DPS

“Matka Polka Tańcząca”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

matka.tanczaca

“Mówiąc o Matce Polce Tańczącej mam na myśli szereg takich matek, które za wszelką cenę starają się świetnie wyglądać i dobrze się czuć wtedy, kiedy wszystko dookoła i w nich krzyczy, że jest naprawdę źle
i potrzebują pomocy” – czytamy na stronie Radiowej Trójki. Nie wiedziałam, że ten syndrom został już tak trafnie nazwany, choć przykładów wokół siebie widzę wiele.

Były takie momenty, że sama nią byłam. O tego typu postawę szczególnie łatwo na emigracji. Macierzyństwo, zwane przez niektórych “błogosławionym kataklizmem” z daleka od ojczyzny, rodziny i przyjaciół jest szczególnie trudne. Matka Polka Tańcząca zawsze jednak stwarza pozory, że wszystko jest fantastycznie, że sobie świetnie radzi i nie wyobrażałaby sobie lepszego życia.

Ta “gra” osiąga najwyższy poziom zaawansowania podczas wizyt w Polsce. Tam, mimo tego, że odwiedza bliskich, bez których tak ciężko jest jej na co dzień żyć, musi udawać jeszcze mocniej. Żeby ich nie martwić oraz z obawy o osądzenie, że decydując się na wyjazd i założenie rodziny za granicą popełniła błąd.

Już sam moment urodzenia dziecka w obcym kraju może być dla matki traumatyczny przez:
– obcojęzyczny personel szpitalny,
– niezrozumiałe procedury medyczne,
– ciekawski wzrok tubylczych pacjentek na oddziale oraz osób je odwiedzających, kiedy w swoim języku ojczystym próbuje czule przemawiać do swojego nowo narodzonego dziecka.
– poczucie osamotnienia i tęsknoty za domem (ja przy każdej chorobie czy złym samopoczuciu boleśnie pragnę być z mamą, jakbym wciąż była dzieckiem),
– huśtawkę hormonalną dotykającą wszystkie kobiety po porodzie (baby blues).

A tymczasem otoczenie oczekuje od matki euforii i całkowitej koncentracji na długo wyczekiwanym noworodku.
I tu Matka Polka zaczyna “tańczyć”. Spycha swoje potrzeby i niepoukładane emocje gdzieś po dywan i wchodzi
w rolę szczęśliwej i spełnionej matki. Po powrocie do domu ze szpitala sytuacja jej często może się jeszcze bardziej pogorszyć, szczególnie, gdy przez najbliższe miesiące czy lata nie planuje powrotu do pracy.

Długie godziny spędzone w domu tylko w towarzystwie niemowlęcia, chroniczne zmęczenie i niewyspanie oraz poczucie izolacji mogą doprowadzić matkę nawet do depresji poporodowej. Z dawnymi znajomymi młoda matka nagle przestaje znajdować wspólny język, gdyż mają oni poczucie, że chce rozmawiać tylko o papkach
i pieluchach. Tak przydatne w tym momencie życiowym pomoc i wsparcie mamy, cioci, czy babci z uwagi na odległość są trudno dostępne.

Żyłam w takim stanie przez cały pierwszy rok po urodzeniu pierwszego dziecka. W pewnych momentach nawet “tańczyłam”, głównie żeby oszukać siebie, żeby przekonać się, że wszystko jest ok. Niby wychodziłam do ludzi codziennie: do sklepu, do parku, na plac zabaw, ale ja tych ludzi tylko widziałam, poza zdawkową wymianą zdań, żadnej interakcji nie było. Cały dzień prowadziłam jednostronne dialogi z córką, niecierpliwie wyczekując powrotu męża z pracy. Rozmowy telefoniczne z Polską dochodziły do godziny dziennie. Nie, nie doszło u mnie do depresji, tego jestem pewna, ale żałuję, że od razu nie zgłosiłam się nigdzie po pomoc.

Dopiero, gdy Talkusia ukończyła pierwszy rok życia i zaczęła chodzić, przypadkowo natrafiłam na moją pierwszą Parent and Toddler Group, czyli prowadzony społecznie klub dla mam z dziećmi. Wejście po raz pierwszy do takiej grupy nie było łatwe, gdyż wszystkie mamy już wydawały się zaprzyjaźnione ze sobą i niektóre patrzyły na mnie krzywo, że mówię przy nich do dziecka po polsku. Ale na ich przyjaźni mi akurat nie zależało. Nie zraziłam się. Stopniowo przy herbatce zapoznałam kilka otwartych angielskich mam, a Talkusia przy soczku zdobywała swoje pierwsze doświadczenia w kontaktach z rówieśnikami. Tam dowiedziałam się o innych grupach dla mam z dziećmi w okolicy i tak zorganizowałam sobie harmonogram, że miałam z Talkusią zajęcia codziennie. Do tej pory pielęgnuję przyjaźnie zawarte na tych klubach. Cenię je tak bardzo, gdyż dzięki nim zaczęłam naprawdę cieszyć się macierzyństwem.

Jeżeli odnajdujecie w sobie Matkę Polkę Tańczącą, nie bójcie się szukać pomocy. Listy lokalnych grup dla mam można uzyskać w Waszym urzędzie miasta (Town/City Council). Organizowane są nawet specjalne grupy dla polskich mam lub ogólnie dla mam z zagranicy. Ale warto też zajrzeć do czysto tubylczych grup, gdzie zarówno my jak i dziecko mamy szansę lepiej poznać język i kulturę naszej nowej ojczyzny.

Spróbujcie “wyjść do ludzi”, to zadziwiające, jak wielu z nich też szuka pokrewnej duszy. Jak zwykle czekam na Wasze komentarze. Wasze refleksje i doświadczenia mogą pomóc innym.

Aneta Nott – Bower
Zapraszamy na blog autorki: http://bilingualznaczydwujezyczny.blogspot.co.uk

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *