DPS

Wyobraź sobie

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Wyobraź sobie że zawsze masz czas
Jak duch symetrii rozpięty na drzwiach
Nikt ci nie powie jak długo ma trwać
Pogodny letarg w pół kroku do gwiazd

Wyobraź sobie bezkresną przestrzeń. Gładki pasek błękitu i postrzępioną pręgę kobaltowej wody.
Za plecami łagodne wzniesienia wydm. Zielone trawy kołyszące się na wietrze. Leniwie przepływające obłoki. Wyobraź sobie niezakłócone obecnością człowieka połacie miękkiego piasku. Horyzont do którego nikt nie przybił gwoździ budynków. Słupów. Masztów. Anten. Nie raniące oczu gładkie niebieskości.
I ciszę. Z szeptem oceanu. Krzykiem mew. Która wchodzi do uszu, jak ziarnka złotego piasku. Wypełnia szczeliny zmęczenia. Zasypuje wyrwy w duszy. Wyobraź sobie, że masz cały czas tego świata. Możesz patrzeć, jak przesypuje się przez palce. Bez żalu. I trwogi. Smakować każdą minutę. Oglądać z bliska jak zamienia się w kryształek kwarcu.

Wyobraź sobie że zawsze masz czas
Wszystko jest dobrze i wszystko w sam raz
Wyobraź sobie że możesz tak stać
Nad głową zorze i miętowa mgła

Szerokie plaże Long Island. Perłowe prześcieradła. Wystarczy kilka kroków, by znaleźć się poza cywilizacją. Uciec od pokrzykiwań. Śmiechu. Dziecięcego nieokiełznania. Zapaść w miękkie fałdy ciszy. Zawieszona między błękitami myślę, jakie to intymne. Kiedy leżymy, prawie nadzy. W tym piaszczystym łóżku.
Na granicy snu. Ocean mruczy kołysankę. Niebo naciąga lazurową pościel. Zasypujemy czas. Zasypiamy
z otwartymi oczami. Pogrążeni w niebycie. Dryfujemy w żadnym kierunku. Spadamy w atłasowe nic.

Godziny na pustej plaży przypominają bardziej medytację niż piknik. Trochę czytam. Przez chwilę słucham Komedy Możdżera. Ale nawet tak doskonale piękne dźwięki wydają się niepotrzebnym hałasem. Zakłóceniem. Nie przystają do pustych przestrzeni. Majestatu Natury. Czegoś, co jest większe od człowieka. I wszystkiego, co kiedykolwiek stworzył. Wyciągam słuchawki z uszu. I zapisane drobnym drukiem kartki z oczu. I gapię się na granatową płachtę wody. Śliniące języki obmywające moje stopy. Mewy zawieszone na żyłkach wiatru. Kontury statków majaczące na horyzoncie. Wystawiam twarz do słońca. I czuję, jak wiatr rzeźbi zmarszczki czasu.

Wracając mijamy plażowiczów zbitych w hałaśliwą, kolorową grupę. Niezmiennie zastanawiam się dlaczego, mając do dyspozycji tyle miejsca, rozbijają swoje obozowiska tak blisko siebie. Obecność ratownika tłumaczy matki z dziećmi. Ale reszta? Samotne kobiety pogrążone w lekturze błyszczących magazynów. Starsze panie w kapeluszach. Otyli Latynosi z wielkimi, przenośnymi lodówkami? Nie wyglądają na pływaków. Może więc chodzi o bliskość toalety, albo zwykłe lenistwo. Niektórzy nie zadają sobie nawet trudu, by dojść w pobliże wody. Rozkładają leżaki na wąskim kawałku piasku, vis a vis parkingu. Raz widziałam kobietę, która opalała się na krzesełku postawionym na betonie. Między samochodami. Sądząc po zaawansowaniu umoszczenia- radyjko, butelka z wodą, gazeta, ręcznik – spędziła w tych pięknych okolicznościach przyrody dłuższą chwilę. Chociaż kilka metrów dalej iskrzył błękit oceanu, szumiały trawy i mewy polowały na okruchy z ludzkiego stołu, wolała warować przy śmierdzącym aucie. Brak wrażliwości tubylców bywa zatrważający. I chyba nigdy nie przestanie zadziwiać. Wolność wyboru-jak pisał klasyk- boli.

Pamiętając polskie plaże w sezonie- koc przy kocu, potyczki na spojrzenia, syknięcia błyszczących ciał
w bikini, gdy przebiegające dziecko posypało brązowe łydki solą piasku- rozkoszuję się przestrzenią ocaloną od konsumentów. Dosięgam palcami ciepłego brzucha świata. I wyobrażam sobie, że zawsze mam czas..

Wyobraź sobie że zawsze masz czas
Nie musisz jeść i nie trzeba też spać
Nie trzeba myśleć nie trzeba się bać
Nie trzeba nic tylko trzeba mieć czas


Tekst i fotografie: Weronika Kwiatkowska
Napisz do autorki: podwojne_zycie_weroniki@yahoo.com

*Lech Janerka, Wyobraź sobie.
www.weronikakwiatkowska.com

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *