DPS

Bajeczki do Poduszeczki: “Książkowce”.

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Dzień zbliżał się ku końcowi. Gwiazdy poczynały rozpalać się na niebie, a latarnie na ulicach. Zabawki ziewały już na regałach po długiej, ciężkiej pracy. Dzieci zasypiały. Wieczorne miasto cichło powoli.

Wszyscy i wszystko szykowało się do snu, tylko w domowej biblioteczce z książkami coś mruczało, tupało i stękało. Nie były to głośne dźwięki i pewnie dlatego też nikt nie zwracał na nie uwagi. Nikt oprócz mnie.

Już od dobrych kilku chwil nasłuchiwałam pod szafą zdziwiona. Wyraźnie słyszałam szepty, ciche śpiewanie, westchnienia. Któż to może być? Zaniepokoiłam się nie na żarty. Delikatnie uchyliłam drzwi szafy. To co zobaczyłam wprawiło mnie w osłupienie. Wiecie kto wydawał te dźwięki? Krasnoludki!
Takie najprawdziwsze, z długimi, białymi brodami.

Kiedy odzyskałam głos, zapytałam szeptem;
– Co wy tutaj robicie?
– Opiekujemy się książkami. Nazywamy się Książkowce.
– Nie rozumiem. Jak to opiekujecie się książkami? To nimi trzeba się opiekować?
– Ależ oczywiście. U was w domu nie mamy zbyt wiele do roboty. Ot, małe książeczki utulimy do snu, większe równo poustawiamy. Ale w domach innych dzieci, takich, które nie szanują książek, mamy dużo pracy… – westchnął ciężko człowieczek z wesołymi oczyma.
– O tak! Tam to dopiero jest praca! – dodał drugi odwracając się do mnie przodem. – Bo wiesz, w takich domach to my musimy prowadzić szpital.
– Szpital? Dla kogo?! – wykrzyknęłam zupełnie zapominając, że wszyscy śpią.
– Dla książek, moja droga. Tulimy płaczące maluchy, układamy je do snu. Prostujemy pomięte kartki, kleimy, zszywamy, a nawet wymazujemy bazgroły na stronach…
– Jeżeli się da! – wtrącił jego kolega.
– Otóż to, jeżeli się da je wymazać.
– A kto te książki tak niszczy?
– Jak to kto? Dzieci. Czasem też dorośli, ale rzadziej. To głównie dzieci depczą po nich, kopią je, gryzmolą w nich, wyrywają kartki, zaginają rogi…
– Biedne książki…
– A biedne. Oni je niszczą, a one milczą. Aż chciałbym, żeby taka książka ugryzła tego, który ją niszczy.
– To by było dopiero! – roześmiałam się.
– Fajnie by było, ale co począć, kiedy te książki są takie łagodne? Nie umieją się bronić.
– To co tu zrobić, żeby dzieci już ich więcej nie niszczyły?

Nastała cisza. Myślałam ja, a razem ze mną myślały wszystkie książkowe krasnoludki. Siedziały na półkach zafrasowane i dyndały nogami w śmiesznie zakręconych trzewiczkach.
– Mam! Napiszę o was bajkę i będę ją czytała wszystkim dzieciom, z którymi się spotkam.
– Świetny pomysł! I powiedz im, że książki bardzo cierpią, kiedy ktoś im robi krzywdę. Że trzeba je zawsze odkładać na miejsce, nie rzucać byle gdzie, nie bazgrać po nich, nie obgryzać rogów, nie gnieść kartek, nie zjadać…
– Dobrze, już dobrze. Wszystko to im powiem. A teraz dobranoc, moi mali książkowi strażnicy.

Księżyc jasno świecił na oknem, kiedy siadałam do spisania tej przygody. Gdy kończyłam spośród książek doleciało do mnie ciche, chóralne chrapanie… To Książkowce usnęły uspokojone…

Malwina Prus – Zielińska


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *