DPS

Stany skupienia

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

DSC_0005w

Styczeń 2012

Jeszcze zima. Dni roztapiają się jak czarne bryły śniegu. Wyciekają strużkami zimnego potu. Zastygają
w kącikach ust. Odrywam zamarznięte mięso godzin. Ślizgam się po powierzchni czasu. Po kostki w styczniu.

Jestem chora na wszystko
I jak pies kulawy szczekam
Jestem chora na wszystko
Chorobę mam na powiekach*

I znowu pierwszy. I żona Jerrego staje w drzwiach. W tej swojej rudej trwałej. W tej swojej burej kufajce.
Wyciąga znaczoną plamami wątrobowymi dłoń i ślini palec, licząc wydarte z portfela setki. Oj kryzys, kryzys- kiwa z ubolewaniem głową. A potem z błyskiem w ptasim oku, chowa do kieszeni rent i puka do drzwi sąsiadów.
Trzeci jeździec apokalipsy.

Wieczorem spaceruję uliczkami Ridgewood. Zamarznięte hałdy śniegu, jak styropianowe dekoracje.
Zima w różnych stanach skupienia. Tężeje. Roztapia się. Wyparowuje. I znowu. W żółtych prostokątach okien pulsuje życie. Za szybą. Zasłoną. Drzwiami. W domach cuchnących ludźmi. Zwierzętami. Zupą. Seksem.
W przestrzeniach zniekształconych bibelotami z 99 cents. Z ryczącym okiem telewizora. Z Matką Boską w koronie
z lampek choinkowych. W kwileniu dzieci, podobnych do swoich młodych matek. O śniadych twarzach. Nieprzytomnym spojrzeniu. Grymasie uśmiechu w cieniu meszku nad górną wargą. Często je mijam. Pchające wózki. Ciągnące za rękę swoje odbitki. Sadowiące się w wagonach metra. Kwoki z małymi. Zwykle są same. Mężczyźni w pracy. Albo z innymi kobietami. Bo latynoscy kochankowie nie są wierni. Wcześnie się żenią.
I wcześnie odchodzą. Zostawiają po sobie dzieci. Jak niedopałki papierosów. Puste szklanki. Torebki po chipsach.

DSC_0277

Pod sklepem bałkańscy emeryci. Nie piją. Nie palą. Stoją sztywno. Z rękami w kieszeniach. I rozmawiają.
Słowa spadają na płyty chodnika. Prosto pod nogi. Niektóre brzmią znajomo. Mrugają, jak neon reklamujący polskie piwo. Jesteśmy jedną, wielką rodziną. Mamy zacięte białe twarze i krwawą historię, której nigdy sobie nie opowiemy.

Nigdy nie będziemy jak Bonny i Clyde
Ani orłem ani reszką
Będziemy jak ten deszczowy maj,
Jak ci wszyscy brzydcy ludzie z Tesco*

Zamknięci w jaskiniach z migającym ekranem monitora kreujemy światy równoległe na portalach społecznościowych. Wszechobecny Facebook. Fejs-bóg. Zawładnięci iluzją wspólnoty. Wysyłamy komunikaty. Trwamy w nieustającym monologu. Stroszymy piórka. Wypinamy pierś do orderów łaskawych komentarzy.
I tak łatwo dajemy się zwieść. Podkręconemu w Photoshopie światu. Swojej i cudzej wersji drugiej. Poprawionej. Nasz wirtualny profil to twarz sfotografowana tylko z jednej strony. Nie wolno o tym zapominać.
I lepiej się nie przyzwyczajać. Chociaż może, jak pisał Cioran: skoro wszystko jest iluzoryczne, to rzeczywista jest właśnie iluzja?

*Strachy Na Lachy

Tekst i fotografie: Weronika Kwiatkowska, Nowy Jork 2010

Napisz do autorki: podwojne_zycie_weroniki@yahoo.com

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *