DPS

“O masz! Jajek nie kupiłam…”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Z pamiętnika przedszkolaka

..dzisiaj znów mama zaprowadziła mnie do przedszkola, chociaż całą drogę musiała mnie ciągnąć.
Czy ci dorośli naprawdę nie mogą zrozumieć, że człowiek czasami pragnie odpocząć od tego wrzasku i ciężkiej harówki? Na przykład, wczoraj przez cały dzień robiliśmy błoto na podwórku, przez co dzisiaj czułem się wykończony. Ba, ale co to kogo obchodzi? Jak się ma prawie pięć lat, to już się jest poważnym człowiekiem, a starzy traktują mnie ciągle jak dzieciaka. Jak sikam w majtki to wcale nie znaczy,
że jestem dziecko! Po prostu czasami nie zdążę dobiec do kibla. No, ale dosyć tych narzekań.
Nie było ostatecznie tak źle, najpierw z młodym Gałązką rzucaliśmy klockami w dziewczyny. Ten, kto trafił w głowę dostawał premię. Wygrałbym, ale te głupie dziewuchy w ogóle nie znają się na sporcie: od razu poleciały na skargę do pani. Całe szczęście, że zaraz szliśmy na obiad, bo w tym kącie chyba bym z nudów umarł. Po obiedzie pani pokazała nam alfabet. No zajebista sprawa. Można sobie wszystko zapisać
i potem nic nie trzeba pamiętać. W praktyce jednak okazało się, że wcale nie jest to takie genialne.
Pani pokazała nam literę to ją sobie zapisałem, no a skoro zapisałem, to mogłem ją zapomnieć, tyle tylko, że jak już zapomniałem, to nie wiedziałem, co zapisałem. Pokręcone to wszystko…CDN.

Jasiu wraca do domu, mama się go pyta:
– Jasiu, powiedz mi synku, dostałeś jakąś dzisiaj ocenę?
– Tak! Piątkę z matematyki!
– A z czego to synku było – pyta dumna z syna mamusia.
– Tak dokładnie to 2 z klasówki, 1 z kartkówki i 2 z pracy domowej.

——————————————————————–

Uciekają dwie myszy przed kotem, jedna z nich zaczyna miauczeć. Druga z nich się pyta.
– Ej no co ty robisz?
Na to odpowiada:
– No wiesz zna się języki obce……to trzeba je wykorzystać.

————————–
Do urzędu przychodzi gość (jest rok 1989 -> komuna upadła)
– Dzień dobry, chcę zmienić nazwisko.
– A jak się pan nazywa?
– Bezjajcow, to takie staromodne. Chciałbym nazywać się jakoś po amerykańsku.
– Ok, niech pan przyjdzie za tydzień po dowód.
Po tygodniu gość przychodzi, odbiera dowód i czyta nazwisko:
Yonderbrack…

Starsza kobieta w autobusie zwraca uwagę siedzącemu chłopakowi:
– Jaka ta młodzież teraz niewychowana, nawet miejsca nie ustąpi!
– A pani w młodości ustępowała?
– Ależ oczywiście!
– No i teraz nóżki bolą!

—————————

– Czy oskarżony był już karany?
– Tak, za konkurencję.
– Za konkurencję się nikogo nie karze. Co oskarżony robił?
– Takie same banknoty, jak mennica państwowa.

—————————–

– Ale pani utyła – mówi sąsiad do Kowalskiej.
– Czy pan nie wie, że kobietom się nie mówi takich rzeczy?
– Myślałem, że w pani wieku to już obojętne.

Wraca kobieta pracująca z zakupami. Siaty ciężkie, ręce jej się do ziemi wyciągnęły. Wchodzi na klatkę przez ciężkie drzwi do bloku, a tam wyskakuje przed nią ekshibicjonista. Staje przed nią i teatralnym gestem rozchyla płaszcz. A kobieta patrząc w wiadomy punkt:

– O masz! Jajek nie kupiłam.

—————————–

Na randce.
On: Chodzę z Tobą nie na żarty.
Ona: A wiesz, że ja też jestem głodna.

———————————

– Jeśli trzy razy nie zgadnie Pani mojego imienia, będę mógł Panią pocałować. Moje imię zaczyna się na L.
– Może Laurencjusz? Limfarion? Lutogniew?

Opracowała: Lidia Rzeszutek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *