DPS

“Dziecko na drodze” – wywiad z Halszką Jakobsze, instruktorką nauki jazdy.

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page


Jak uczyć nasze dziecko bezpiecznego poruszania się na drodze? Tym bardziej, że co roku ulice są coraz bardziej ruchliwe a nasz maluch bardzo często energiczny i chętny do biegania? Wiedza wydawało by się doskonale znana każdemu z nas, jak jednak pokazują statystyki wypadków drogowych, wciąż wymagająca przypominania. O tym, jak od najmłodszych lat uczyć nasze pociechy poruszania się na ulicy, opowiada Halszka Jakobsze, instruktorka nauki jazdy. Prywatnie mama półtorarocznej Wiktorii
i pięcioletniej Karoliny.

Malwina Prus-Zielińska: Wciąż duża liczba dzieci nie zna podstawowych znaków ani pojęć ruchu drogowego. Czy uważasz, że taka wiedza jest dziecku potrzebna?

Halszka Jakobsze: Istotnie, dziecko powinno znać podstawowe znaki, oczywiście bez nadmiernej przesady. Znaki zwracają uwagę maluchów, ponieważ są kolorowe. Ciekawi je, co oznaczają. Możemy zatem wykorzystać tę ciekawość dzieci i wytłumaczyć im w całkiem naturalny sposób te znaki, których znajomość jest konieczna.

Malwina Prus-Zielińska: W jakich sytuacjach taka wiedza może się przydać, przed czym może ona dziecko ochronić?

Halszka Jakobsze: Choćby przed wtargnięciem na jezdnię wprost pod koła jadącego samochodu, przed wejściem pod pociąg czy autobus. Mamy w mieście mnóstwo przejść dla pieszych, które przecinają tory tramwajowe.

Malwina Prus-Zielińska: Jakie są wobec tego podstawowe znaki i pojęcia, które powinno znać dziecko w wieku przedszkolnym?

Halszka Jakobsze: Moim zdaniem najważniejsze jest przejście dla pieszych i zasady poruszania się po nim. Przede wszystkim zwróćmy uwagę, żeby dziecko przechodziło przez jezdnię tylko po przejściu, żeby wiedziało, jak przejść. Czyli, że rozglądamy się przed wejściem na nie, w prawo, lewo
i jeszcze raz w prawo. Dopiero jeżeli jesteśmy pewni, że nic się nie zbliża, względnie wszystkie samochody się zatrzymały, przechodzimy. To bardzo ważne, ponieważ dzieci często wbiegają na jezdnię bez zastanowienia. Wielokrotnie byłam świadkiem sytuacji, kiedy dziecko podchodziło z opiekunem
do przejścia i wbiegało na nie już od razu. Tłumaczmy, że najpierw trzeba się zatrzymać i rozejrzeć.

Istotną sprawą jest także to, aby dziecko wiedziało, że przejścia dla pieszych mogą być połączone
z sygnalizacją świetlną, choć wcale nie muszą. Jeżeli z sygnalizacją, to że przechodzimy tylko na zielonym świetle. Dzieci uczą się przez obserwację. Nie przechodźmy więc z dzieckiem na czerwonym świetle, choćby nie wiem jak nam się spieszyło, a jeżeli zrobi to inna osoba, wytłumaczmy dziecku, jak bardzo jest to niebezpieczne.

Innego rodzaju przejściem jest przejazd kolejowy. Wiele osób zatrzymuje się przy nim, np. pokazując dziecku pociągi. Wyjaśniajmy przy tym, że nie wolno wychylać się za barierki, wchodzić na tory, jeżeli zapory zaczęły się opuszczać, albo nie zostały jeszcze podniesione, że nie wolno przechodzić „na skróty”, a jedynie w miejscu do tego przeznaczonym.

Dziecko powinno wiedzieć czym grozi nieprzestrzeganie tych zasad. I, że nie wolno robić tego w żadnym wypadku.

Malwina Prus-Zielińska: Powiedziałaś, że dzieci uczą się przez obserwację. Jak zatem powinien zachowywać się rodzic wiozący dziecko autem?

Halszka Jakobsze: Jak w każdym przypadku, także i tutaj powinniśmy zachowywać się kulturalnie. Wydaje się to oczywiste, ale wcale nie jest takie popularne. Nie powinniśmy krzyczeć, przeklinać czy wygrażać innym uczestnikom ruchu.

Gdy jadę z dziećmi samochodem, starsza córka bacznie obserwuje sygnalizację świetlną. „Mamo, czerwone to stój”. „Mamo, pali się zielone, jedziemy”. Możemy więc np. razem z naszą pociechą obserwować sygnalizację świetlną. Uczmy dziecko także, jak ważne jest zapięcie pasów bezpieczeństwa. I tutaj rodzic powinien zapiąć pasy bezpieczeństwa nie tylko dzieciom, ale i sobie. Często obserwuję sytuacje, gdy dziecko przewożone jest bez fotelika, np. do przedszkola. Opiekunowie nie zapinają pasów, wychodząc z założenia, że trasa nie jest daleka, raptem parę minut. Czasami dzieci biegają nawet po tylnym siedzeniu podczas jazdy! A przecież nie chodzi o to, że to my spowodujemy wypadek. My możemy jechać bardzo uważnie. Wystarczy jednak, że na skutek nieuwagi innego uczestnika ruchu zostaniemy zmuszeni do nagłego hamowania, albo ktoś na nas najedzie. Może to być tylko lekka stłuczka, ale siła, która zadziała, dla dziecka może okazać się zgubna. Może ono nawet zostać wyrzucone przez szybę!

Malwina Prus-Zielińska: W myśl polskiego prawa, dziecko do 12 roku życia i takie, które nie przekroczyło 1,5 m wzrostu powinno być przewożone w foteliku dziecięcym. Czym grozi niestosowanie się do tego przepisu?

Halszka Jakobsze:Z punktu widzenia prawa, możemy zostać przez policję ukarani mandatem 150 zł i trzema punktami karnymi w razie kontroli drogowej. A jeżeli jesteśmy uczestnikami bądź sprawcami wypadku, a dziecko nie było przewożone w foteliku, możemy liczyć się z odpowiedzialnością karną przed sądem. Mandat, punkty czy nawet osadzenie w zakładzie karnym, wydaje się jednak być niczym w porównaniu z życiem dziecka. Przewożąc dziecko samochodem bez fotelika narażamy je na kalectwo lub wręcz utratę życia.

Malwina Prus-Zielińska: Czy wsiadłabyś z dzieckiem do samochodu bez fotelika np. do taksówki?

Halszka Jakobsze: Wsiadłabym, ale raczej tylko ze starszą córką, gdyby zaistniała sytuacja niecierpiąca zwłoki (np. nagła wizyta u lekarza). Sądzę, że w razie konieczności jakoś upięłabym ją w pas bezpieczeństwa. Gorzej ma się sprawa z młodszą córką, tutaj raczej bym nie ryzykowała.

Malwina Prus-Zielińska: Na koniec zaspokajając ciekawość czytelników, powiedz nam jak długo pracujesz w zawodzie instruktorki nauki jazdy?

Halszka Jakobsze: Dwa lata i kilka miesięcy.

Malwina Prus-Zielińska: Jaka to jest praca?

Halszka Jakobsze: Wszystko zależy od człowieka, który uczy się jeździć. Generalnie fajna, ponieważ ma się kontakt z ludźmi. Ale nie należy do bezpiecznych. Stanowczo. Znam wiele bezpieczniejszych zawodów (śmieje się).

Malwina Prus-Zielińska: Dlaczego?

Halszka Jakobsze: Na początku niemal każdy uczący się prowadzić samochód jest bardzo zestresowany. Wydaje mu się, że prowadzenie auta i równoczesne obserwowanie znaków jest niewykonalne. Z czasem jednak kursanci nabierają wprawy. Bardzo ważne jest w tym zawodzie, aby uczący się słuchał poleceń instruktora. Poza tym w dzisiejszych czasach, chcąc prowadzić samochód bezpiecznie, trzeba mieć oczy naokoło głowy. Instruktor musi więc przewidywać zagrożenia, przeciwdziałać im, ale także w bezpieczny sposób pozwolić reagować uczącemu się.

Malwina Prus-Zielińska: Czy twoje córki interesują się pracą mamy?

Halszka Jakobsze: Gdy odwiedzają mnie w biurze, nawet bardzo. Mam tutaj kolorowe plansze ze skrzyżowaniami wszelkiego rodzaju, a także samochodziki, sygnalizatory świetlne, znaki itp. Jeżdżą samochodzikami po skrzyżowaniach, nie powiem, że zgodnie z przepisami, ale jeżdżą. Ustawiają je sobie przy tym w różnych kombinacjach. Pytają także o znaczenie znaków drogowych, których tutaj wisi całe mnóstwo. Dlaczego jedne są czerwone, a inne niebieskie albo żółte. Jak to dzieci.

Malwina Prus-Zielińska: Bardzo Ci dziękuję za rozmowę, mam nadzieję, że dzięki niej,
z większym zastanowieniem podejdziemy do wiedzy, na temat przepisów i znaków, którą ma lub może dopiero zdobyć nasze dziecko.

Rozmawiała: Malwina Prus – Zielińska

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *