DPS

“Gdzie jest prezydent?”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Gdzie jest prezydent Obama? Czyli dotarliśmy do Waszyngtonu, chociaż czujemy się tak, jakbyśmy przebyli Atlantyk. Podróż zajęła aż 9 godzin z powodu korków poświątecznych na autostradach.

A poza tym wylądowaliśmy w hotelu, który znajduje się po sąsiedzku z Polską Misją Handlową, gdzie na budynku powiewa polska flaga.

– Może spotkamy prezydenta na ulicy! – cieszy się Natalie.
– Może…
– Czy prezydent jest w Waszyngtonie? – pytamy recepcjonistkę.
– Niestety nie, jest na Hawajach – odpowiada z uśmiechem na ustach.
– Czy go kiedyś spotkałaś- dopytuje się Natalie.
– W Waszyngtonie mieszkam tylko 29 lat i prezydenta jeszcze nie spotkałam.

Natalie zrobiła duże oczy.

– Ale ja spotkałam Clintona – odzywa się druga recepcjonistka. – Gdy pracowałam dla Secret Service.

Ja też, ale o tym może napiszę innym razem.

Szanse na zobaczenie prezydenta na żywo zmalały do zera. Ale mamy i tak dużo atrakcji.
Kimberly i Natalie są po raz pierwszy w Waszyngtonie, a nasz ostatni pobyt był 12 lat temu. Najpierw krótka przejażdżka po mieście, w deszczu.

– To jest chyba dom prezydenta – mówi Kimberly, gdy pokazujemy budynek Kongresu. – Tamtem biały jest mały. Ten wygląda jak pałac dla prezydenta.

Rzeczywiście. Biały Dom z ulicy wygląda na mniejszy niż jest. Ale za to duże wrażenie robi Muzeum Amerykańskich Indian, do którego wycieczkę doradzano nam przed wyjazdem.

Nowe, ciekawe miejsce. Trzecie piętro jest stworzone dla dzieci ze specjalnym kącikiem edukacyjnym. Gdzie można podpatrywać, jak Indianka tka obrus, albo robi kosze z wikliny. Albo samemu z dużych kloców zbudować igloo. Jest też czasowa wystawa na temat roli konia w życiu Indian, którego traktowano jak członka rodziny. Dziewczynkom podobają się strojne i kolorowe maski dla koni zrobione
z koralików.

Moją uwagę zaś przyciąga specjalne nosidełko dla małego dziecka, które przyczepiano na boku konia.
Z maluchem podróżowano od urodzenia, a nie czekano aż urośnie i będzie łatwiej przemieszczać się.

Chciałabym zabrać do domu współczesną maskę konia, zrobioną z kolorowego szkła. Absolutne cudo!
Podziwiam i nie mogę od niej odejść .

Jedni przychodzą, by zwiedzić muzeum. Inni, żeby tylko zjeść indiańską potrawę w stołówce.
Pewnie, że nie przepuścimy okazji. Decydujemy się na kawałek pieczonego bizona, który okazuje się, że smakuje jak mięso z dzika.

Opuszczając muzeum jestem pod wrażeniem filmu o kulturze Indian, który pokazano równocześnie na suficie, dużym kamieniu
i ekranie. Trzy różne obrazy ze sobą uzupełniające się. Dla przykładu na suficie widzimy dorodne drzewa, na kamieniu wartkie potoki, a na ekranie twarze Indian.

Smutny los spotkał Indian w Ameryce.
Dzisiaj głównie podziwiamy ich sztukę w muzeum albo na folklorystycznych festiwalach. Dowiedziałam się, że jedna trzecia pracowników National Museum of the American Indian to Indianie.

Teraz jest modne szukanie swoich korzeni. Wiele razy słyszałam u znajomych, gdy określali siebie jako np. w jednej ósmej amerykański Indianin.

Na koniec ważna informacja, wstęp do muzeów w Waszyngtonie jest za darmo.
Bardzo dobra nowina, w porównaniu z drogimi biletami do nowojorskich muzeów.

Nic innego nam nie pozostało jak pędzić do kolejnego muzeum.

Danuta Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *