DPS

„W Nowym Jorku doświadczam dużo miłości dla dzieci!”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Adaś z babcia Danusią

Adaś z babcia Danusią

– Adam is everybody’s friend – mówi z uśmiechem pracownica domu Ronald McDonald’s przy 73 Ulicy na Manhattanie, gdy rejestruję się w hallu.

Miło usłyszeć, że nasz 7-letni rodak jest lubiany.

Jeszcze przyjemniej, gdy pojawia się Adaś Aftyka z babcią Danutą Gołębiowską. Chłopczyk z ufnością siada mi na kolanach, chociaż spotykamy się po raz pierwszy.
Babcia, energiczna 55-letnia kobieta, zaprasza na herbatę do stołówki domu, gdzie mieszkają 84 rodziny
z dziećmi, walczącymi z ciężkimi chorobami.

Adaś stawia czoła siatkówczakowi, rakowi oka. Jedynego oka, którym jest w stanie coś zobaczyć. Drugie oko zostało wcześniej usunięte.
Siadamy przy stole, gdy w stołówce trwają przygotowania do kolacji. Wolontariusze dekorują stoły balonami
i papierowymi zabawkami.
Adaś rozkoszuje się waniliowymi lodami.

– To cud, że tutaj jesteśmy – opowiada pani Danuta, która w lutym przyjechała z Lublina. – Na mój blog o Adasiu w Internecie trafiła babcia o podobnie brzmiącym nazwisku; Danuta Gołębiewska z Florydy, której wnuk walczy
z tą samą chorobą. Od niej dowiedziałam się o szpitalu Memorial Sloan-Kettering w Nowym Jorku i wspaniałym lekarzu Abramsonie. Wysłałam zdjęcia siatkówki oka Adasia i zaproszono nas na konsultację.

Gdy rozmawiamy, na ekranie telewizora, który wisi naprzeciwko nas, zauważyłam pisaną informację
o wybuchach bomb w Bostonie.
– O, rety! Są ranni ludzi! – wyrywa się z moich ust.
– Jak dorosnę, to wynajdę przyrząd do wykrywania terrorystów – mówi spokojnym głosem Adaś, który interesuje się wszystkim co dzieje się wokół niego i potrafi sam znaleźć sobie zajęcie.

Adaś kończy lody i od razu proponuje:
– Zrobię ci kilka warkoczyków na głowie. Chcesz?
– Pewnie! Żaden chłopak nie robił mi warkoczyków.
Adaś zgrabnie łapie moje włosy i czuję się jak u fryzjera.

– Mamy niepowtarzalną szansę na uratowanie oka w Nowym Jorku – mówi babcia Danuta. – Nasze możliwości leczenia w Polsce i Anglii wyczerpały się. Dzięki nowoczesnej metodzie doktora Abramsona w leczeniu raka siatkówki, otwierają się nowe drzwi przed nami. Ale czas nas bardzo goni, żeby zebrać pieniądze, bo na leczenie potrzeba aż $120 tys. Leczenie już się zaczęło i Adaś dobrze je znosi, i jest poprawa w oku.

Do tej pory udało się zebrać prawie $78 tys. po obu stronach Atlantyku. Babcia Danuta jest zdeterminowana. Wychowała niewidomą córkę, mamę Adasia. Wie, że każdy procent uratowanego wzroku, to szansa na łatwiejsze i szczęśliwsze życie wnuka. Babcia puka do wszystkich możliwych drzwi o finansową pomoc. Pisze listy i e-maile. Prosi i ma nadzieję.
„Wielu ludzi już nam pomogło i jesteśmy im bardzo wdzięczni” – mówi. Wśród nich są m. in. parafianie z kościoła Św. Krzyża w Maspeth, NY, Fundacja Uśmiech Dziecka, Polsko-Słowiańska Federalna Unia Kredytowa, Caritas Polska, Polonia For Kids, Polacy z Filadelfii.

– Co podoba się tobie najbardziej w Nowym Jorku – pytam Adasia, który skończył pleść warkoczyki.
– Miłość dla dzieci, której bardzo często doświadczam – odpowiada chłopiec bez zastanowienia.
– O czym marzysz na swoje 8 urodziny?
– Chciałbym dostać czerwony helikopter, sterowany na pilota, żeby zakręcał w powietrzu.
Nie, nie musi być czerwony. Może być każdy inny kolor.
– A pani o czym marzy? – pytam uśmiechającą się panią Danutę.
– Żeby Adaś widział na tyle, na ile jest to możliwe. Marzy mi się, że metoda leczenia doktora Abramsa zostanie przeniesiona do Polski i inne dzieci też będą miały szanse walczyć o oczy. Straszne jest uczucie, wiedząć, że jest lekarstwo na świecie, z którego nie można skorzystać, bo człowiek nie ma pieniędzy.

Jeszcze jedno marzenie, które najłatwiej zrealizować.
Zakup maszyny brajlowskiej do czytania. Adaś czytanie opanował w ciągu zaledwie 2 miesięcy. Zasługa w tym również babci, która jest nauczycielką brajla w Polsce.
Ale Adaś nie ma maszyny w Nowym Jorku. Może w jakiejś rodzinie znajdzie się używana i niepotrzebna maszyna? Może znajdzie się sponsor nowej?

Na pożegnanie, ściskam się z Adasiem i jego babcią.
Zostawiam dla Adasia dwie koperty z pieniędzmi, które zebrały dzieci w Polskiej Szkole im. Mikołaja Kopernika w Mahwah, NJ i Św. Michała w Lyndhurst, NJ. Kropla w morzu potrzeb na leczenie. Ale każdy dzień przynosi szansę dla Adasia.

Danuta Świątek
www.adamaftyka.com
http://aftyka.blog.onet.pl

massage_therapist copy1

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *