DPS

“Dźwięk ciszy w Vermont”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Drogi prowadzą wzdłuż krętych rzek

Drogi prowadzą wzdłuż krętych rzek

Istnieje wiele rodzajów ciszy: żywa, lekka, wibrująca radością albo głucha, ciężka, martwa. Pełna napięcia i lęku albo zrozumienia i godności. Cisza, która dzieli i taka, którą można dzielić z innymi. Jest cisza przed burzą i – jak można się było przekonać w historyczny już lutowy weekend – cisza po (śnieżnej) burzy.

W ten właśnie weekend wizyta w klasztorze Benedyktynów w Vermont pozwoliła mi usłyszeć jeszcze inną ciszę. Drogi na szczęście były w pełni przejezdne, szybko znaleźliśmy się więc u stóp Green Mountains, a po ataku zimy w samochodzie było cieplej niż w domu.

***

W Zielonych Górach (będących częścią Appalachów i wysokich do 1339 m n.p.m.) zima schowała pod dywanem śniegu mniej piękne detale i uspokoiła krajobraz. Vermont w porównaniu z Massachusetts jest jednak stanem dość ubogim i nawet przysłonięty śniegiem odkrywa to w architekturze, zabudowie, wielkości miast i spowolnionym rytmie, w jakim zdaje się biec tu życie.

To tutaj po raz pierwszy widzę w Ameryce przyczepy kempingowe przerobione na domy i całe miniosiedla truck trailors, czyli wąskich domów z ciężarówek, z których wieje biedą. Wśród lokalnych atrakcji, poza pięknymi górami, jeziorami i syropem klonowym, z którego słynie Vermont, oraz jego muzeum (New England Maple Museum w Pittsford), natrafić tu też można na takie osobliwości, jak żelazny most nad rzeką i doliną, przez chyba zrozpaczonych lokalnych specjalistów od turystycznego marketingu ochrzczony „Małym Wielkim Kanionem Vermont”.

Country Stores, które mają sprzedawać oryginalne lokalne towary, te same, co w 1946 roku, okazują się również głównie marketingową kreacją, nawet jeśli bardziej zgodną z rzeczywistością niż wspomniany most. Owszem, jest tu parę zabawek dla dzieci, które były dostępne na rynku w latach 50. (jak „Melody Harp”, która mnie absolutnie zachwyca), są pyszne lokalne sery, dżemy i inne przetwory, których można do woli próbować, cukierki w słoikach, ale również czarne metalowe anioły z Malezji i inne produkty bynajmniej nie lokalnego,
a nawet nie amerykańskiego pochodzenia.

Wnętrza Country Stores kryją na przykład zabawki z lat 50.

Wnętrza Country Stores kryją na przykład zabawki z lat 50.

Weranda Country Store

Weranda Country Store

Po drodze, wijącej się wzdłuż rzeki, odkrywamy drewniane mosty o ciekawej konstrukcji – deski krzyżowo łączone na drewniane kołki. Drewno to wielkie bogactwo Vermont a stolarka to jedno z popularnych rzemiosł.
Z drzewa tworzy się tu wiele obiektów: od mostów i mebli, poprzez zabawki dla dzieci, po instrumenty muzyczne. Krytych mostów jest w Vermont ponad 100, wiele chowa się na poboczach głównych dróg. W ostatnich latach naprawiono i odrestaurowano połowę z nich i wiele znalazło się na liście National Register of Historic Places.

Oprócz lasów, w Vermont eksploatuje się marmury, granit, grafit, azbest oraz talk. Stan ów, na północy graniczący z Kanadą, przez wiele lat był obiektem rywalizacji pomiędzy Francuzami a Brytyjczykami, a jego wcześniejszymi mieszkańcami byli Indianie z plemienia Irokezów.

Jeden z blisko 100 krytych mostów w Vermont

Jeden z blisko 100 krytych mostów w Vermont

Interesująca konstrukcja mostu

Interesująca konstrukcja mostu

Aby móc powiedzieć o Vermont coś więcej, pewnie należałoby tu spędzić kilka miesięcy, w jednej z tych chwiejnych drewnianych posesji wzdłuż drogi, u podnóży gór, z dala od wszelkich sklepów, shopping-malli, innych domów, zapewne komórkowego zasięgu i internetu oraz – kto wie – może nawet i elektryczności?

A skoro już mowa o odosobnieniu…

***
Do ostatnich serpentyn pomiędzy wzgórzami i parkingu w środku zaśnieżonej pustki niczego się chyba nie spodziewałam, ale kiedy umilkł silnik i zaczęliśmy zakładać czapki oraz rękawiczki, usłyszałam ją wyraźnie.

Cisza. Cicha i czysta. Jak. Nigdzie. Indziej. Albo Jak Gdzie Indziej.

– Jak tu cicho – powiedziałam. – Tak, jesteśmy jedynymi istotami, które robią tu hałas – odparł mój towarzysz i na tym na razie zakończyliśmy wymianę zdań. A może nawet zaczęliśmy poruszać się trochę bardziej bezszelestnie.

Była to cisza zasypanej śniegiem górskiej doliny, ale nie tylko. Przyjechaliśmy do Weston Priory, wspólnoty Benedyktynów. Naprzeciw wyszło nam kilka drewnianych krzyży pośród niewielkich zabudowań, kaplica częściowo z kamienia – i bardzo milcząca obecność mnichów albo ich modlitwy. Niewidzialna obecność
z wysokiej ciszy.

Do końca naszego tu pobytu żadnego z mnichów nie zobaczyliśmy; z kalendarza w kaplicy wynikało, że mieli akurat odosobnienie. Dobrze jest spędzić w takim stanie i miejscu więcej niż chwilę, a więc usiedliśmy naprzeciw drewnianego ołtarza, wsłuchując się w ciszę. Z naszej własnej ciszy może uda się z tą tutaj zamienić słowo…

Wnętrze kaplicy w Weston

Wnętrze kaplicy w Weston

Galeria mnichów z Weston Priory

Galeria mnichów z Weston Priory

***
Opactwo w Weston zasłynęło wiele lat temu z religijnych piosenek, które mnisi nagrywali i które przyniosły im spory dochód. Proste dźwięki, teksty zwykle rozwijające któryś z wersów z psalmów, albo z ewangelii, styl jakby country & western, ale przy tym wszystkim nieoczekiwana jakość głosów. Wibracja, która zwraca się prosto do jakiegoś nieużywanego na co dzień organu percepcji. Może to serce?

Mnisi robią również wypały i lepią z gliny, kaligrafują, fotografują, malują… a ich ceramiczne wyroby, a także nagrania, filmy, kaligrafie, fotografie kupić można w małym sklepiku przy kaplicy, połączonym z galerią
w piwnicy.

Historia na marginesie: w latach 70. za ceramikę we wspólnocie odpowiedzialny był brat Thomas Bezanson. Ceramikę brata Tomasza znaleźć można w kolekcjach największych muzeów na świecie. Podobno miał on zwyczaj wyrzucać większość swojej produkcji jako nieudaną. Zaczął w 1953 roku, po studiach artystycznych, na sześć lat przed przyłączeniem się do zakonu, i zmagał się z ceramiczną materią przez ponad 40 lat; jeden z autorów książki o jego twórczości zestawia te zmagania z walką Jakuba z aniołem, w której brat Tomasz zmierza do duchowej transformacji. Jego oszczędne w formie dzbany i wazy mają szlachetne kształty i rysy lekko japońskie; szkliwa są również jego oryginalną pracą. Drugim fakultetem brata Tomasza była filozofia.
Jej również nauczał we wspólnocie w Weston.

Weston 6

Weston Priory

Weston Priory

Inna historia na marginesie: Gregory Norbet, kompozytor i jeden z głównych głosów Weston Priory, opuścił monastyczną wspólnotę, by ożenić się z piękną malarką ikon (oraz ogólnie rozpoznawalną i utytułowaną artystką). Komponował dalej, ale sukcesu braci już nie powtórzył… O malarstwie religijnym mówi jednak pięknie: “To be drawn to prayer through sacred images is to let the Divine to look deeply and compassionately into our lives”.

Do Weston Priory można przyjeżdżać także, by samemu doświadczyć monastycznego życia oraz by pobyć tam przez kilka dni jako gość, uczestnicząc np. we wspólnych modlitwach czy pracy. Tu wypada chyba zakończyć – jak na tekst o ciszy padło już za dużo słów.

Tekst i zdjęcia: Lidia Gruse

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *