DPS

Moje podróże po Rosji: Kamczatka cz. 1

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Wieś Łazo na tle Tołbaczika

Kamczatka to zadziwiający swoją niezwykłą urodą i niespotykanymi krajobrazami, ogromny półwysep wcinający się w wody morza Ochockiego i Beringa, położony na wschodnim korańcu Rosji. Stąd nawet Władywostok wydaje się zachodnią metropolią, bo leży 1500 km na zachód właśnie, plus może jedna rumba na południe. Słońce wschodzi tu 9 godzin wcześniej niż w Moskwie, a nawet o 2 godziny przed wspomnianym Władywostokiem. O 11-o godzinnym wyprzedzeniu czasu warszawskiego, przez wzgląd na inteligencję czytelnika nawet nie wspomnę.

Wspominam statystykę czasową, bo ów 11-o godzinny przeskok, okazał się wielkim szokiem dla mojego zmysłu określającego kierunki i strony świata.

Sam półwysep ma charakterystyczny wydłużony kształt ostrogi o długości 1200 km, szerokości do 480 km i pow. 370 tys. km2. To tam bodzie niebo idealny stożek najwyższego czynnego wulkanu Eurazji – Kluczewskiej Sopki (4750 m n.p.m.).

Na Kamczatce znajduje się najwięcej na świecie czynnych wulkanów. Doliczono się ich tam, aż 29. Oczywiście pojęcie „wulkan czynny” nie oznacza, że bezustannie wyrzuca pył i lawę. Kilku- lub kilkudziesięcioletnie okresy bezczynności są przerywane wybuchami o różnej sile i składzie, a czasami „tylko” wstrząsami tektonicznymi, lub innymi zjawiskami wulkanicznymi. Główny problem z wulkanami polega na tym, że nie potrafimy przewidzieć terminu i siły ich wybuchu.

Na tym dziwnym i pięknym skrawku globu można zaobserwować komplet zjawisk parawulkanicznych z ciepłymi źródłami, gejzerami, kwaśnymi jeziorami i rozległymi dolinami kalderowymi.

Dopiero w roku 1941, dosyć przypadkowo, odkryto unikalną na skalę światową (do tej pory znano tylko trzy, tj. Park Yellowstone-USA, Islandia i Nowa Zelandia) – Dolinę Gejzerów. Znajduje się tam kilkadziesiąt różnych gejzerów. Niektóre „włączają się” z regularnością szwajcarskiego zegarka co parę minut, inne wybuchają feerią barwnego wrzątku co kilka godzin, a jeszcze inne wyrzucają gorącą, błotną lawinę co kilka dni, albo pracują 15 sekund w każdej minucie. Są takie, które działają cichutko, są takie które ryczą i gwiżdżą, albo wydają dźwięk spotykany tylko w zepsutych muszlach klozetowych. Część Doliny Gejzerów jest zagospodarowana i udostępniona turystom. Można tam wygodnie dotrzeć helikopterem z oddalonego o 200 km Pietropawłowska.

Na obszarze całej Kamczatki w spokojnych, zielonych dolinkach, można natrafić na ciepłe źródła. Nieraz mały gorący strumyczek napełnia kolejne dziury w ziemi, tworząc ciąg naturalnych „wanien”, o różnych temperaturach wody. Często z dna bulgoce stworzone przez przyrodę jakuzzi. Ale nie zawsze wydobywające się bąbelki gazu, są nieszkodliwe dla zdrowia. Dlatego lepiej wstrzymać się od kąpieli, w nieopisanych źródłach.

W dolinie Gejzerów

Na Półwyspie Kamczackim występuje największe na świecie zagęszczenie niedźwiedzi. Mieszka ich tu kilkadziesiąt tysięcy. W środkowej części półwyspu stworzono specjalny ”Kronocki Rezerwat Niedźwiedzi”. Zamieszkuje tu niedźwiedź przypominający amerykańskiego Grizzli. Jest znacznie większy od naszych brunatnych misiów. Samice ważą 250 kg, samce do 400 kg, ale bywają i 600 kilogramowe egzemplarze.

Kamczackie misie z rezerwatów nie muszą się nikogo bać. Dlatego odpoczywają tam, gdzie im się akurat zachce. Najbezpieczniej Sspacerować po lesie, bezpieczniej jest w kilka osób i to prowadząc bezustanną spokojną rozmowę. Niedźwiedź niewidoczny w zaroślach, odejdzie wtedy z własnej woli. Lepiej na takiego misia nie nadepnąć, bo może się zezłościć. Rozsierdzony, Sstaje wtedy na tylnych łapach, wydając głuche odgłosy. Oj! Wtedy jest już źle. UcUcieczka w takiej sytuacji nie ma sensu. Misio biega z prędkością do 650 km/godz. Najlepiej jest stać i udawać przed dwu i pół metrowym potworem obojętność.

Ha! Łatwo powiedzieć!
Kamczacki niedźwiedź, nie sprowokowany raczej unika zaczepki. Jedzenia ma pod dostatkiem. Na wiosnę jest wegetarianinem. Zjada owoce i smaczne kamczackie jagody. W sierpniu przestawia się na dietę rybną, którą zapewniają mu płynące na tarło łososie. Jest za to bardzo ciekawy. Każdą nie znaną mu rzecz, chętnie by powąchał i dotknął łapą zaopatrzoną w pięciocentymetrowe pazury. Każdy pazur to niezmiernie skuteczny otwieracz do konserw. Szczególnie łase są misie na puszki ze sguszczonką, czyli słodzonym mleczkiem skondensowanym (oto przykład wyższości języka rosyjskiego). Kiedyś jeden zainteresował się naszym sprzętem pływajacym, pozostawionym na noc, natuż przy brzegu. Chwała Bogu mieliśmy zapasowy balon, bo ze starego pozostały kawałeczki superodpornej na rozdarcia gumy (duma rosyjskich chemików wojskowych), która dotychczas wielokrotnie – udanie zresztą – sprawdzała się na kamieniach porohów.

ślad młodego misia

Niezapomniane są noce w kamczackiej tajdze. Obóz trzeba grodzić linkami, na których wiesza się niepotrzebne akurat ciuchy. Wachta całą noc pali ognisko. Pomimo to, w pobliskich ciemnych krzakach coś zachowuje się z gracją czołgu, łamiąc mniejsze drzewka.
I dodatkowo to coś wydaje dźwięki przypominające jako żywo reklamę czołówkę filmów wytwórni Metro-Goldwyn-Mayer.

Jeden horror! Mr Hitchcock, gdyby żył, powinien przyjechać do kamczackiej tajgi, aby na uczyć się w tutejszej tajdze, się jak produkować jeszcze straszniejszebardziej przerażające filmy grozy. Mieliśmy na wyposażeniu „kałacha”, ale nigdy (na szczęście) nie musieliśmy go użyć.

Ze względu na brak przemysłu i słabo rozwinięte rolnictwo, woda
w rzekach i jeziorach jest bardzo czysta, co skwapliwie wykorzystują kolejne pokolenia łososi. Niezapomnianych wrażeń (szczególnie dla wędkarzy) dostarczają jesienne migracje łososi na tarło,
w górę kamczackich rzek. Woda dosłownie gotuje się od ruchu zwinnych i szybkich półmetrowych ryb. Jest to czas sytości dla wielu drapieżników zamieszkujących Kamczatkę, a także dla ludzi sporządzających zapasy czerwonego kawioru i łososiowego mięsa. W lasach występują sarny
i jelenie, brak zaś jest dzików i wilków. Na północy można spotkać renifery. Nad górskimi strumieniami mieszkają stada sympatycznych susłów, zwanych tu suslikami.

Środkową i południową część Kamczatki pokrywa tajga, a północne krańce i góry – tundra. Z ciekawych endemicznych roślin należy wspomnieć o pysznej i wielkiej jagodzie kamczackiej (krzaki wysokości człowieka,
a owoce o średnicy od 6 do 8 mm) – przysmaku niedźwiedzi. Charakterystyczna dla nizin jest też brzoza kamienna, wyglądająca jak drzewo wykute z białego marmuru. Mnóstwo endemitów (przeważnie b. kolorowych) pokrywa brzegi ciepłych źródeł i gejzerów.

Dla cywilizacji europejskiej Półwysep Kamczacki odkryli kozacy rosyjscy pod wodzą W. Atłasowa, w roku 1677. Pierwszą stałą osadę w miejscu dzisiejszego Pietropaw-łowska zakłada W. Bering w roku 1735. Wtedy Kamczatka przechodzi oficjalnie (wg kanonów dyplomacji europejskiej), pod berło carów rosyjskich. W owym czasie Kamczatkę zamieszkiwali Itelmeni (Kamczadałowie). Był to pradawny lud pochodzenia paleoazjatyckiego. Obecnie w zaniku. Zniszczyła ich wódka, na którą genetycznie nie są odporni. W przeciwieństwie do Europejczyków (czyt. Rosjan) uzależniają się już po kilkakrotnym (nad)użyciu trunku. Obecnie do narodowości „miejscowej” przyznaje się ok. 10 tysięcy autochtonów.

Rosjanie zamieszkujący Kamczatkę stanowią nieco inny niż na matieriku typ ludzi. Określiłbym ich typem trapera. Są bardzo samodzielni. Na Kamczatce (z wyjątkiem XVIII wieku) osiedlali się przeważnie dobrowolcy.
Za czasów sowieckich nie było tam GUŁAG-ów. Osadnicy swoje posiołki budowali w prostopadle przecinające się ulice, podobnie jak ich pobratymcy na amerykańskim Dzikim Zachodzie.

W kraterze wulkanu Awacza

Ciekawe, że mieszkańcy Kamczatki zęby mają własne i zdrowe do późnej starości, co wśród Rosjan jest cechą zdumiewającą.
Ta ostatnia cCecha ta wynika z wyjątkowej, rybno – kawiorowej diety,
a nie z wyjątkowonadzwyczajnie rozwiniętej służby stomatologicznej.

Po Pietropawłowsku poruszają się przeważnie samochody japońskie, z kilkunastoletnim rodowodem i kierownicą z prawej strony. Formalnie takiego auta nie można zarejestrować.
Jednak litera prawa nie jest tu ściśle przestrzegana i nawet milicyjne radiowozy też mają „prawą kierownicę”.

Najbardziej znanym i podziwianym na Kamczatce Polakiem jest Maurycy Beniowski. „Ten to był dopiero „kozak” – powiadają tutejsi. Historia jego kamczackiego romansu, uwięzienia i ucieczki, oraz dalsza kariera, jako króla Madagaskaru, jest tu powszechnie znana. Nasz hrabia i jego przygody (o tym, że był w połowie Węgrem nikt tu nie wie), są bardziej podziwiane w Pietropawłowsku, niż w Krakowie, czy Warszawie.

Kamczatka, to jakby część naszego globu cofnięta w czasie. Podziwiając wyjątkowo piękne widoki, odnosi się wrażenie, że wychylająca się zza drzew głowa tyranozaura nie wzbudziłaby zaskoczenia. Dymiące stożki wulkanów, gejzery i ciepłe źródła, nieskażona (jeszcze) przyroda, prawie codzienne trzęsienia ziemi.
To wszystko razem powoduje, że człowiek czuje się jak w Jurajskim Parku.

Tekst i zdjęcia: Grzegorz Morawski

One Response to Moje podróże po Rosji: Kamczatka cz. 1

  1. Maria May 10, 2013 at 5:45 pm

    Najbardziej znany jest raczej Benedykt Dybowski ,a Beniowski dopiero następny w kolejce.Itelmenów zniszczyła nie przede wszystkim wódka, którą im przywieźli Rosjanie ,ale ostre wynaradawianie, zabierano im hodowane przez nich psy,a więc nie mieli z czego żyć.Kamczadalowie to nazwa wymyślona przez europejczyków pozdrawiam

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *