DPS

Ostróda 2013: “Dwujęzyczność to wielka wartość”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

P1130128
IV Światowy Zjazd Nauczycieli Polonijnych „Wschód-Zachód łączy nas Polska”.
Korespondencja własna z Ostródy. 10 maja 2013 r.

Zamek krzyżacki w Ostródzie, zabytek budownictwa gotyckiego, był miejscem roboczych zjazdowych spotkań
i dyskusji toczących się podczas trzeciego dnia zjazdu. Mówiono o sytuacji polonijnych szkół, o mocnych
i słabych stronach, o potrzebach i wyzwaniach.

Na Zjazd do Ostródy przybyli nauczyciele z 20 państw.
„Żebyśmy jak najmocniej fascynowali swoich uczniów. Żebyśmy pomagali im w zachłystywaniu się polskością” – pointował Zdzisław Hofman z Polonijnego Centrum Metodycznego, rozpoczynając dyskusję z udziałem przedstawicieli pięciu krajów: Niemiec,Austrii, Irlandii, Białorusi i Litwy.

Liliana Barejko – Knops, przewodnicząca Związku Nauczycieli Języka Polskiego i Pedagogów w Niemczech, wskazywała na wyniki badań, które pokazują, że poznawanie i pielęgnowanie języka ojczystego wywiera pozytywny wpływ na rozwój dziecka.
„ Dwujęzyczność jest bardzo ważna, to wielka wartość” – padały stwierdzenia.
„Szkoła przyszłości to szkoła opierająca się na zachowaniu tożsamości, na budzeniu szacunku wobec tego,
co polskie, rodzime. Taki fundament pomaga w uczeniu się tolerancji dla innych kultur”. – podkreślała m.in. przedstawicielka z Niemiec.

P1130118

Na tym tle smutno zabrzmiał głos Agnieszki Grocholi z Polskiej Macierzy Szkolnej w Irlandii. 15 tysięcy dzieci polskich mieszka w Irlandii, z czego tylko 21 procent uczęszcza do polskich szkół.
„Dochodzi do wynaradawiania”. – Nie bała się użyć tego stwierdzenia przedstawicielka irlandzkiej Polonii. – “Już w tamtym roku słyszałam podobne apele o to, żeby rząd Polski zainteresował się sytuacją w Irlandii
i rozpoczął akcję popularyzowania nauki języka polskiego. Z niebezpieczeństw i zagrożeń tej sytuacji prawdopodobnie nie zdają sobie sprawy młodzi Polacy, rodzice tej licznej polskiej populacji. Wyemigrowali do Irlandii za chlebem i zapomnieli o wszystkim. A co będzie, gdy za kilka lat staną przed faktem konieczności powrotu do Polski? W jaki sposób ich dzieci nadrobią te braki językowe? A gdyby nawet udało się pozostać
i uznać Irlandię za swój nowy dom, co powiedzą swoim dzieciom, gdy te dorosną i będą pytać: „Tato, mamo, gdzie są moje korzenie?”

Dużo powodu do radości i zadowolenia, i tak brzmiał zreszta jego głos w dyskusji, miał Marek Jankowski
z Macierzy Szkolnej na Litwie. W kraju tym działa 99 polskich szkół, przedszkoli, szkół sobotnich. Język polski jest wartością. Szkoła polska na Litwie jest naprawdę silna.
„Co ja, młody przedstawiciel Macierzy Szkolnej mogę wnieść nowego do tej zastanej dobrej sytuacji? Nie będę przecież wciąż opowiadał, że Wilno to miasto noblisty Miłosza. To już nie wystarcza, żeby kontynuować proces utrzymywania i rozbudzania zainteresowania nauką języka polskiego i wiedzą o historii i tradycji kraju.” – dzielił się doświadczeniem Marek Jankowski. Mówił o akcjach „Biblioteki w plecaku”, zachęcającej dzieci i młodzież z Litwy oraz ze Szwecji do czytania tych samych lektur, a następnie dzielenia się przeżyciami w tym wspólnym zagłębianiu się w polskość. Ta wymiana okazała się bardzo kształcąca. Dzięki niej Polska w oczach litewskiej
i szwedzkiej młodzieży stała się bardziej atrakcyjna.

Kolejne projekty młodego działacza polonijnego brzmiały równie atrakcyjnie: „Cała Litwa czyta dzieciom”.
I kolejna akcja, o której wspominał, to pisanie w języku polskim.
”Budziła ona ogromny szacunek dla kraju przodków.” – podkreślał z satysfakcją przedstawiciel Macierzy Szkolnej z Litwy.

O zaletach dwujęzyczności mówiono również podczas panelowych spotkań. Podkreślano między innymi,
że im bardziej jest rozwinięty język rodzimy, tym lżej przebiega nauka nowego języka. Interesująco mówiła o tych trudnych i ważnych zagadnieniach polskich uczniów w krajach Unii Europejskiej przedstawicielka Szwecji, Ewa Rybacka. Ciekawe wystąpienie na temat języka i tożsamości zaprezentowała dr Maria Małaśnicka – Miedzianogóra, prezes Nordyckiej Unii Oświaty Polonijnej, która zrzesza kraje skandynawskie oraz Finlandię
i Islandię.

P1130071

Bogaty w zagadnienia trzeci zjazdowy dzien zakończony został relaksujacym piknikiem na jeziorem.
To wieczorne spotkanie nazwano “Julian Tuwim na Mazurach”. Było dużo śmiechu, radości, dobrej zabawy. Nauczyciele, z którymi miałam okazję zamienić kilka zdań, zadziwiali mnie sercem i pasją, z jaką podchodzą do swojej pracy. Pragną się rozwijać, dokształcać, być coraz lepszymi, stąd nie zważając na trudy podróży, ciągą do Ostródy.

Anna Smolińska, założycielka Instytutu dla Polonii w Neapolu, Barbara Czyżewska z małej miejscowości między Weroną i Padwą, założycielka polskiej szkoły. Polskie siłaczki na włoskiej ziemi tak mogą o sobie powiedzieć, Ewa Romay z Węgier, założycielka polskiej szkoły na Węgrzech, Irena Seliwan z Brześcia nad Bugim na Białorusi, dyrektor Centrum Nauki Polskiego „Most”.

Izabela Kulesza Ubrich z Monachium w ubiegłym roku przyjechała na zjazd dzień później. Uznała, że zbyt dużo straciła i w tym roku nie popełniła juz tego błędu. Ewa Koch, prezes Zrzeszenia Nauczycieli Polskich w Ameryce, dyrektorka polskiej szkoły im. Stefana Kardynała Wyszyńskiego w Chicago, szkoły funkcjonującej od 1984 roku w polskiej dzielnicy Jackowo. Uczęszcza do niej 300 uczniów. Pani Ewa nie opuściła jeszcze żadnego Zjazdu. Potrzebuje tych spotkań, potrzebuje kontaktów z innymi nauczycielami, podkreśla jak wiele korzysta z projektów zjazdowych. Danuta Bronchard z polskiej dzielnicy Greenpoint w Nowym Jorku jest dyrektorem polskiej szkoły działającej od 1920 roku. Obecnie do placówki uczęszcza 250 dzieci. Polski Greenpoint, podobnie jak Jackowo w Chicago zmieniają się. Za tymi zmianami powinno podążać szkolnictwo polonijne. I tak dzieje się w obu przypadkach. Danuta i jej zastępczyni Krystyna Maślańska chłoną atmosferę zjazdowych spotkań, podkreślając jak wiele z nich czerpią.

„Zakochałam się w języku polskim” – wyznaje 26 letnia Maria Armiejewa Rosji, z Archangielska położonego nad Morzem Białym. Młoda dziewczyna jest Rosjanką wyznania prawosławnego. Wspólnie z rodzicami, Rosjanami, którzy wspierają jej miłość do polskości, szukają swoich polskich korzeni. Może jest jakaś ciotka, daleka krewna. Może po niej pozostała ta potrzeba bycia blisko Polski.
Malawski Władysław ze Lwowa, z wykształcenia plastyk i Brigida Meija z Łotwy, z Dźwińska, położonego przy granicy Białorusi i Litwy stanowią ozdobę zjazdu. Jest to para zakochanych, których połączyła polskość. Poznali się na zjeździe w Toruniu. Oboje w swoich miastach prowadzą zajęcia świetlicowe z najmłodszymi. Budzą
w nich miłość do Polski poprzez rysunek, śpiew, wystawiane teatrzyki.

Malawski Władysław

Władysław Malawski ze Lwowa i Brigida Meija z Łotwy

I tak można wymieniać po kolei i opowiadać ciekawe historie osób, które przybyły na zjazd do Ostródy, które przywiozły ze soba emigracyjne historie i wyrytą w sercu polskość.

Tekst i zdjęcia: Bożena Chojnacka

One Response to Ostróda 2013: “Dwujęzyczność to wielka wartość”

  1. Wladek Malawski May 16, 2013 at 8:07 am

    Pozdrawiam ze Lwowa!!!

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *