DPS

Pomóżmy Justynie Piotrowskiej, która walczy z ciężką chorobą.

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Justyna Piotrowska

Justyna Piotrowska


Justyna Piotrowska jest nauczycielką i instruktorem harcerskim. Ma 34 lata, a przed sobą jedyną szansę na życie, z której będzie mogła skorzystać tylko dzięki pomocy ludzi dobrej woli

Co czuje wyczerpana ciężką chorobą matka, słysząc prośbę pięcioletniej córeczki: „Mamusiu, ale obiecaj mi,
że nie umrzesz…”? Poza świadomością, że niczego obiecać nie może? Justyna Piotrowska z Oławy widzi samą siebie, kiedy jako siedmiolatka straciła ukochanego tatę i wie, co czuje wtedy kilkuletnie dziecko. Znajduje więc w sobie siły nadludzkie i walczy. Dlatego kiedy pojawiła się szansa, która może uratować jej życie, zdecydowała się na akt wielkiej odwagi i napisała mail do harcerzy, swoich przyjaciół i wychowanków, z prośbą o pomoc
w poszukiwaniu środków, które pozwoliłyby jej z tej szansy skorzystać.

Kim jest Justyna

Z fotografii, na których najczęściej jest w harcerskim mundurze, spoglądają uśmiechnięte oczy młodej kobiety. Ale na tych najnowszych można dostrzec czający się gdzieś w głębi smutek.
Wychowała się w rodzinie nauczycielskiej. Mama, Elżbieta Gachowska, jeszcze w minionym roku szkolnym pracowała jako polonistka w tej samej co Justyna Szkole Podstawowej nr 1 im. Bolesława Chrobrego w Oławie. Nauczycielami są młodsza siostra Magda Gachowska i mąż Robert Piotrowski. Tato, tak wcześnie utracony, był instruktorem harcerskim, który córkom zdążył zaszczepić idee skautingu. To zapewne także jego pamięć wpłynęła na zaangażowanie Justyny w działalność harcerską. Bo nauczycielstwo przejęła od mamy, jest jak ona polonistką.

W liście z prośbą o pomoc w leczeniu koleżanki i druhny, skierowanym do wszystkich ludzi dobrej woli,
a podpisanym przez Zdzisławę Golańską, dyrektora SP nr 1 w Oławie i Jerzego Października, komendanta Hufca ZHP czytamy: „Pani Justyna podczas długotrwałej choroby cały czas jest czynnym, wzorowym pracownikiem, nie korzysta ze zwolnień lekarskich ani urlopu zdrowotnego. Pracę traktuje jako jedyną terapię, która nakazuje jej pokonywać straszliwe zmęczenie organizmu. (…) Mimo że serca i umysły uczniów rozpala, to sama gaśnie. Codziennie widzimy jej powolne odchodzenie”.

Nie jest to jednak patrzenie bez działania. Szczególnie w ostatnie dni, kiedy pojawiła się szansa na operację
w Wiedniu, współpracownicy, znajomi i nieznajomi niemal stają na głowach, żeby wesprzeć Justynę. 17 czerwca
w SP 1 odbywała się klasyfikacyjna rada pedagogiczna, w której ona nie wzięła udziału nie dlatego, że nie chciała. Nie mogła, bo z mamą i siostrą jechała do kliniki w Wiedniu. Na badania przed rodzinnym przeszczepem płuc. Wstępna kwalifikacja już się odbyła w Polsce. Zorganizowano transport (karetka i drugi samochód), opłacono pobyt w hotelu – łańcuch ludzi dobrej woli jest coraz dłuższy i mocniejszy. Czy tylko dzięki opublikowanej w internecie prośbie Justyny skierowanej do przyjaciół – harcerzy?

Życie warte 150 tys. euro

W tym liście, który sam w sobie jest aktem nie tylko determinacji czy szaleńczej odwagi, ale i wiary w słowa harcerskiej piosenki „Bo bez przyjaciół nie można żyć”, datowanym 1 czerwca 2013 r., znajdujemy krótką historię nauczycielki:

„Jestem Justyna z Oławy, dawniej Gachowska, dziś Piotrowska. Harcerstwo to nie był mój sposób na życie – to po prostu było moje życie. Po dwóch latach ciężkiej pracy, w sierpniowy poranek 2007 r. na Jambore w Anglii odnawialiśmy przyrzeczenie w gronie skautów z całego świata. Pięć miesięcy później urodziłam córeczkę Blankę. Najprawdopodobniej ciężki poród wywołał u mnie niemal nieznaną chorobę – tętnicze nadciśnienie płucne. Dwa i pół roku nie przyniosło właściwej diagnozy – słyszałam, że mam zdrowe serce i płuca (źle opisywano moje tomografy i rezonanse), że mam się zapisać na aerobik i pójść do psychiatry, bo wymyślam sobie chorobę. A ja słabłam z każdym dniem. Jak bardzo jest ze mną źle, zrozumiałam na Zlocie Stulecia Harcerstwa w Krakowie. Nie nadążałam już nie tylko za wędrującą na zajęcia drużyną, ale także za tuptającą po zlotowych dróżkach dwuletnią córeczką. Zdiagnozowana zostałam trzy tygodnie po zlocie. Dwa i pół roku za późno, chore płuca zniszczyły serce, które w dodatku wykańczałam regularnie wysiłkiem fizycznym zabronionym w mojej chorobie, a zalecanym stale przez nieświadomych lekarzy.

Walki z NFZ o bardzo drogie leki i bardzo uciążliwe leczenie (…) – to moje życie od końca sierpnia 2010 r. Mimo wszystko nie zrezygnowałam z pracy w szkole i do dziś prowadzę moją ukochaną drużynę, choć nie mogę już z nią nigdzie wyjechać, na miejsca spotkań muszę dotrzeć za nimi samochodem, a podstawowym kryterium mojej obecności gdziekolwiek jest winda. Schody stanowią dziś dla mnie barierę nie do pokonania. Wspierają mnie siostra, mąż i mama.

Od półtora roku wiadomo już, że leczenie w moim przypadku nie przynosi efektów, leki wyniszczyły potwornie mój organizm. Nic w nim już nie działa prawidłowo, a od września mam ogromne wodobrzusze (…) przez co niemal zupełnie nie mogę się już poruszać. Właśnie żegnam się z pracą zawodową, granatowy sznur oddałam mężowi. Na stałe mam podłączoną pompę, która tłoczy mi do płuc substancję, choć odrobinę rozpychającą sklejone żyły. To tak, jakbym stale dostawała chemię.

Moja walka o przeszczep płuc w Polsce to scenariusz na film o trwającej lata bezduszności, niekompetencji i rozpaczy bez szans na szczęśliwe zakończenie. Dwa tygodnie temu, po kolejnym pogorszeniu się stanu zdrowia, moi lekarze napisali do kliniki w Wiedniu. Odpowiedź przyszła w ciągu trzech dni, co już nie mieściło nam się w głowie. Tamtejsi lekarze chcą mnie tam widzieć natychmiast. Zaproponowali mi rodzinny przeszczep płuc. Po raz pierwszy od dawna pojawiła się w moim sercu nadzieja na życie. Polska jednak jest dziwnym krajem – nie podpisała umowy z Eurotransplantem, którą mają inne kraje, dając swoim obywatelom szanse na przeszczepy w całej Europie. Moje życie jest dziś warte 150 tys. euro.Mam mamę, siostrę i męża. Wszyscy jesteśmy nauczycielami. (…) Nie mamy żadnych materialnych dóbr, które moglibyśmy spieniężyć. 600 tys. zł to kwota, której nikt z nas nie jest sobie w stanie nawet wyobrazić.

Teraz nasza kolej

Zdzisława Golańska, dyrektorka szkoły, w której pracuje Justyna, jest pełna nadziei, kiedy mówi, że wystarczy, aby każdy polski nauczyciel wpłacił złotówkę, żeby pokryć koszty przeszczepu rodzinnego zaoferowanego przez wiedeńska klinikę. Już można to robić – 14 czerwca Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji wydało decyzję o utworzeniu specjalnego konta dla Justyny przy Fundacji Świat z Uśmiechem, konta, które umożliwia transfer środków za granicę. Fundacja ma siedzibę w Oleśnicy i jest prowadzona przez Agnieszkę Grażyńską, koleżankę Justyny z jej harcerskich dróg. Apel o pomoc do wszystkich oddziałów Związku w kraju wystosował Oddział ZNP w Oławie, podkreślając, że „wraz ze złotówkami ofiarujecie komuś nowe życie. Ofiarujecie je jednej z nas”.

List do przyjaciół – harcerzy wystosowała też Anna Kirkiewicz, wiceprzewodnicząca ZHP w latach 2005 – 2009. W jego zakończeniu harcmistrzyni pisze: „Justyna zawsze była gotowa pomagać innym. Teraz sama bardzo potrzebuje wsparcia, a przed nami prawdziwy egzamin braterstwa. Od tego zależy jej życie”. Apel o pomoc ukazał się też na stronie internetowej miasta Oława, którego burmistrz wyraził zgodę na prowadzenie zbiórki publicznej.

Drodzy Czytelnicy,
w łańcuchu ludzi dobrej woli niosących pomoc chorej nauczycielce nie powinno Was zabraknąć. I to nie tylko dlatego, że prosi o to koleżanka. Po prostu pomocy potrzebuje człowiek, piękny człowiek. Wierzymy, że postawa polskich nauczycieli pozwoli zgromadzić na czas kwotę 150 tys. euro. Wierzymy tak samo jak kilkuletnia uczennica, która przyniosła do dyrektor Golańskiej wszystkie swoje oszczędności, mówiąc, że to dla pani Justyny, że rodzice się zgodzili.

Maria Aulich

Płuca dla Justyny
Wpłaty prosimy kierować na specjalnie utworzone dla Justyny konto:
51 1240 1994 1111 0010 5166 3028
Fundacja Świat z Uśmiechem, ul. Kopernika 6; 56 – 400 Oleśnica Śląska.
Przelew z konta zagranicznego powinien być dodatkowo oznaczony kodem SWIFT: PKOPPLPW
Kontakt z fundacją: prezes Agnieszka Grażyńska 605- 447-234
lub adres email: fundacjaswiat@ gmail.com
Bliższe informacje będzie można uzyskać na specjalnie tworzonej stronie internetowej www.plucadlajustyny.pl

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *