DPS

„Cały czas szukam swojego El Dorado”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Jerzy „Yurek” Majcherczyk, podróżnik, odkrywca i właściciel agencji turystycznej, należy do tej grupy ludzi, którzy hobby połączyli z uprawianym zawodem. Ponad 30-lat temu wybrał się w podróż, która zmieniła jego życie. Wraz z polską wyprawą wyczynowo – badawczą jako pierwszy przepłynął kanion rzeki Colca, w południowym Peru, dwa razy głębszym od Wielkiego Kanionu Kolorado w Arizonie.

Kiedyś planował zostać inżynierem, ale jak twierdzi, na szczęście nie wyszło. Dzisiaj kocha to, co robi.
Kilka miesięcy w roku spędza poza domem, chce pokazywać ludziom świat. Resztę czasu poświeca rodzinnej firmie Classic Travel w Wallington, NJ. Członek nowojorskiego Explorers Club i założyciel Polonijnego Klubu Podróżnika (www.odkrywcy.com). Uważa, że podróże to nieodłączny element rozwoju człowieka
i chce ludziom o nich opowiadać.

W rozmowie z Justyną Suric wyjaśnia, dlaczego podróże kształcą i jak zmieniają spojrzenie na świat.

Czy podróże kształcą?

Temat ten jest bardzo aktualny i głęboki jak sam Kanion Colca w Peru (śmiech). Mam grono około 500 osób, które ze mną stale podróżują, w grupach 20 i 30 osobowych. To są zupełnie inni ludzie, szczęśliwi, zadowoleni z życia. Najtrudniej jest zacząć. Ja całe życie spędziłem na uczeniu ludzi, jak postawić ten pierwszy krok. Dzięki podróżom człowiek patrzy na siebie samego z zupełnie innej perspektywy. Pozwalają one odpowiedzieć na pytanie, w jakim momencie swojego życia znajdujemy się obecnie.

Jaka turystyka Pana fascynuje?

Adventure travel czyli turystyka ekspoloracyjna i ekstremalna, która pozwala nie tylko coś zobaczyć, ale przede wszystkim wzbogaca. Jest sposobem na utrzymanie dobrej formy fizycznej i co za tym idzie psychicznej.

Czy warto podróżować już od dziecka?

Podróżowanie z dziećmi polecam wszystkim rodzicom. Moi synowie od dziecka ze mną jeździli na wycieczki, ale nie dlatego, że byli specjalnie traktowani. Wycieczki nie były za darmo, a raczej nagrodą, np. za dobre wyniki w nauce. Synowie dostawali aparat fotograficzny i notes. Każdego dnia musieli pisać relacje z tego, co danego dnia widzieli. Czasami im się nie chciało, ale ja byłem bezwzględny. Po powrocie mieli zazwyczaj dwa lub trzy tygodnie, aby przygotować album z wyprawy, w którym każdy dzień miał zostać opisany.

A dokąd jechać z dzieckiem?

Takim specjalnym miejscem są wyspy Galapagos. Życzyłbym sobie, aby więcej rodziców jeździło tam
z dziećmi. To, co można tam zobaczyć, jest rewelacyjne. Żyją tam zwierzęta, których nie można zobaczyć w żadnym innym miejscu na świecie. Kilka tygodni po powrocie z Galapagos poszedłem na wywiadówkę do mojego syna Piotrusia, który miał wtedy 9 lat. Dowiedziałem się, że syn wzbudził sensację, bo w trakcie lekcji o pingwinach zwrócił uwagę nauczycielce, że zapomniała o specjalnym rodzaju pingwina, który żyje tylko na Galapagos. A na pytanie skąd o nim wie, odpowiedział, że był i wdział. Jako dowód przedstawił w szkole swój album z wyprawy, który prezentował chodząc od klasy do klasy.

W jaki sposób podróżowanie wychowuje dzieci?

Jeśli dziecko jedzie na południe od Stanów Zjednoczonych, to bardzo szybko zauważy jak bardzo jest uprzywilejowne, ze względu na biedę, tak bardzo widoczną w wielku krajach Ameryki Południowej.
Kiedy najstarszy Paweł pojechał ze mną po raz pierwszy do Peru, wioski w Kanionie Colca były bardzo biedne. Dla tamtejszych dzieci zabrał używane ubrania i buty, które mieliśmy wcześniej wyrzucić. Postawił swój towar na stole na środku głównego placu w jednej z wiosek i do jednej walizki przypłynęło morze małych główek. Bardzo to przeżył! Po powrocie do domu przemusztrował młodszych. Od tamtej pory niepotrzebne ubrania i buty były odkładane na specjanych półkach w piwnicy. Tego typu zdarzenia kształtuja charakter.

Czy trzej synowie są związani z turystyką?

Bardzo mi pomagają i wszyscy trzej czują turystykę. Najstarszy syn Paweł pracuje na Wall Street, ale sporą częśc Kanionu Colca przemierzył, zbadał i opisał. Średni Piotr działa w naszej firmie jako przewodnik. Najmłodszy syn, Michał, kończy kierunek administrowanie biznesem na Montclaire University w New Jersey. Nauczyłem ich, jak poznawać świat i to jest dla rodzica ogromna satysfakcja. Świetnie pływają na kajakach, wspinaja się, nurkują, uprawiają canyoning, jeżdżą na nartach. Życzyłbym tego wszystkim rodzicom. Wychowywanie i uczenie dzieci trzeba zaczynać jednak wcześnie.

Podróżowanie również?

To można zaczynać i po 50-tce. Polecam na początek wycieczkę do Amazonii, która zmienia ludzi. Ta wyprawa udowadnia, że można żyć bez prądu, szuszarki, telewizora
i telefonu. Ta wycieczka to taki surviving, czyli wypracowanie w sobie umiejętności przetrwania, trenowania swojego charakteru. Ludzie wracają z niej zmienieni.

Ale jak sobie ktoś niedoświadczony poradzi od razu w dżungli amazońskiej?

Już na samym początku przedstawiam zagrożenia. Nawet przerysowuję, bo chcę, aby każdy słuchał moich rad. Bądźmy szczerzy, gro niebezpiecznych wypadków wydarza się z winy człowieka. Większość jadowitych gadów boi się ludzi. Weźmy na przykład boę dusiciela. W przypadku tego węża trzeba być bardzo niemądrym, aby podejść i dać się złapać. Znam wiele tego typu historii. O Amazonii mógłbym opowiadać godzinami.

Dokąd by pan wysłał przyjaciela i jego rodzinę gdyby w grę wchodziło tylko jedno miejsce
i tylko jeden raz?

Do Peru albo na wyspy Galapagos. Galapagos ze względu na niepowtarzalną przyrodę. Te wyspy są odlotowe. Można się tam przechadzać między zwięrzetami, a one się wcale nie boją. Nawet rodzą w obecności człowieka. Poleciłbym pewnie i Amazonię. Ta ostatnia jest trochę tańsza niż Galapagos, ponieważ tam wiele zwierząt ukrywa się w dżungli, trzeba je wypatrzeć opierając się na pomocy dobrych przewodników. Na Galapagos wszystko jest podane na talerzu. Trzeba tylko dopłynąć do wysepek.
Jeśli jednak interesowałyby kogoś ludzie i kultury to poleciłbym Peru.

A dlaczego Peru?

To niesamowity kraj. Wszystkie inne kraje w Ameryce Południowej złożone razem nie dorównują Peru przede wszystkim dzięki obecności w tym kraju śladów starych kultur, nie tylko inkaskich ale i pre-inkaskich. Jako przykład moge podać kulturę Wari w okolicach jeziora Titicaca. Jak wynika z wykopalisk archeologicznych, istniała ona 2500 lat przed Chrystusem i wyginęła tysiąc lat po nim. Dla porównania, Ikowie żyli jedynie 350 lat. Są tam też ślady wielu innych kultur, np. Chavin, która istniała przez 7000 lat. Peru jest nadzwyczajne. Wykopaliska archeologiczne beda tam trwać latami. A widoki? Zapierają dech
w piersiach.

Czy po takie przeżycia trzeba jechać aż tak daleko?

Bardzo interesująca jest Panama. Można opowiadać ciekawe historie o tamtejszych dzikich plemionach, do których można dotrzeć w 2,5 godziny samolotem od Miami. Mieszkają tam np. Indianie Moa, którzy nadal walczą z innymi plemionami choć maja zakaz. Niezwykle ciekawi są też Kunowie. Zamieszkują łatwo dostępne wyspy San Blas leżące przy karaibskim wybrzeżu Panamy. Do dzisiaj zachowali swoją odrębność kulturową mimo to, że poddawani są wpływom naszej cywilizacji od 1502 roku, kiedy odkrył ich Kolumb.

Jak Pan się do takich wypraw przygotowuje?

Fizycznie w ogóle się nie przygotowuję. Wyrywam się zza biurka, aby poddać mój organizm jak największemu stresowi fizycznemu i to wychodzi mi bardzo dobrze na zdrowie. Im trudniejsza wyprawa tym lepsza. Nasze ciało potrzebuje odnowy, a jest nią własnie duży wysiłek w innej strefie kilmatycznej. Pamiętam jednak o tym, aby mieć dobre układy z lokalnymi szamanami. Chcę też wszystkie kultury zrozumieć i dostosować się do nich. Wszystko da się wytłumaczyć. Załóżmy, że jedziemy w Peru autobusem i spotykamy Indianki, które śmierdzą. Ktoś mógłby wytłumaczyć, że to brudasy. Ale sedno sprawy tkwi w czymś innym. Woda w czasach Inków służyła do nawadniania i picia, a nie do mycia. Dobry przewodnik powinien też turystom wyklarować na przykład, dlaczego w niektórych miejscach Indinie nie sprzątają śmieci, bo nikt im nie wytłumaczył, że plastik nie rozkłada się na słońcu tak szybko, jak skórka od banana czy ziemniaka.

A skąd u pana ta miłość do Ameryki Południowej?

Kiedy miałem 12 lat do mojego rodzinnego Siewierza przyjechał słynny polski podróżnik Stanisław Szwarc-Bronikowski. Miał prezentację o źródłach Amazonki. Szwar – Bronikowiski miał niesamowity charakter. Zaispirował mnie i ja teraz staram sie spłacać ten dług robiąc prezentacje dla młodzieży. Tak ja on we mnie, ja staram sie siać ziarno podróżowania wśród młodszej generacji. Odwiedzam szkoły. Będąc ostatnio w Polsce miałem siedem prelekcji.

Czy oprócz Szwarca-Bronikowskiego śledził Pan historie innych polskich prodróżników?
Czy ma Pan swoje wzorce?

Na pewno jednym z nich jest Andrzej Zawada za to, że wymyślił himalizm zimowy. Wprowadził Polaków w świat Himalajów, organizował oryginalne wyprawy. W latach 50-tych kiedy Edmund Hillary zdobył Mount Everest Polska pogrążona była w głębokim staliniźmie. Potem Polacy nadrabiali, właśnie dzięki Zawadzie. To był wielki charakter, wspaniały człowiek, patriota. Drugim jest Tony Halik, który razem z Elżbietą Dzikowską odkrył słynną Vilcabambę (legendarną stolicę Inków – przyp. red). Cenię też Wojciecha Cejrowskiego, który propaguje turystykę w swoim własnym, innym stylu i pisze bardzo intrygujące książki o Amazonii. Ciekawą postacią jest również Marek Kamiński. Ja po prostu chcę, aby ludzie, a zwłaszcza młodzież zrozumieli, że odkrywanie i podróżowanie jest bardzo ważne, a świat można odkrywać nawet za rogiem swojego domu.

Czym jest więc odkrywanie?

To wydobywanie na światło dzienne czegoś, co wcześniej nie istniało w świadomości ludzkiej. Wejście do czegoś jeszcze nieznanego, sfilmowanie, opisanie.

A czyż nie wszystko zostało już odkryte, sfilmowane np. przez satelitę? Gdzie tkwi potencjał?

Pod wodą i w głębokich dżunglach. Satelita nie prześwietli dżungli. Wszystkie majowskie ruiny zostały odkryte przez prodróżników poruszających się na nogach, a nie przez satelitę. Całe zbocza Andów są jeszcze do poznania. Przecież cały czas szukamy El Dorado i ukrytego złota Inków, które jest szacowane w tysiącach ton.

A gdzie to złoto może być?

Duża część w Kanionie Colca właśnie. Złota Inków jest tyle, że starczyłoby dla wielu pokoleń poszukiwaczy. Jest świetnie ukryte i to najprawdopodobniej w kilkustet miejscach. Aby kontynuować nasze poszukiwania będziemy więc potrzebować archeologów, geologów, fotografów, lekarzy od złamań i chorób tropikalnych. Młodzieży, do dzieła!

Zdjęcia i tekst: Justyna Suric

2 Responses to „Cały czas szukam swojego El Dorado”

  1. Bozena April 20, 2012 at 9:59 pm

    Wspanialy artykul!

    Reply
  2. Lidia April 21, 2012 at 3:12 pm

    Dobra robota Justynko! Fajny artykul, az mi sie chce wstac od biurka i wyruszac w swiat!

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *