DPS

Nowojorska Polka w Paryżu

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page

Zawsze słyszałam, że Paryż w sierpniu to raj dla turystów. W te wakacje postanowiłam się o tym przekonać…

Od pierwszego dnia pogoda była zachwycająca. Sekwana lśniła w słońcu, rozłożyste drzewa chroniły przed zbytnią opalenizną, finezyjne kompozycje kwiatowe dodawały uroku starym murom miasta. I tym nowszym.

Chciałam pójść wszędzie i zobaczyć wszystko, chociaż podobno, żeby uważnie obejrzeć zbiory samego Luwru, potrzeba siedem dni i siedem nocy. Tego typu rozwiązanie raczej nie wchodziło w grę, co mnie troche zasmuciło, ale tylko na chwilę. Pozwoliłam, żeby nogi same mnie niosły w różne miejsca. Te, których wcześniej nie widziałam i w inne, dla przypomnienia.

Pola Marsowe Montparnasse

Grand Palais

Pola Marsowe Montparnasse

Petit Palais

Akurat było środowe popołudnie, co zachęca do zwiedzania właśnie Luwru. Rozpoczęłam spacer przy Operze
i w niedługim czasie znalazłam się na dziedzińcu muzeum. Spragniona widoku modnie ubranych paryżanek, łowiłam uchem francuszczyznę, żeby nie pomylić ubrań turystów ze sposobem noszenia się mieszkanek stolicy Francji – to było po drodze do Luwru. Miałam akurat pomarańczową torebkę, którą kupiłam w Nowym Jorku, gdzie od dawna mieszkam. Nagle zdałam sobie sprawę, że żadna z mijanych Francuzek nie tylko nie jest ubrana w nic kolorowego, ale wręcz przeważają kolory szare, bure, granatowe, rozjaśnione lekkim błękitem. Zaś torebki straszą głęboką czernią w pięknym, sierpniowym słońcu. Czym prędzej zjechałam pod piramidę, pocieszona różnokolorowymi kreacjami turystek z Ameryki Południowej.

Srebrząca się w słońcu piramida na dziedzińcu Luwru robi ogromne wrażenie! Z kolei wieczorem, podświetlona, lśni złocistym blaskiem z tajemniczym, wielkim posągiem pośrodku wnętrza. Jest to wyobrażenie postaci, spowitej, łącznie z głową, w fałdzisty materiał, skrępowany sznurem. Trochę już pisano na temat symboliki tego ogromnego, ciemnego posągu. Byłam ciekawa, jakie myśli przychodzą do głowy, zerkajacym na tę figurę
z dziwnym wyrazem twarzy – turystom. Zrobiło mi się nieswojo.

Luwr

Luwr

Pola Marsowe Montparnasse

Luwr

Pola Marsowe Montparnasse

Luwr

Przemierzyłam część przestrzeni n a p r a w d ę wielkiego, kilkuskrzydłowego muzeum i weszłam do sali, gdzie strzelały flesze aparatów fotograficznych, w kierunku usytuowanej (jak zwykle) za pancerną szybą Mony Lisy. Czy też tym razem ta niezwykła osoba będzie wodzić za mną wzrokiem, gdziekolwiek się znajdę? Z lewej strony, z prawej, na wprost? I na dodatek to wrażenie odniesie każdy z patrzących na nią z roznych miejsc sali. Tak, oczywiście, że tak! Mona Lisa jest niezawodna…

Luwr: Mona Lisa

Luwr: Mona Lisa

Luwr o8-14-13 108

Luwr o8-14-13 175

Kontynuując dalszą wedrówkę, czasem musiałam usiąść, żeby kontemplować przez dłuższą chwilę niektóre arcydzieła: znowu Leonardo, Goya, Velazquez i Maria po śmierci z bosymi nogami. Niezwykłe płótno Caravaggia. Naprawdę niezwykłe. Kolejne, bardzo szczególne obrazy i rzeźby, niektóre wielkich rozmiarów.

W końcu minęłam znowu pokonaną, ale niezwycieżoną Nike z Samotraki i usłyszałam, jak dwoje młodych ludzi rozmawia o różnych wariantach… głowy, którą chętnie usytuowaliby między skrzydłami posągu. Inni młodzi ludzie patrzyli na nich za zdumieniem.

Znowu przestrzenie, wypełnione cennymi zbiorami i nagle nieskończenie piękna w każdym calu rzeźba Canovy “ Psyche i Kupidyn”. Usytuowana koło niszy okiennej, gdzie współgra światło z półcieniem, zapiera dech w piersiach. Można się tylko zadumać nad wielkim talentem rzeźbiarza i wrażliwością jego duszy. A także nad posłannictwem takich twórców. Mial rację Norwid, że “piękno kształtem miłości jest”, chociaż wymowa tego stwierdzenia jest przecież wieloraka i jakże przewrotna.

Mogłabym opisywać rożne dzieła z Luwru bardzo długo, a także komnaty Napoleona III, ale tego nie zrobię…

Jeszcze tylko krótkie westchnienie nad nieuchwytnym urokiem lekkiego przegięcia ciała Wenus z Milo
i wspomnienie okrzyku turystów na widok delikatnej “ Koronczarki” Vermeera: “ Jaka ona mała!”
Wyjazd na powierzchnię i pomysł, aby następnego dnia spojrzeć na Paryż z dużej wysokości – z Wieży Eiffla.

Luwr o8-14-13 005

Luwr o8-14-13 056

Luwr o8-14-13 059

Luwr o8-14-13 066

Luwr o8-14-13 076

Na drugi dzien stanęłam cierpliwie w kolejce po bilety pod wielką, metalową konstrukcją wieży, gdzie niemiłosiernie wiało i niemal słyszałam odgłosy pracy skomplikowanego, podziemnego systemu hydraulicznego tego kolosa (Paryż to także wielkie, podziemne miasto…)

Im wyżej wjeżdżałam, tym mniej wiało i rozśmieszyli mnie turyści, którzy wyczytali w jakimś przewodniku, że na ostatnim poziomie znajduje się ekskluzywna restauracja. Jakież było ich rozczarowanie, gdy zobaczyli tylko bar z szampanem! Inni byli zachwyceni… Dla niektórych niespodzianką okazały się woskowe figury Eiffla, jego urodziwej córki Claire i Einsteina, w malutkim apartamenciku za szybą.

A pogoda dopisywała nadal. Widoczność była wymarzona. Dopiero z tej perspektywy bardzo wyraźnie rysowała się słynna, promienista zabudowa Paryża z jego specyficzną harmonijnościa. Tu złocenia Mostu Aleksandra III, tam Grand Palais ( Wielki Pałac), Petit Palais( Mały Pałac) Panteon, Łuk Triumfalny, inne budowle, okalające z tej wysokości wijącą się Sekwanę. I w oddali, przy jednym z mostów, jakby znajoma “ postać”, kojarzona przede wszystkim z Nowym Jorkiem. Hm… Musiałam tam się wybrać.

234

366

P1030936

P1040437

P1040459

Nastepnęgo dnia szłam zieloną wyspą, która wcina się ostro w bieg Sekwany i patrzyłam na inną, bardziej nowoczesną zabudowę miasta. Tu ciekawy gmach radia francuskiego, tam wielkie, półkoliste budynki, bardzo wyraźnie widoczne z Wieży Eiffla. I nagle zobaczyłam ją, a właściwie jej fragment, bo żeby zobaczyć całość, trzeba było przejść z drugiej strony.

Paryska Statua Wolności. Naprawdę bardzo podobna do nowojorskiej, tyle, że mniejsza (jest jeszcze jedna
w tym mieście). W końcu dar narodu francuskiego dla narodu amerykańskiego. A obok śmiechy i nawoływania dzieci po francusku, i angielsku. Most, przy którym stoi posąg, jest bardzo ruchliwy. Przez cały czas czułam silne podmuchy powietrza od pędzących samochodów; konstrukcja mostu drżała w posadach.

Pomyślałam wtedy o innej, nowoczesnej części miasta – La Defense. Wielki, “nowy” Łuk Triumfalny, niektóre budynki trochę przypominające manhattańskie. Jakby w tym wszystkim ktoś nagle uciął sens i koncepcję całego pomysłu interesującej dzielnicy. I zatęskniłam za nowojorskim Manhattanem…

Żeby się pocieszyć, pojechałam na Most Aleksandra III. To ulubione miejsce w Paryżu bliskiej mi osoby.

Rzeczywiście, jest bardzo ładny i ozdobny. Poza tym nie tak duży. Za mostem wyraźnie widać Pałac Inwalidów
z wojskowym muzeum. Nie sposób nie pomyśleć, jak ważną historycznie postacią dla Francuzów był i jest Napoleon Bonaparte. Jego szczątki zostały przewiezione z wyspy św. Heleny i umieszczone w zaprojektowanym w szczególny sposób, grobowcu, w Tumie Inwalidów. To miejsce jest wyraźnie widoczne
z oddali. I z wysoka.

Statua Wolnosci w Paryzu

Statua Wolnosci w Paryzu

334

P1040444

Pola Marsowe Montparnasse 097

Nastepnie wróciłam na Pola Elizejskie, zanurzyłam się w słynnych, paryskich pasażach. Nie zauważyłam, jak nastała noc. Udało mi się bezpiecznie wrócić metrem, które też jest ciekawym elementem miasta.

Potem były widoki z wieżowca dworca na Montparnasse, z Katedry Notre Dame, jej półmroczne, mistyczne wnętrze, uliczki Montmartre i biel Bazyliki Sacre-Coeur, muzea malarzy, pisarzy, Rodina i tak dalej. Ogród Luksemburski, z pięknymi kompozycjami kwiatów, Dzielnica Łacińska. Małe, urocze restauracyjki, gdzie można było odpocząć, zapominając o całym świecie.

W Dzielnicy Łacińskiej, wielka bryła Sorbony, którą, jakby tak porządnie zamknąć, to można by w niej przeżyć długotrwałe oblężenie nieprzyjaciela!

343

P1040494

Pola Marsowe Montparnasse 074

Główny gmach Sorbony wzbudził we mnie inną tęsknotę. Wiedziałam, że nieopodal są zabudowania Instytutu Curie. Rzeczywiście, a na tablicy zdjęcie Marii – jak miło. Kampus Curie, Muzeum Curie. Tylko nigdzie nazwiska: “Skłodowska”. Polskich miejsc, zawsze przeze mnie poszukiwanych, jest w Paryżu sporo. Wielka Emigracja, inne ślady zamieszkiwania, pobytu i spuścizny po Polakach, z różnych okresów historycznych. I teraźniejsza obecność Polaków w tym mieście.

Małe muzea, tablice pamiątkowe, pomniki. I tropy bardzo specyficzne, jak obraz, ofiarowany Kościołowi Św. Seweryna przez Andrzeja Towiańskiego. W pomieszczeniach za tym obrazem, odbywały się tajemne zebrania, w których uczestniczył również Adam Mickiewicz.

Podczas moich wędrówek złociły się liście, poczułam powiew nadchodzącej jesieni, chociaż było nadal bardzo ciepło. Polska biblioteka a wyspie św. Ludwika z muzeum Mickiewicza, salą Chopina i innymi ciekawostkami, już, już miała zostać niedługo otwarta po wakacyjnej przerwie. A także polskie szkoły.

Z pewnym niepokojem myślałam a to o Polsce, a to o powrocie do Stanów. I o wrześniowym Paryżu. Rozmawiałam o tym ze znajomym. Powiedział mi, że kilka lat temu przyjechał do Paryża właśnie we wrześniu i od razu miał do załatwienia trudną sprawę. Z niepokojem usiadł w zacisznej kawiarence, spojrzał na lśniącą w słońcu Sekwanę, piękne kamienice, pomyślał o ulubionych, francuskich pisarzach, poetach. Zaczął pić dobrą kawę…

I nagle, razem z szumem liści (i brakiem czerwonych tablic na urzędach!), rozwiał się jego niepokój. Paryż go otulił.
Trzeba podobno tylko na to pozwolić.

Pozwoliłam. Paryż otulił i mnie.

Tekst i zdjęcia: Irena Biały

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *