DPS

Marta Wojtas: “Nauczyciel z powołania, z przypadku czy z konieczności?”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

konkurs.nauczyciel

Praca otrzymała III miejsce w konkursie naszego portalu “Nauczyciel z powołania, z przypadku czy
z konieczności?”

***

“Większość nauczycieli traci czas na zadawanie pytań, które mają ujawnić to, czego uczeń nie umie, podczas gdy nauczyciel z prawdziwego zdarzenia stara się za pomocą pytań ujawnić to, co uczeń umie lub czego jest zdolny się nauczyć”. (A. Einstein)

Najprościej mówiąc, nauczyciel z powołania musi chcieć być nauczycielem. Często nie jest to wiadome dla niego samego od razu, na początku zawodowej drogi, która może stać się wypadkową innych życiowych wyborów i być “przypadkiem” lub “koniecznością” lub przynajmniej tak wyglądać w oczach innych ludzi. Czynniki składające się na wybór przez dwudziestokilkuletniego człowieka, tej ścieżki kariery, mogą być bardzo różne – wpływ rodziny czy połączenie konieczności utrzymania się z zamiłowaniem do pewnej dziedziny nauki.

Jeśli naprawdę chce się uczniom coś ważnego powiedzieć i przekazać, jeśli nauczyciel lubi ludzi, lubi spędzać
z nimi czas, potrafi słuchać, nie bagatelizując ich problemów, a jednocześnie konsekwentnie realizować ustalone wcześnie wymagania, to nawet początkowe trudności czy braki nadrobi z czasem, nabierając potrzebnego doświadczenia czy dokształcając się.

Aby być dobrym nauczycielem trzeba być dobrym, prawym człowiekiem.
Potrzeba wykształcić w sobie postawę szacunku do drugiego człowieka, do dziecka i być szczerze przekonanym o słuszności słów Janusza Korczaka: Jestem nie po to, aby mnie kochali i podziwiali, ale po to, abym ja działał
i kochał. Nie obowiązkiem otoczenia pomagać mnie, ale ja mam obowiązek troszczenia się o świat, o człowieka.

Tak więc nie jestem koniecznie tym, który wie więcej i lepiej, choć może tak być, ale staję obok ucznia i chcę jemu pokazać jak dużo wie, umie, jak może wykorzystać własne doświadczenie życiowe, ilu odkryć może dokonać obserwując siebie, innych i otaczający go świat.

Najważniejszą inwestycją w człowieka jest pokazać mu i przekonać go, że jest ważny, potrzebny, jedyny
i niepowtarzalny, że może osiągnąć sukces i pójść drogą, którą sobie wymarzy jeśli będzie tego chciał i wytrwale nad tym pracował.

Dodanie młodemu człowiekowi skrzydeł, których być może nie dostał od rodziców, odwagi do pokonywania trudności, poświęcenie mu życzliwej uwagi i docenienie, to coś co może ukształtować jego przyszłe życie, nauczyć wytrwałości i stanowczości w działaniu, podejmowania wyzwań, na jego miarę. Za 10, 20 czy 50 lat uczeń być może zapomni prawie wszystko, co nauczyciel chciał mu przekazać, nauczając swojego przedmiotu. Zwłaszcza w obecnych czasach, gdzie to Internet i portale społecznościowe i rówieśnicy są cennym, a często głównym źródłem wiedzy o świecie, nie zaś autorytet nauczyciela. Uczeń jednak nigdy nie zapomni poświęconego mu czasu, rozmowy, uśmiech, porady, może wspólnej wycieczki, czy żartów.
Otrzymana miłość i troska zawsze pozostaje w sercu i zmienia człowieka, nawet jeśli ten nie od razu potrafi się do tego przyznać.

Nie trzeba podejmować wielkich, nietypowych czy kosztownych działań.

Bycie dobrym nauczycielem, tak jak bycie dobrym człowiekiem składa się z prostych gestów.
Bardziej niż o ich niezwykłość chodzi o wytrwałość i niepoddawanie się zniechęceniu, zwłaszcza gdy w pracy napotkamy obojętność czy wrogość. Trzeba wtedy pamiętać, że tak jak jeden uśmiech może rozpocząć przyjaźń, a jedno słowo – wyznaczyć cel, tak jedno życie może przyczynić się do zmian.

Wierzę, że bycie nauczycielem służy właśnie temu – aby pokazać, jak wiele dobra drzemie w tych, którym mamy coś przekazać. Czasem to dobro jest głęboko ukryte, dlatego potrzeba cierpliwości i wiary, że każdy, nawet najmniejszy krok naprzód, choćby u jednej osoby, udowadnia, że warto codziennie, na każdej lekcji na nowo próbować. Jeśli nasze działania inspirują aby dzieci więcej marzyły, więcej chciały, mniej się bały własnej porażki i negatywnej opinii innych ludzi, więcej się uczyły z własnej woli i dla siebie samych – po prostu stawać się kimś więcej niż są – to wystarczy. To jest zadanie na całe życie i na każdy dzień w pracy.

Dziecko, mniej lub bardziej świadomie zna siebie, swoje potrzeby, pragnienia, odczucia, kluczem do porozumienia i dobrej współpracy z nim jest zaufać, że nauczając, sami jesteśmy w roli uczniów. Każde dziecko jest innym światem, osobną historią, nową zagadką, której nie da się do końca zrozumieć ale można poznać i akceptować i szanować jej odrębność i wyjątkowość.

Uczniowie sami pokażą najlepszą drogę porozumienia z nimi, trzeba tylko ich pytać, słuchać, szukać i nadstawiać ucha na to co mówią, a jeszcze bardziej na to, o czym milczą. Przyjmując taką metodę, można odkryć jak niezwykła to przygoda, jak fascynujące doświadczenie – uczyć się od dzieci, uczyć się ich świata ich wrażliwości. Wtedy i uczeń i nauczyciel odkryje pasje – uczenia się i nauczania, coś co obie strony naprawdę zajmuje, coś co nazywamy powołaniem, co będzie i ucznia i nauczyciela prowadziło przez życie i da siłę przechodzić przez kolejny dzień z poczuciem spełnienia, twórczego wpływu na rzeczywistość, rozumienia jej.

Dzieci są – na szczęście – niezwykłe i zaskakują, dzięki czemu nigdy dobry nauczyciel, nie ma poczucia, że zrobił, powiedział, zrozumiał i widział już wszystko. Ciągle jest odkrywcą, nie zna rutyny i wie, że wiek i lata pracy tylko wzbogacają jego warsztat, otwierają nowe możliwości i przypominają, że pracujemy nie “nad czymś”, “czy na jakiś temat” ale “z kimś.”, że dziecko należy traktować poważnie – tak jak na to zasługuje, mając na uwadze jego dziecięcy umysł, potrzebę zabawy, doświadczania, pytania. Nauczyciel chcąc pomóc, wie, że ono już jest “kimś” – teraz w chwili obecnej, jest w pełni człowiekiem, tak jak on. Trzeba mu stawiać wysokie cele, ambitne wymagania, namawiać aby nie ograniczał się do minimum, nie szedł po najmniejszej linii oporu ale odważnie, pod prąd. Bo wszelki sukces zaczyna się od wzniosłych pragnień.

Podsumowując – nauczyciel, który chce dzielić się sobą i tym, co w sobie ma dobrego, wystarczy, że stanie się towarzyszem uczniów – oni dostrzegą to co najważniejsze. Dostrzegą to sercem i sami zapragną tacy być.

Podobno naprawdę dobrzy nauczyciele, mają nieco większe serca niż reszta populacji. Lekarze twierdzą, że to po prostu dlatego, iż są nauczycielami. 🙂

Marta Wojtas
Lektor angielskiego i niemieckiego
Szkoła Języków Obcych “Lektor” online Marta Wojtas
www.facebook.com/SzkolaJezykowObcychLektorOnlineMartaWojtas

One Response to Marta Wojtas: “Nauczyciel z powołania, z przypadku czy z konieczności?”

  1. pawelo March 1, 2015 at 5:16 pm

    Z powołania nauczyciele to tylko koerepetytorzy 🙂 Nie ma co sie czarować.
    Tutaj mozecie takich znaleźc http://preply.com/pl/ W Polsce nauczyciele rzadko są zadowoleni z pracy ;p

    Reply

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *