyść.
Że nie zna swojego „miejsca w szeregu” i za każdym razem chce je poznać, a potem je oczywiście przekroczyć.
Że nie rozumie „nie bo nie” i „nie, bo tak mówię” i nigdy sam tego nie stosuje. Najgłupszy z głupich, najbardziej absurdalny z absurdalnych, ale zawsze jakiś argument jest. Świat tego małego gościa ma swoje zasady i swoje mechanizmy. Zapalone światło naprawdę przegania duchy spod łóżka.
No tak, coś pamiętam, że duchy wtedy znikają. Buty nie chcą się same założyć z tęsknoty za mamą,
co jej nie ma godzin osiem albo więcej. No, tak, wiadomo, jak buty tęsknią w przedszkolu. Spać się nie chce, bo się czeka na tatę. No, dobra. A wylało się niechcący, wysoki sądzie, nie specjalnie, przypadkowo i ostatni raz. Niewinny.

W kwestii wychowania to się zatem sumuje do kilku słów (wypowiedzianych bez zająknięcia, które
na pewno pojawi się z czasem) – bardzo cię kocham, mamo.

Nosz, kurna mać. Oddech. Uśmiech. Mruganie oczami.
Ja ciebie bardzo też. Założymy kurtkę, ok?

http://tylkospokojnie.wordpress.com


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *