DPS

“Tysiąc poranków i jeden wieczór z Mary Oliver”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Mary Oliver. Fot. Rob Howard.

Nakładem The Penguin Press ukazał się nowy tom wierszy Mary Oliver „A Thousand Mornings”.
Oliver, uznawana za jedną z najlepszych współczesnych amerykańskich poetek, pisze o drobnych, codziennych zdarzeniach oraz nie-zdarzeniach. O swoim psie, którego już nie ma, muzyce, którą słychać w lesie, gloriach tysięcy poranków i o liściach, które dzięki jej pełnemu uwagi i przenikliwości spojrzeniu ukazują się czytelnikowi w postaci cudów i budzących świadomość pytań. Poezję Oliver wiele łączy z twórczością Wisławy Szymborskiej.

W podróży promującej publikację Mary Oliver dotarła w ostatnią środę października do Bostonu. Massachusetts, skąd Oliver pochodzi i gdzie mieszka (w Provincetown), przyjęło w swej stolicy poetkę i jej czytelników
w Museum of Fine Arts, które już na dwa tygodnie przed spotkaniem sprzedało wszystkie bilety. Na szczęście instytucja ma również w ofercie wolny wstęp na projekcje wideo ze spotkań i wykładów; odbywają się one
w sąsiedniej sali, w czasie rzeczywistym, co pozwala do pewnego stopnia wziąć udział nawet w najbardziej popularnych spotkaniach.

***
Mary Oliver debiutowała prawie 20 lat po polskiej noblistce, w 1963 roku. Opublikowała kilkanaście tomików poetyckich i trzy książki prozatorskie. Zdobyła wiele poetyckich nagród, w tym w 1984 roku Nagrodę Pulitzera. Sekret Oliver oraz jej poezji wydaje się polegać na tym, że zdają się tak zwyczajne, iż prawie całkiem niepozorne, niepozorność ta ma w sobie jednak siłę, prawdę i intensywność, do których dojście zajmuje nielicznym, którym się to udaje, długą drogę. Przykład? W jednym z wierszy ze wspomnianego tomiku morze przyjmuje panią, schodzącą na jego brzeg z pełnym rozterki i poczucia nieszczęścia pytaniem o to, co powinna zrobić, wypowiedzianymi „jego miłym głosem” słowami: „Przepraszam, mam mnóstwo pracy”.

***

Takie właśnie połączenie mistycyzmu i zdrowego rozsądku, humoru, pogodnej autoironii, czasem na skraju rozpaczy, w obliczu świata, który nie jest dany na zawsze, a więc może warto przyglądać mu się uważniej i zamiast liczyć na rzeczy i sprawy, podpowiadane nam przez ambicje, spróbować policzyć liście na drzewie w ogrodzie… charakteryzuje głos Oliver. Często zwracający się do swojego czytelnika intymnie, w drugiej osobie, „Nadążasz za mną?”.
By nadążyć, należy sobie pozwolić na znalezienie się wewnętrznie w miejscu zbliżonym do tego, w którym właśnie przebywa poetka.
Nie jest to łatwe, ale tajemnica poezji polega m.in. na tym, że czasem wiersz umożliwia taką zmianę mimochodem, bez dużego wysiłku
z naszej strony. Wydaje się, że energia właściwie dobranych słów ma moc przenoszenia w takie miejsce wewnątrz. Tym większą, im lepiej wiersze są napisane – i im lepiej odczytane, a Mary Oliver należy akurat do tych poetów, którzy własne utwory czytają naprawdę świetnie.

Fot. Lidia Gruse.

Podobnie jak w trakcie odczytywania poezji na głos, Mary Oliver nie jest w swej twórczości sentymentalna ani emocjonalna (ostatnie wydaje się trudniejsze do osiągnięcia). Z Szymborską wydaje się ją łączyć stoickie zadziwienie światem. Nie eksponuje swojej homoseksualnej orientacji. Nie jest nadmiernie chłodna czy analityczna ani nie pobudza bezużytecznie wyobraźni, by uczynić coś bardziej interesującym niż jest.

TRZY RZECZY DO ZAPAMIĘTANIA

Póki wciąż tańczysz, możesz
łamać zasady.
Czasem łamanie zasad jest tylko
ich poszerzaniem.

Czasem zasad nie ma.

Jest za to bliska życiu, naturze, stawia pytania, dotyka bolesnych tematów, prawie zawsze kończąc jednak wznoszącą się nutą i oddaje wiernie pragnienie człowieka, który, jak w innym utworze z tomiku, doprasza się o możliwość spędzenia reszty czasu w górskiej pustelni, gdzie może nawet doznałby jakiegoś objawienia, w najszczerszej intencji, a jednocześnie zamierza pozostać dokładnie tam, gdzie właśnie jest. „Zrozumieliście?”

***

Po półtorej godziny odczytywania własnych wierszy, przetykanego komentarzami w rodzaju „ten muszę przeczytać, bo inaczej mi się dostanie” albo „o, wtedy byłam naprawdę bystra”, Mary Oliver nie wygląda na zmęczoną. Pytania, które padają z sali, dopełniają obrazu osoby skromnej, ze zdrowym poczuciem humoru, zdystansowanej, poważnej i z pełną odpowiedzialnością kochającej świat pomimo wszystko.

Z sali pada kilka pytań, m.in. o ulubiony utwór poetki. Po próbie „wymigania się”, Mary Oliver przyznaje, że jest pewien wiersz 13-wiecznego perskiego poety, Rumiego. Cytuje: There are hundreds of ways to kneel and kiss the ground… Początkującym poetom poleca „randki z własnym kreatywnym umysłem”, czyli nieugiętą dyscyplinę, lekturę wielu książek, szukanie autorów, których naprawdę polubią, oraz nieimitowanie nikogo. Oliver przyznaje, że odnalezienie własnego głosu zajęło jej naprawdę dużo czasu – w związku z czym przywiązała się już do niego i nie doświadcza pokusy, by pisać inaczej. Co do dyscypliny zaś, według poetki wystarczy 20 minut dziennie, by napisać wiersz. Jak ktoś „nie ma czasu”, może wstać wcześniej.

Co najbardziej zaskoczyło ją w starości? (Oprócz tego, że własne kolana.) You get older, but your spirit doesn’t, mówi. Przyznaje również, że mimo formalnego uczestnictwa w konkretnej duchowej praktyce, nie jest przywiązana do żadnej religii. I’m sure that God has many names and I wish I could know them all. Zaprzecza, jakoby była optymistką. Martwi ją we współczesnym świecie wiele rzeczy. Chciałaby, by ludzie bardziej go kochali, zdali sobie sprawę z tego, że jest święty.

***

By otrzymać autograf, po spotkaniu ustawiam się w długiej kolejce. Gdy w końcu podsuwam egzemplarz, który ma być prezentem, słyszę Thank you. Starsza pani unosi wzrok i napotykam bardzo przytomne spojrzenie. Dokładnie w momencie, w którym myślę, jak jestem wdzięczna za dzisiejsze czytanie i spotkanie, ale kolejka jest naprawdę długa, a Mary Oliver pewnie już zmęczona i ma dość wysłuchiwania swoich czytelników, mówię zatem również Thank you i myślę sobie, jak byłoby inaczej, gdybyśmy naprawdę byli w stanie z całym światem przeprowadzać szczerze codziennie tylko właśnie takie rozmowy.

Lidia Gruse

W tekście wykorzystano wiersz Mary Oliver „Three Things to Remember” z tomu „A Thousand Mornings”, The Penguin Press New York, 2012, tłumaczenie własne.

One Response to “Tysiąc poranków i jeden wieczór z Mary Oliver”

  1. Marta Gmurczyk June 20, 2016 at 12:06 pm

    Bardzo, bardzo dziekuje za ta piekna refleksje. Spedzam ostatnio duzo czasu z Mary Oliver a nigdy nie mialam okazji Jej spotkac. Pozwolilam sobie zacytowac fragmenty tej tak swietnie napisanej refleksji na moim blogu. Marta

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *