DPS

“Metoda OPOL – doskonałe rozwiązanie dla rodziców pochodzących z różnych krajów ” – rozmowa z Aneta Nott-Bower, mamą i logopedą z Manchesteru.

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Aneta

Aneta Nott-Bower

Aneta Nott-Bower mieszka ze swoim mężem (Anglikiem) i dwójką dzieci od dziesięciu lat w Manchesterze na północy Anglii. Z wykształcenia jest logopedą, studiowała na Akademii Pedagogiki Specjalnej
w Warszawie, gdzie również wykładała specjalizując się w tematyce dwujęzyczności. Wraz z mężem wychowują swoje dzieci (córka 8 lat, syn – 4 lata) od ich urodzin w dwóch językach: polskim i angielskim, stosując metodę OPOL. Jak się okazuje, jest ona doskonałym rozwiązaniem dla rodziców pochodzących
z różnych krajów, pragnących wychowywać swoje dzieci w dwujęzyczności i dwukulturowości.

Na czym polega metoda OPOL?

W skrócie można określić tę metodę jako “jedna osoba – jeden język”, czyli w naszym przypadku ja zawsze porozumiewam się z dziećmi po polsku, a mąż zawsze po angielsku. Z mężem rozmawiamy po angielsku, angielski jest też językiem otoczenia. Wybór tej metody narzuciła nam nasza sytuacja życiowa, ponieważ jesteśmy małżeństwem mieszanym, czyli reprezentujemy inne narodowości, języki i kultury.

Dla każdego rodzica naturalna jest chęć porozumiewania się z dzieckiem w swoim języku ojczystym i to w ten sposób najłatwiej jest nawiązać więź emocjonalną, która stanowi fundament na całe życie dziecka. Mimo, że dobrze znam angielski, nie wyobrażałabym sobie mówienia do moich dzieci w innym języku niż polski, gdyż to właśnie w nim najłatwiej wyrażam emocje.

Dzięki zastosowaniu metody OPOL, oboje rodzice w małżeństwie mieszanym mają jednakowe szanse przekazania dziecku swego języka i kultury przez naturalny kontakt w języku ojczystym.

Metoda OPOL głównie sprawdza się w przypadku małżeństw mieszanych. Jakie są wartości tej metody?

Korzystając z tej metody dziecko dostaje zawsze prawidłowe, „native-like” wzorce językowe i dzięki temu ma większą szansę mówić w obu językach bez obcego akcentu. Ma ono również jasno wytyczone granice pomiędzy językami, co zapobiega ich mieszaniu. Nawet nie musimy operować terminami „polski” czy „angielski” tylko „jak mówi mama/tata”. Jest to bardzo wygodne szczególnie na początku dwujęzycznego rozwoju dziecka, kiedy słownictwo jest jeszcze ograniczone. Ja do tej pory używam tej terminologii, aby w łagodny sposób poprawiać dzieci, gdy czasem zdarzy im się „pomieszać” języki czy użyć niewłaściwego języka do danej osoby. W tej sytuacji nie mówię nic innego tylko pytam: „a jakby to mamusia powiedziała?”. W ten sposób dziecko nie czuje się skarcone, a my osiągamy swój cel, czyli poprawienie błędu dziecka.

Metoda OPOL ma niestety też swoje wady. Na początku swojego życia dziecko spędza najwięcej czasu z matką, szczególnie, gdy jest to mama na pełen etat. Wtedy naturalnie język matki rozwija się szybciej i staje się dominujący. Lecz w momencie pójścia dziecka do przedszkola lub szkoły sytuacja diametralnie się zmienia. Długie godziny spędzone w szkole (w Wielkiej Brytanii to 6,5 godz. zegarowych dziennie) i rosnąca rola rówieśników prawie zawsze powodują, że język większościowy, czyli w naszym przypadku język męża, staje się dominujący. Wtedy ta jedna osoba reprezentująca język mniejszościowy w metodzie OPOL, czyli w naszej rodzinie ja, przestaje wystarczać. Dodatkowo dziecko zdaje sobie już w tym wieku sprawę, że rodzic reprezentujący język mniejszościowy i tak zna język większościowy i motywacja do mówienia w języku mniejszościowym spada jeszcze bardziej.

Jest jednak na to pewna rada. Gdy dzieci podrosną i oba języki mają dobrze ustalone można z metody OPOL przestawić się na metodę „jeden kontekst – jeden język” ML@H, w której językiem mniejszościowym posługują się wszyscy w domu, a język większościowy używany jest poza domem. Czyli w naszej sytuacji cała rodzina będzie mówić po polsku, a język angielski będzie dominował poza domem. Stać się tak może oczywiście tylko dzięki przychylności anglojęzycznego partnera i jego wielkim wsparciu.

Jak Pani dzieci reagują na tą metodę? Czy widzi Pani jej efekty?

Dzieci reagują na nią dobrze, właśnie ze względu na tę naturalność. Skoro mama pochodzi z Polski to oczywiście, że mówi do mnie po polsku, a tata mówi w swoim języku. Oczywiście najlepiej, gdy dzieci przyzwyczają się do takich wzorców zachowania językowego już od urodzenia. Nie znaczy to jednak, że raz obranej metody wychowania dwujęzycznego nigdy nie wolno zmieniać. Wiadomo, że warunki życiowe rodziny mogą się zmienić i dostosować do tego musimy strategię wychowania dwujęzycznego.

Dumą napawa mnie fakt, że moje dzieci tak wspaniale posługują się dwoma językami unikając mieszania ich. Przełączanie się pomiędzy językami i tłumaczenie też są dla nich całkowicie naturalne. Ale największą satysfakcję przynosi mi obserwacja, jak oboje jednakowo swobodnie czują się w polskim i angielskim środowisku. A to nie tylko zasługa ich dwujęzyczności, ale także dwukulturowości. Podczas naszych wizyt
w Polsce wszyscy nie mogą nadziwić się, że moje dzieci urodziły się i mieszkają w Wielkiej Brytanii, gdyż ich polszczyzna jest tak czysta. 

Dzięki ogromnemu wsparciu męża i rodziny udaje mi się utrzymać oba języki dzieci w równowadze, choć ta równowaga jest bardzo dynamiczna i wymaga bezustannego monitorowania. W międzyczasie sama uczę dzieci czytać i pisać po polsku metodą glottodydaktyki.

Czy wielu rodziców z Pani otoczenia stosuje metodę OPOL?

Wiele moich znajomych rodzin i to nie tylko polskich stosuja ją z ogromnym sukcesem. Polaków w Manchesterze jest bardzo wielu. Z podtrzymywaniem polskości jest tu różnie. Jest spora grupa osób – imigrantów „pasywnych”, którzy niestety nie przywiązują do tego tematu zbyt dużej wagi i biernie poddają się biegowi rzeczy, co zwykle powoli kończy się postępującym zanikiem języka polskiego i kultury u ich dzieci.

Druga grupa to imigranci „postępowi”, którzy od momentu przyjazdu do Anglii bardzo zabiegają o integrację
w środowisku lokalnym. Intensywnie promują oni angielską kulturę i język w domu, a często również sami przestawiają się na angielski w rozmowach z dzieckiem. Tak bardzo osoby te obawiają się, że ich dziecko nie zostanie zaakceptowane przez rówieśników, że świadomie rezygnują ze swojego języka ojczystego i kultury.
W tym przypadku zanik polskości następuje błyskawicznie, a dziecko może poczuć się emocjonalnie zagubione, gdyż nie będzie się już czuło Polakiem, a Anglikiem też nie.

Wreszcie jest też trzecia grupa imigrantów „aktywnych”, którzy, wiedząc, że język angielski i angielską kulturę dziecko i tak szybko przyswoi przez sam kontakt z otoczeniem, świadomie podtrzymują polskość. Tworzą oni
w swoich domach prawdziwe oazy, gdzie zawsze mówi się po polsku i kultywuje polskie tradycje. Nawiązują kontakt z polskimi społecznościami lokalnymi, jak na przykład polskie szkoły sobotnie czy polskie kościoły.
Z obserwacji polskich rodzin widzę, że to dzieci z trzeciej grupy osiągają najlepsze wyniki w angielskiej szkole
i są najlepiej zintegrowane. Wydają się pogodzone z sobą i szczęśliwe w swojej dwujęzyczności
i dwukulturowości. Mają dwie ojczyzny, dwa języki ojczyste i dwie kultury.

Co Pani zdaniem można zrobić, by podnieść świadomość polonijnych rodziców w tej kwestii?

Moim marzeniem jest, aby grupa imigrantów „aktywnych” rosła i rosła w siłę. Aby tak się stało musimy dotrzeć do Polaków na emigracji i uświadomić im, jak wielkie korzyści płyną z dwujęzyczności. Obalajmy mity
o szkodliwości dwujęzyczności. Polscy rodzice bardzo dbają o edukację swoich dzieci, lecz ciekawa jestem, czy wiedzą, że naukowo dowiedzione jest, że dzieci dwujęzyczne mają wyższy iloraz inteligencji niż dzieci jednojęzyczne i są bardziej kreatywne?

Dzieci szybko rosną i obowiązuje tu zasada im wcześniej, tym lepiej. Są różne sposoby wychowania dwujęzycznego i rodzice jak najszybciej po narodzinach dziecka powinni dokonać świadomego wyboru jednej ze strategii i następnie konsekwentnie ją realizować. Powinni również opracować wzorce postępowania
w sytuacjach, gdy np. do rozmowy w obecności dziecka przyłącza się osoba nieznająca naszego języka.
Czy mówić w języku gościa, by nie wykluczać go z rozmowy, czy trzymać się ustalonych zasad komunikacji
w domu i tłumaczyć dla gościa?

Nie są to decyzje łatwe, tak jak i cały proces wychowania dwujęzycznego, który wymaga determinacji, konsekwencji i ogromnego wkładu pracy. Warto jednak podjąć ten wysiłek mając na uwadze jego cel – pełną dwujęzyczność, która daje korzyści intelektualne, społeczne, kulturowe i ekonomiczne.

Bardzo dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała: Marta Kustek

Zapraszamy na blog Anety Nott-Bower http://bilingualznaczydwujezyczny.blogspot.co.uk/ na którym znajdą Państwo więcej informacji zarówno o metodzie OPOL, jej zastosowaniu w praktyce jak również inne informacje na temat wychowywania dzieci w dwujęzyczności.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *