DPS

“Zrywanie jabłek w Amesbury”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Jesień w Massachusetts, podobnie jak w kilku innych stanach, szczęśliwych z posiadania czterech pór roku, to czas zbiorów. Jednym z miłych amerykańskich zwyczajów są rodzinne wyprawy na pobliskie farmy po lokalne jabłka, gruszki, truskawki oraz dynie.

Czy zdarzyło Wam się kiedyś w ciągu godziny wypróbować kilku różnych gatunków jabłek tak, by szczegółowo poznać różnicę w ich smaku? Jeśli ktoś właśnie nabrał ochoty na degustację, polecam wycieczkę do Amesbury, małego miasteczka, które zasłynęło z wytwarzania konnych powozów, a obecnie ma swój polski klub oraz Polish Cooking Competinion. Warto jednak odwiedzić je nie tylko z powodów patriotycznych (czy są jeszcze jakieś miejsca w US, w których nie słyszano o pierogach?). Przede wszystkim po to, by wspiąć się na wzgórze Cider Hill Farm i prosto z drzew w licznych alejkach sadu zerwać trochę jabłek (za które potem, naturalnie, w farmerskim sklepie trzeba będzie zapłacić odrobinę więcej niż w supermarkecie, ale warto). Cortland, Gala, Macoun, Macintosh, a wśród tych ostatnich odmiany Ruby, Pionier i Linda itd. – naprawdę jest w czym wybierać.

Tegorocznym odkryciem jednego ze stałych amerykańskich bywalców farmy, który dotąd był jednoznacznie entuzjastą i wyznawcą jabłek o nazwie Honey Crisp, oraz moim (neofitki, przekonanej dotąd o tym, że jabłka istnieją na świecie od jego zarania i na pewno nie są niczym nadzwyczajnym) są Kid Gala – soczyste, chrupkie, nie za bardzo słodkie, ale też nie kwaśne, o mocno owocowym, wyrazistym, chociaż delikatnym smaku
i aromacie. Pierwsze jabłka w Polsce pojawiły się podobno 800 lat p.n.e. (nasiona jabłoni, prawdopodobnie leśnej, znaleziono w Biskupinie). Do Ameryki Północnej nasiona jabłoni uprawnej dotarły około 1620 roku.
Jako pierwszy w świecie o zdrowotnych właściwościach jabłek wspominać miał Hipokrates (VI w. p.n.e.).

Warto też przyjrzeć się, jak lokalni hodowcy z Cider Hill, francuskim wzorem „kierunkują” drzewa, by rosły
w nieco inny sposób niż się do tego przyzwyczailiśmy… Dzieci trzeba uprzedzić, że na drzewa, niestety, wspinać się tu nie wolno.

Cider Hill Farm to jedna z kilku oferujących apple picking farm w Massachusetts, które na pewno nie słynie
z rolnictwa. Widok krowy na polu, sadów czy biegających swobodnie kurczaków należy tu do rzadkości.
Farmę Cider Hill warto wybrać ze względu na malownicze okolice, pięknie położony i naprawdę rozległy sad (blisko 70 akrów), sympatyczną historię powstania (właściciele pobrali się w 1981 roku i jabłonie w sadzie zasadzili
w czasie swojego miodowego miesiąca), kompleksową ekologię (wykorzystuje się tu energię wiatru oraz solarną), a także ładną aranżację i bogatą ofertę sklepu.

Obok półek pełnych domowych dżemów i innych przetworów oraz mnóstwa tzw. zdrowej i ekologicznej produkcji z okolic, a także świeżej lokalnej żywności, w tym wytwarzanego tutaj miodu, urokliwa Cider Hill Farm ma do zaoferowania jeszcze jeden przysmak – posypane cynamonem hot sugary cider donuts, których ciasto posiada w swych ingrediencjach sok z jabłek z tutejszego sadu, co sprawia, że bez żadnej przesady można nazwać te ciastka wyjątkowymi. Najlepiej oczywiście smakują na ciepło, „prosto z maszyny”, którą można podziwiać na terenie farmerskiego sklepu.

A w drodze powrotnej można porozmyślać o podobieństwach i różnicach pomiędzy szarlotką a amerykańskim apple pie czy apple crisp. Ktoś pokusiłby się o to, żeby podać „pięć szczegółów, którymi różnią się te dwa obrazki”? Poza tym, że okrągła amerykańska szarlotka urasta do rangi narodowego symbolu?

Tekst i zdjęcia: Lidia Gruse


Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *