DPS

„Nie prześpią życia!”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Chris Randolph i Henry

Chris Randolph i Henry


Gdy wjeżdżam na teren centrum psychiatrycznego Rockland Psychiatric Center w Orangeburg, NY, witają mnie widoki, przypominające czasy PRL-u. Zapyziałe bloki, a przed nimi na ławkach wysiadują ludzie.
– Recovery Center? – pytam napotkaną kobietę, szukając centrum między uliczkami.
Kobieta odpowiada w migowym języku. Mężczyźni, z którymi siedzi na ławce, też są głuchoniemi.
Szkoda.
Ale w końcu trafiam do celu.

Rockland Psychiatric Center

Rockland Psychiatric Center

W Recovery Center, które jest ostatnim etapem w leczeniu chorych psychicznie, od półtora roku istnieje „Rockland Living Museum”. To Żywe Muzeum jest wzorowane na podobnym
w Nowym Jorku, które założył Polak, Bolek G. (Niestety, już nie żyje, umarł na AIDS). Pacjenci przychodzą dobrowolnie, by malować, robić na drutach, karmić rybki w akwarium albo uprawiać ogródek. Trafiam akurat, gdy młody chłopak kopie grządki.
– On jest przeszczęśliwy, gdy może pokopać w ogródku – mówi Chris Randolph, dyrektor muzeum.
– Popatrz, będziemy mieć własne pomidory. Już rozmawiałam
z szefem stołówki i będziemy im dostarczać pomidorów do kanapek – uśmiecha się moja rudowłosa rozmówczyni.
Chłopak patrzy na mnie i przytakuje, kiwając głową.
– Będzie świeża sałata. Jakie już ma duże liście! – pokazuje palcem na zieloną kępkę, wypuszczającą z ziemi.
Podziwiam.

Rozglądam się. Kolorowe kamienie leżą tuż przy ogródku. Pacjenci wykorzystują każdy element natury. Największy z kamieni nosi imię Henry, na cześć mężczyzny, który pomógł przetransportować kamień. Zeschnięte gałęzie przeistoczyły się w czerwone, żółte i niebieskie elementy konstelacji przed budynkiem.
Ożyły szare mury Recovery Center.

W środku, w stylu dużego studia, panuje twórcza atmosfera. Z radia dochodzi muzyka. Przy okrągłym stole maluje młoda dziewczyna. Buraczkowe kolory mieszają się z żółtymi na płótnie. Dziewczyna częściowo zasłoniła stół plastikowymi firankami. Pacjenci ozdobili je kolorowymi esami-floresami. Przy drugim stole starszy mężczyzna potrząsa pędzlem, aż farba pryska na płótno.

– Czy mogę nakarmić rybki? – pyta młody chłopak.
– Już są nakarmione – odpowiada stażystka.
– A jutro mogę nakarmić? – dopytuje się chłopak.
– Możesz, ale przyjdź wcześniej.
Karmienie rybek jest jedną z największych atrakcji dla pacjentów.

Z Żywego Muzeum korzysta 35 osób, od poniedziałku do piątku w godzinach od 1 do 4 po południu. Nie doszło tu do żadnych incydentów między pacjentami. Nożyczki leżą na stołach i każdy ma do nich dostęp.

photo3

Chris jest pogodna i optymizmem zaraża pacjentów, którzy chętnie malują. Swoje prace wystawiają cztery razy w roku poza centrum psychiatrycznym. 75 procent dochodu ze sprzedaży trafia do ich autorów, a reszta jest na zakup materiałów. Chris, malarka z wykształcenia, jest mózgiem wszelkich poczynań artystycznych. To właśnie ona pojawiła się w centrum psychiatrycznym i przekonała dyrekcję, żeby założyć muzeum. Udowodniono, że terapia poprzez sztukę służy chorym psychicznie. Chris najpierw pracowała jako wolontariuszka, a po 6 miesiącach, została zatrudniona.

– Czasem pytam moich ‘artystów’ co robili, gdy ich nie widziałam przez kilka dni. Odpowiadają, że spali – mówi Chris. – Nie chcę, żeby przespali życia.

Nie prześpią. Dzięki Chris w życie pacjentów wkracza kolor, pozytywna energia i powrót do natury.

Danuta Świątek

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *