DPS

Ostróda 2013: “Gdzie polskość łączy się z nowoczesnością” – rozmowa ze Zdzisławem Hofmanem.

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Zdzislaw Hofman i Wladyslaw Bonikowski

Zdzisław Hofman i Piotr Bonisławski

Ze Zdzisławem Hofmanem,wykładowcą “Akademii Polskości”, człowiekiem renesansu, rozmawia Bożena Chojnacka.

Może zaczniemy od tego, aby Pan przedstawił się czytelnikom portalu? W Ostródzie na ostatnim Światowym Zjeździe Nauczycieli Polonijnych występował Pan w wielu funkcjach: prowadzącego warsztaty, dyskusję panelową, kierującego bardzo udanym piknikiem pt. “Julian Tuwim na Mazurach”, występującego w roli wykładowcy “Akademii Polskości”. Mówi Pan przekonywująco, nazwałabym Pana człowiekiem orkiestrą, albo bardziej trafnie, człowiekiem renesansu. Czym Pan się zajmuje na co dzień? Określił Pan siebie jako wolnego strzelca.

Mój pierwszy zawód to nauczyciel. Większość życia zawodowego spędziłem przy tablicy w klasie. Do 2006 roku uczyłem biologii w VIII Liceum Ogólnokształcącym w Lublinie. W międzyczasie robiłem wiele aby zdobyć ciekawe i poszukiwane kompetencje trenerskie. Przez 23 lata byłem związany z tworzeniem i zarządzaniem Stowarzyszeniem KLANZA – ogólnopolską organizacją zrzeszającą nauczycieli i pedagogów (KLANZA propaguje aktywizujące metody nauczania).

W 2010 roku założyłem wspólnie z grupą młodych aktywnych liderów Fundację Rozwoju Wolontariatu, ogólnopolską organizację zrzeszającą ponad 8 tys. studentów – wolontariuszy, którzy wspierają dzieci i młodzież z małych wsi i miasteczek w rozbudzaniu zaciekawienia nauką, edukacją i rozwojem.

Stale zajmuję się doskonaleniem zawodowym nauczycieli w Polsce i poza nią. Szkolę oprócz stosowania metod aktywizujących, także w zakresach: współpracy z rodzicami, metody projektowej, wsparcia dla uczniów “trudnych”, zarządzania strategicznego w placówce edukacyjnej itp. Pasjonuję się różnymi dziedzinami sztuki
i jej praktycznego zastosowania w edukacji a szczególnie w arteterapii – myślę tu głównie o muzyce i tańcu.

Jestem socjoterapeutą i trenerem Polskiego Towarzystwa Psychologicznego. Kocham radio przez 6 lat nieprzerwanie, do roku 2010 prowadziłem w rozgłośni Archidiecezji Lubelskiej cotygodniową audycję – studio otwarte na tematy społeczno – pedagogiczne.

No tak, nie pomyliłam się nazywając Pana człowiekiem orkiestrą. Podoba mi się Pana spojrzenie na rolę liderów. Proszę rozwinąć ten watek poruszony na ostatnim spotkaniu w Ostródzie.

Wspieram w rozwoju liderów organizacji pozarządowych w Polsce w programie Liderzy Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności. Pełnią funkcje tutora, dzieląc się swoim doświadczeniem praktycznym zdobytym przez wiele lat w zarzadzaniu organizacjami oraz wiedzą zdobytą w Szkole Liderów, z którą stale współpracuję. Lider to osoba niekoniecznie “na świeczniku” ale taka, która motywuje innych do aktywności, potrafi sprawić, że ludzie pracują z zapałem i chęcią.

O roli lidera mogę mówić godzinami. Większość z nas jest liderem, liderką. Może nie zdajemy sobie z tego sprawy, że dzięki nam ludzie są aktywni w domu, w klasie, w biurze. Najważniejszym wyróżnikiem lidera – moim zdaniem – jest zdolność ufnego przeprowadzania grup i pojedynczych osób przez zmianę. Większość ludzi nie lubi zmian, liderzy dostrzegają ich konieczność – nieuchronność i potrafią jak górscy przewodnicy przeprowadzić innych przez kręty, trudny szlak.

Na naszym Zjeździe w Ostródzie mieliśmy piękny przykład liderskiej skuteczności. Mam tu na myśli panią Marię Małaśnicką – Miedzianogórę z Kopenhagi, która z grupą polskich nauczycieli w krajach północnej Europy dokonała dużej zmiany, tworząc skutecznie działającą sieć organizacji pod nazwą Nordycka Unia Oświaty Polonijnej. Warto korzystać z ich doświadczeń szczególnie w tym jakie procesy wspólnie uruchomili, jakie stworzyli zasady i normy wzajemnej współpracy.

Przywódca mówi: “Ja z moimi ludźmi zrobiłem…”, Lider zaś: “zrobiliśmy to razem” I to było widoczne choćby podczas obrad i prezentacji naszego Zjazdu.

Ma Pan ciekawą rodzinną historię: babcia urodzona na Litwie, dziadek na Ukrainie, tata na Wołyniu, a Pan
w Lublinie, podejmujący misję oddania tego, co od losu otrzymał. Pięknie to brzmi. Poproszę o komentarz.

Rzeczywiście moi przodkowie, jak większość Polaków, dzielili trudne losy zesłańców, żołnierzy, partyzantów Armii Krajowej, cichych obywateli trudnych czasów komunizmu. Moja ukochana Babcia Helena – mama mojego ojca, pochodziła z bardzo znanej, patriotycznej rodziny Dunajewskich. Żartujemy często z Anią Dunajewski – dyrektorką Szkoły im. Czesława Miłosza w Chicago zwracając się do siebie per drogi kuzynie, droga kuzynko. To miłe i pokazuje pewną ciągłość tradycji i wspomnień, choć pokrewieństwa miedzy nami nie ma. Mimo, że rodzina ciągle była poniewierana przez różne siły i straszne zdarzenia, to moi bliscy zawsze zachowali optymizm, nadzieję i potrzebę działania. Nigdy jako dziecko nie słyszałem tonów fatalizmu.

Moja nieżyjąca mama była z zawodu animatorem kultury, więc ukształtowały mnie trochę geny, a trochę wzorce rodzinnych zachowań. Do najważniejszych autorytetów życiowych zaliczam także moich nauczycieli. Miałem szczęście spotkać na swojej drodze wyjątkowych ludzi, o wielkiej wiedzy i zaangażowaniu w to co robili. Nauczyciele, trudno ich wymienić, było wielu, to wielki skarb – depozyt na całe życie. Mimo, że lata 60-te
i początek 70-tych nie były zbyt miłe i łatwe, to w szkołach do których chodziłem, zwłaszcza w Szkole Muzycznej, dzięki nauczycielom przechował się przedwojenny duch aktywności i zaangażowania. Wspominam to
z wdzięcznością.

Akademia Polskości, proszę przybliżyć ideę tej inicjatywy. Po raz pierwszy wspomniano o niej na III Zjeździe Nauczycieli Polonijnych w Ostródzie.

Projekt powstał z inicjatywy Piotra Bonisławskiego – wiceprezesa Stowarzyszenia Wspólnota Polska – wybitnego lidera zmian w środowiskach nauczycieli polonijnych. Dojrzewał poprzez III Światowy Zjazd
w Ostródzie w 2012 roku i dzięki aktywności delegatów XII Zjazdu Nauczycieli Polonijnych i Komitetów Rodzicielskich w Chicago. We współpracy kilku organizacji: wspomnianej Wspólnoty Polskiej, Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego i Zrzeszenia Nauczycieli Polskich w Ameryce pojawiła się gotowość i potrzeba do zrealizowania projektu doskonalenia kompetencji pedagogicznych nauczycieli polskich.

Zainteresowanie przeszło nasze oczekiwania. Przewidzieliśmy 20 miejsc, zgłosiło się 34 nauczycielki. Zanim rozpoczęliśmy szkolenia odbyliśmy wspólnie z Piotrem Bonisławskim dwie sesje zajęć pilotażowych w trakcie wizyty studyjnej w Chicago, kiedy w mniej formalny sposób rozmawialiśmy z nauczycielami o ich potrzebach rozwojowych, dostrzegliśmy u nauczycieli potrzebę poszukiwania nowych, ciekawszych form.

Na tej próbie stworzyliśmy wspólnie program, który chwycił, okazał się trafiony. Dzięki wielkiemu wsparciu
i zainteresowaniu pani Ewy Koch – Prezesa Zrzeszenia Nauczycieli Polskich w Ameryce i całego Zarządu tej organizacji, projekt mógł ujrzeć światło dzienne (na marginesie warto dodać, że i pani Prezes i duża część Zarządu przeszkoliła się w naszej Akademii). Twórców przedsięwzięcia połączyła myśl, że weekendowe, polskie szkoły mogą być atrakcyjne i przyciągające uczniów swoimi metodami i atmosferą pracy. Gdzie polskość łączy się z nowoczesnością, tradycja ze współczesnością, kultura i język polski są żywe i magnetyczne dla odbiorców działań edukacyjnych.

Jak Pani pamięta na IV Światowym Zjeździe w Ostródzie przyplątała się nam taka myśl: “Jak wędkarz idzie na ryby to bierze ze sobą przynętę, która smakuje rybie a nie wędkarzowi” i to jest trafna metafora działań realizowanych w Akademii Polskości w Chicago, korzystnych dla nauczycieli, dla uczniów i myślę, że także bardziej zadowolonych rodziców, a szczególnie dziadków – niezastąpionych strażników wartości patriotycznych.

Jaki jest Pana udział w tworzeniu tego programu, bo myślę, że można go tak nazwać?

Ja wolę nazwę projekt – bo jest to duże przedsięwzięcie, nie tylko programowe, ale i logistyczne, wymagające skutecznego współdziałania wielu podmiotów. Trudno powiedzieć jedynie o moim udziale w jego tworzeniu,
to jest nasz wspólny projekt. Sam jego program nauczania czy bardziej plan nauczania tzw. Sylabus, powstawał dzięki bardzo owocnej współpracy Prezesa Bonisławskiego z całą grupą trenerów. Trzeba bardzo wyraźnie podkreślić, że oczekiwaniem zarówno nas realizatorów jak i uczestników było ograniczenie w programie tradycyjnych metod podających – wykładów, na rzecz działań praktycznych w formie warsztatowej, uczenia
w sposób aktywny – zgodnie z maksymą KLANZY: “Powiedz mi a zapomnę, pokaż a zapamiętam, pozwól wziąć udział a zrozumiem”

Do projektu zostały zaproszone bardzo fachowe osoby – specjaliści: Sławomir Prusakowski – psycholog, zrealizował dwie sesje “O budowaniu relacji i komunikacji w klasie szkolnej”, drugą “O rozwoju osobistym nauczyciela i rozwoju ucznia”, Lucyna Bzowska – nauczycielka wczesnej edukacji – trenerka KLANZY posiadająca wielkie zasoby metod pracy z małymi dziećmi i o tym prowadziła sesję pod hasłem “Aktywne metody nauczania w edukacji wczesnoszkolnej”.

Prof. Maria Kamińska-Ratajczak z Uniwersytetu Adam Mickiewicza, jedna z najwybitniejszych w Polsce specjalistek od metodyki języka i literatury polskiej zaproponowała sesje pod hasłem “Edukacja polonistyczna – między tradycją a innowacyjnością” oraz dr Karolina Zioło-Pużuk z Uniwersytety Kardynała Stefan Wyszyńskiego, specjalistka od nauczania języka polskiego jako obcego, która będzie jeszcze kontynuować zajęcia z naszymi słuchaczkami w trybie on-line, ze szczególnym uwzględnieniem przypadków uczniów
o specjalnych potrzebach edukacyjnych.

Moja pierwsza sesja była pod hasłem “Aktywizacja procesu uczenia – stosowanie ciekawych i atrakcyjnych metod pracy z grupą dzieci i młodzieży” druga sesja nosiła tytuł: “Planowanie strategiczne w pracy placówki oświatowej, monitoring i ewaluacja działań – współpraca z rodzicami”. Łącznie nasze kursantki uczestniczyły
w 6 sesjach po 25 godzin, nie licząc e-lerningu – więc to pokaźny zastrzyk umiejętności i praktycznej
w zastosowaniu wiedzy pedagogicznej.

Wrócił Pan z Chicago, gdzie prowadził zajęcia i wykłady w ramach Akademii Polskości. Proszę podzielić się z czytelnikami doświadczeniami z tego pobytu.

Zajęcia odbywały się przy 100 procentowej frekwencji, gdy któraś z Pań spóźniała się, spiesząc się z pracy do Akademii (trudności komunikacyjne aglomeracji chicagowskiej są powszechnie znane), wyrażała żal z powodu straty jaką poniosła. To w polskich warunkach jest już niespotykane zjawisko. To, czego doświadczyłem, to ogromna aktywność, zaangażowanie i motywacja do nauki. Zajęcia często przedłużały się nie o minuty, ale
o godziny, odbywały się na przerwach. Nikt nie protestował. Byłem proszony o powtórki niektórych metod.

Dostrzegłem bardzo pozytywną energię, “zachłanność” na wiedzę i nowe doświadczenia. Refleksje uczestniczek były wyraźnie pogłębione z odniesieniami do różnych aspektów pracy pedagogicznej. Pomogło to nam prowadzącym, przeprowadzenie ewaluacji zajęć, zebranie szczegółowych informacji zwrotnych na temat korzyści uczestniczek, ale także jak zostały wykorzystane przez nie poznane metody już bezpośrednio w pracy
z uczniami. Dzięki ich zaangażowaniu mamy też bardzo dużo przemyśleń na temat podobnych projektów, na przyszłość.

Myśl, która przyświecała wielu naszym uczestniczkom była taka: “Chcemy aby oferta naszej polskiej szkoły była co najmniej tak ciekawa i atrakcyjna jak ta, którą proponują szkoły amerykańskie, gdzie młodzi Polacy realizują swój obowiązek szkolny”. To bardzo budujące zjawisko. Swoim zaangażowaniem uczestniczki udowodniły nam bez żadnych wątpliwości, że polskie szkoły w Chicago dla nauczycieli i uczniów to centralne miejsce polskiego życia, niezastąpione, potrzebne i dla wszystkich Polaków bardzo ważne, to tam splatają się wszystkie ważne drogi polonijnego życia.

Już teraz mogę powiedzieć, że dzięki przychylności organizatorów i zaangażowaniu uczestników 5 października tego roku rusza kolejna edycja Akademii Polskości w Chicago.

Dziękuję za rozmowę!

Rozmawiała: Bożena Chojnacka

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *