DPS

“Rockport i Newburyport – ocean w dwóch odsłonach”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Podobno przynajmniej raz w roku trzeba wybrać się gdzieś, gdzie jeszcze nigdy się nie było. W miejsce nowe
i nieznane, by odpędzić nawyki, rozbić mentalną skorupę, którą obrastamy. W Rockoport byliśmy latem przez pomyłkę – tak naprawdę mieliśmy jechać do Newburyport, ale pomyliliśmy nazwy. Szczęśliwie, bo w Rockport latem jest bardzo kolorowo. Zimą za to pojechaliśmy do Newburyport.

Dwa miasteczka rybackie na North Shore – Rockport i Newburyport – mają, mimo podobieństw nie tylko
w nazwie, odmienne charaktery. Rockport wyróżniają skalista linia brzegowa, najeżone granitem plaże i widok na dwie latarnie, najstarsze działające „bliźniaczki” w Nowej Anglii. Newburyport – flea market i latarnia, która jest chyba najmniejszą amerykańską restauracją. Oba znane są też ze staroświeckiego szarmu, portów, przytulnych galerii i tłumów w sezonie.

Rockport. Nabrzeżne sklepiki i galerie.

Rockport. Nabrzeżne sklepiki i galerie.

Rockport to co prawda nie artystyczna kolonia Rocky Neck, podobnie jak Rockport, położona na malowniczym półwyspie Cape Ann – miejsce, gdzie żyli i tworzyli m.in. Winslow Homer, Edward Hopper i inni amerykańscy pionierzy ilustracji wiejskiego i miejskiego amerykańskiego stylu życia. Ma jednak kulturalny klimat
i społeczność, a rzemiosło i sztuka ładnie wpisują się małymi galeriami i pracowniami artystów w nadoceaniczny krajobraz. Rockport Art Association z 1921 r. jest jedną z najstarszych tego typu organizacji w całej Ameryce.

Rockport z trzech stron otacza Atlantyk, gdzie mieszkańcy poławiają do dziś – głównie homary. Przez wiele lat wielu z mieszkańców miało szwedzkie albo fińskie pochodzenie – przodkowie z tych nacji przybyli tu do pracy przy granicie. W czasach rewolucji przemysłowej skaliste Rockport było głównym dostarczycielem kamienia.

Rybackie krajobrazy Rockport.

Rybackie krajobrazy Rockport.

Ze skał w Rockport oglądać można Twin Lights, czyli dwie latarnie na wyspie Thacher, w których od 200 lat pali się światło. Latarnie powstały pod auspicjami Brytyjczyków w 1771 r., jako jedenasta i ostatnia para na Atlantyku. Podwójne światło pozwala na skomplikowaną sygnalizację, a intrygujący widok urozmaici najbardziej kiczowaty zachód słońca. Na uwagę w Rockoport zasługują także zwykłe domy – można tu obejrzeć cały przegląd stylów, od posesji z czasów kolonialnych, poprzez czerwone rybackie budowle (Motif Number 1), po dworki ze złotego wieku.

Twin Lights. Widok z Rockport.

Twin Lights. Widok z Rockport.

Malownicze zakątki Rockport

Malownicze zakątki Rockport

Jesienią odbywa się tu największy w Nowej Anglii HarvestFest, pod gigantycznym namiotem, gdzie kryją się wszelkie odmiany świeżych produktów z całego Cape Ann. Festiwal to także prezentacja lokalnych organizacji non-profit, muzyka i sztuka na żywo oraz wystawa strachów na wróble. A latem Rockport to przede wszystkim idealna kombinacja światła, wody, skały, ciepła, wiatru i koloru.

***

Teraz zima. To nieprawda, że nie ma nic smutniejszego nad nadmorskie miasteczka poza sezonem. Jest masa spraw smutniejszych, a owe miasteczka, przynajmniej Newburyport, zimą nabierają po prostu bardziej surowego i melancholijnego charakteru. One tylko wyglądają, jakby zapadły w sen.

Pustki w butikach i sklepach ze starzyzną. W jednej z galerii sztuki trafiam na kilkoro gości, smaczne miniciasteczka i wernisaż Winter Members Juried Show 2013. Większość obiektów to obrazy olejne, przedstawiające wyludnione, zaśnieżone Newburyport. Wśród artystów, oferujących swoje kursy w ramach owej lokalnej galerii i stowarzyszenia, jest malarz o polskim nazwisku. Wzdłuż wybrzeża spacerują pojedyncze pary; część wygląda, jakby przyjechali tutaj na blind date.

Przez szybę jednej z galerii w Newburyport

Przez szybę jednej z galerii w Newburyport

Newburyport. Na zmarzniętym stawie - trochę zabawy i koloru

Newburyport. Na zmarzniętym stawie – trochę zabawy i koloru

Lekko surrealny pozasezonowy klimat w Newburyport daje o sobie znać m.in. przy małej morskiej latarni, która została restauracją z jednym stolikiem, na samym szczycie. Kwintesencją samotności, egoizmu lub snobizmu. Dyskutujemy o tym chwilę, zastanawiając się, czy pary z socjofobią również się kwalifikują, lub też sparowani romantycy w termostrojach. Tam dopiero musi wiać!

Podobno dobrze jest wybrać się nad ocean albo choćby morze, kiedy ma się poczucie straty. Wielka woda wyrzuca na brzeg masę rzeczy; możliwe, że kryją się wśród nich te, których akurat szukamy?

W Newburyport tuż nad wodą rozsiadł się bungalow z szyldem „OLDIES MARKETPLACE”. Wnętrze flea marketu i najbliższa okolica przypominają o historiach zatopionych statków i podniszczonych skarbów, ukrytych pod wodą, dryfujących w stronę wybrzeża albo wyrzuconych z przypływem na ląd. Zaglądam tylko w wielkie drewniane hale i korytarze, zadając sobie nieufnie pytanie, ile z tych przedmiotów pochodzi z kradzieży czy przemytu. Jest tu prawie pusto, kilka osób przemyka pomiędzy kanapami i lampami z designem jakby wprost z pokładu okrętu z „Wyspy skarbów” albo z „Titanica”. Pani z plikiem kartek w rękach notuje ceny posągów, rzeźb, dekoracji. Zauważam kilka okazałych popiersi Buddy, wykonanych z kamienia.

Newburyport. Śniadanie w morskiej latarni - na telefon.

Newburyport. Śniadanie w morskiej latarni – na telefon.

Flea market w Newburyport

Flea market w Newburyport

Co przypomina mi o pewnej opowieści, może nie do końca buddyjskiej, ale jak by nie było, dotyczącej oceanu.
Przepraszam najmocniej – rzekła jedna morska ryba do drugiej – jest pani starsza ode mnie i bardziej doświadczona, pewnie będzie mi pani mogła pomóc. Proszę mi powiedzieć, gdzie mogę znaleźć to, co nazywają oceanem? Słyszałam, że to absolutnie niezwykłe miejsce. Szukałam już wszędzie, bez rezultatu.
Oceanem jest miejsce, w który teraz pływasz – odparła stara ryba.
Oooch, to tylko woda… ja szukam oceanu – powiedziała cicho młoda ryba i odpłynęła, by szukać gdzie indziej.

Jak mówi pewien sufi, the fish in the ocean never gets thirsty.
W tym metaforycznym i tym całkiem konkretnym planie chodzi także o to, że ocean, skąd wszystko przyszło i dokąd być może wróci, może pomóc nam np. przestać się smucić. Ukoić rytmem, szumem, nastroić do harmonii. Wygładzić bryzą twarze, dać odpocząć mięśniom oczu. Może zabierać ze sobą to, co niepotrzebne, nadmiarowe, a oddać, co zagubione w nas samych.

A przy okazji, jeśli można tak powiedzieć o czymś, czego zwykle nie widzimy – jakie piękne powietrze.

Tekst i zdjęcia: Lidia Gruse

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *