DPS

“Mój Ty Walentynie!”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page


Walentynki to czas, kiedy hurtowo puszcza się romantyczne filmy o miłości. Kumulują się wówczas premiery filmów o tym, że on ją kocha, ona go tym bardziej, ale nie mogą być razem, choć jak się na końcu okazuje, miłość zwycięża. W sklepach dominuje tego dnia kolor czerwony, a na pierwszym planie sklepowych półek znajdują się misie i czekoladowe serca. Dzień Zakochanych narodził się w USA, do Polski przywędrował w latach 90 – tych i jak widać, bardzo dobrze się zadomowił.

Walntynki nadal wzbudzają wśród nas wiele kontrowersji i mają zapewne tyle samo zwolenników, jak
i przeciwników. Zwolennicy tego dnia uważają, że dobrze jest przypominać sobie nazwajem
o okazywaniu uczuć i miłości. Przeciwnicy twierdzą, że walentynki to amerykański wynalazek istniejący tylko po to, żeby wypompowywać pieniądze z portfeli zakochanych.

A czym jest nas, Polek i Polaków mieszkających w Nowym Jorku i okolicach, Dzień Zakochanych?
Czy go obchodzimy i jakie ma dla nas znaczenie? Zapytaliśmy o to naszych rodaków.

Jagoda, Greenpoint, 47 lat, mama: Obchodzę Walentynki od wielu lat – nie tylko odkąd jestem
w USA, ale również wcześniej w Polsce. Walentynkowy wieczór zawsze spędzamy wyłącznie we dwoje
z mężem na romantycznej kolacji, podczas ktorej mamy okazję nie tylko na spokojną rozmowę, ale
i wymianę drobnych upominków. Dzieciom natomiast przypominamy o naszej miłości pisząc specjalne,
dla każdego inne, życzenia. Każdy powód do tego, by przypomnieć sobie o drugiej, ważnej dla nas osobie jest dobry – zatem – czemu nie z powodu Walentynek? Lubię ten czas tylko we dwoje, który rzadko mozemy sobie wygospodarować w codziennej bieganinie, ale nie lubie szału czerwonych serc, światełek, grających misiów z pikającymi serduszkami.

Beata, Ridgewood, lat 38, mama dwójki dzieci: Obchodzimy walentynki razem z mężem. Mąż co roku kupuje mi jakąś maskotkę lub czekoladki z tej okazji, a ja staram się zrobić coś dobrego do jedzenia. Mąż kupuje też oczywiście dla córek jakieś małe prezenciki.

Michał, Manhattan, 32 lata, kawaler: Dla mnie Walentynki mają wymiar niemal wyłącznie marketingowy. Jedynym powodem istnienia tego “święta” są pieniądze. To żyła złota, ale nic poza tym. Prawdziwie zakochani nie potrzebują sztucznie lansowanego przez media i producentów gadżetów erotycznych dnia, do okazania sobie uczuć i oddania. Szczęśliwe pary adorują się cały rok, a nie jeden dzień w roku, i zawsze znajdą powód do kupna kwiatka, czy ugotowania kolacji. Dlaczego więc podążać jak bezmózgie lemingi za trendem i modą? Efektem ubocznym walentynek jest to, że potęgują poczucie osamotnienia wśród singli. To one frustrują się najbardziej, czują się inne, gorsze. To wynik tej mody,
w którą chcą się koniecznie wpasować. Z drugiej strony, gdyby nie walentynki, pewnie jakaś połowa właścicieli kwiaciarni, przeszłaby na zasiłek.

Aneta, Clifton, 36 lat, mama: Walentynki raz obchodzimy, raz nie, zależy od roku i sytuacji.
Na pewno nie przywiązujemy z mężem takiej uwagi do tego święta, jak Amerykanie. Dwa razy w ciągu ostatnich 7 lat próbowaliśmy w tym dniu zjeść kolację w restauracji, stojąc w ponad godzinnej kolejce po stolik. Od tamtego czasu nie ruszamy
się z domu. Najmilej wspominam drobne prezenty od męża typu: ulubiona herbata w zestawie z pięknym, niebieskim, japońskim kubkiem albo zeszłoroczne pudełko ciastek – serduszek z mojej ulubionej cukierni. Uważam, że to święto nie jest konieczne, byłoby może bardziej ciekawe, gdyby pamiętano
o jego prawdziwym przesłaniu. Na pewno jest to niezły interes dla wszystkich związanych z handlem i reklamą. Jeszcze w Polsce, gdy uczyłam w szkole i święto właśnie do nas przychodziło z zachodu, zrobiliśmy w gimnazjum wieczór poezji miłosnej – i to było bardzo sympatyczne świętowanie!

Wojtek, Brooklyn, lat 40, żonaty: Obchodzę Walentynki od dawna, jednak nie uważam tego dnia
za jakieś wyjątkowe święto. W sumie zacząłem je obchodzić już w Polsce. W ten dzień czasem daję jakiś drobny prezent związany z miłością, specjalnie dobrany dla mojej drugiej połówki. Innym razem jest to jakaś romantyczna kolacja w spokojnej i przytulnej restauracji. Co będzie w tym roku? Jeszcze nie wiem. Czy Walentynki są nam potrzebne? Myślę, że nic by się nie stało, gdyby tego święta nie było, ponieważ wszystko to, tzn. prezenty, kolacje, spotkania itp. można zorganizować w dowolnym dniu, można,
a nawet trzeba, bo w końcu rok ma 365 dni. Nie wyobrażam sobie związku, w którym takie rzeczy pojawiają się tylko raz w roku. Należy to robić zdecydowanie częściej, nie czekając na święto czy jakąś inną okazję.

Agnieszka, Staten Island, lat 38, mama: Tak naprawdę Walentynki nie są dla mnie jakimś ważnym świętem. Nie obchodzę Walentynek w jakiś bardzo szczególny sposób. Tak naprawdę, jeśli je w ogóle jakoś obchodzę, to ze względu na córkę, która oczywiście uwielbia wszystko, co ma serduszka, słodkie misie, napis “love” i tego typu rzeczy. Ponadto dziadkowie zwykle wykorzystują wszelkie okazje, żeby okazać miłość i przysyłają drobiazgi typu naklejki i kartki, czy jakieś obrazki. Myślę, że każde święta są potrzebne, pozwalają na oderwanie się od szarej rzeczywistości a sprawianie sobie przyjemności, prezentów czy drobnych niespodzianek jest zawsze miłe.

Robert, Brooklyn, lat 41, tato: Na Walentynki zazwyczaj kupuję żonie czekoladowe serce lub bombonierkę w kształcie serca. No i oczywiście kwiaty. Mam jeszcze córkę, jej też kupuję mniejsze, czekoladowe serduszko. Żona nic nie kupuje, tak się u nas przyjęło. Myślę, że jest to sympatyczny zwyczaj, który zbliża ludzi do siebie. Przypomina nam o czasach, kiedy byliśmy w sobie zakochani, a to ważne szczególnie po 21 latach małżeństwa!

Monika, Brooklyn, 35 lat, mama: W ten dzień staramy się gdzieś wyjść z mężem. Najczęściej idziemy na jakąś zorganizowaną walentynkową zabawę, potańczyć, mąż kupuje kwiaty. Jeżeli nigdzie nie idziemy, to staram się zrobić dobrą kolację. Myślę, że to jest miły dzień, ale uważam, że takie okazywanie sobie uczuć, wspieranie się, powinno być u nas na codzień, nie tylko w jakiś specjalny dzień. My, Polacy, mało mówimy sobie werbalnie o naszych uczuciach, w odróżnieniu do Amerykanów. Oni z kolei mówią to często, może nawet za często? Wydaje mi się, że Polacy okazują sobie uczucia bardziej w inny sposób, coś komuś pomogą, zrobią, wyręczą. „Kocham cię” nie wymawiamy często, ale jeżeli już to mówimy, to naprawdę to czujemy.

Mietek, Queens, 40 lat, tato: Walentynek nie obchodzę. Nie mam tego w zwyczaju, choć z drugiej strony dobrze, że chociaż wtedy ludzie mówią sobie więcej o swoich uczuciach do siebie. Ja o tym zapominam na codzień, a myślę, że mógłbym mówić mojej żonie dużo częściej.

Asia, Greenpoint, lat 17: Nie obchodzę walentynek, bo nie mam chłopaka. Poza tym uważam, że trzeba mówić sobie, że się kogoś kocha na codzień, nie tylko od święta. W dniu zakochanych robią bale – po co? Taki bal powinno się robić kiedy tylko się chce i czuje, nie tylko w ten jeden dzień. Jeżeli będę miała chłopaka, będę chciała codziennie mu mówić i pokazywać, jak jest dla mnie ważny. Wtedy jest lepiej między ludźmi, większa więź.

W sytuacjach, kiedy opinie są dosyć krańcowe, doskonale sprawdza się zasada złotego środka i zwykły zdrowy rozsądek. Bez względu na to, jakie jest nasze nastawienie do obchodów dnia św. Walentego, pokazanie bliskiej osobie swoich uczuć czy podarowanie jej miłego drobiazgu, będzie zawsze bardzo sympatycznym gestem.

Rozmawiała: Marta Kustek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *