DPS

„Poruszyć ludzkie serca”

Decrease Font Size Increase Font Size Text Size Print This Page
Magdalena Denarska - Skórski

Magdalena Denarska – Skórski

Magdalena Denarska – Skórski zajęła pierwsze miejsce w tegorocznym konkursie literackim pod hasłem „Moja ulubiona książka z dzieciństwa”, zorganizowanym przez Polsko – Słowiańską Federalną Unię Kredytową z siedzibą w Copiague, NY, oraz Polonia of Long Island, Inc. Nagrodzony wiersz, pod tytułem „Wspomnienie
z dzieciństwa”, dedykowała swojej 9-tygodniowej Julii.

Magdalena urodziła się 20 października 1983 roku w Mońkach, w wojewodztwie Podlaskim. Jest absolwentką Szkoły Muzycznej Pierwszego Stopnia w grze na fortepianie w Grajewie z filią w Goniądzu. W 2000 roku
z rodzicami i rodzeństwem wyjechała do Stanów Zjednoczonych. Absolwentka Lindenhurst High School, tytuł magistra zdobyła z Pharmaceutics – Cosmetic Science na Long Island University.

W 2004 r. został wydany jej pierwszy tomik poezji „Droga do szczęścia” przez wydawnictwo Prymat w Białymstoku. W 2007 r. Magdalena zajęła trzecie miejsce w światowym konkursie poetyckim pod hasłem „Poeci Młodego Szerszenia”. W nagrodę wzięła udział w zjeździe laureatów w Warszawie. Pisaniem wierszy interesuje się od dziecka. Zdolności do pisania odziedziczyła po tacie, a rozwinęła je dzięki wspaniałej nauczycielce języka polskiego, pani Joannie Kisło.

Magdalena jest członkiem Polonia of Long Island, Inc. Od 2009 roku pracuje w szwajcarskiej firmie farmaceutycznej z siedzibą na Long Island. Pracowała w Polskiej Szkole Dokształcającej im. Zbigniewa Herberta w Copiague, NY, gdzie prowadziła teatr szkolny oraz imprezy okolicznościowe, a także w Polskiej Szkole Dokształcającej im. św. Władysława w Hempstead, NY, jako nauczycielka. Mówi o sobie, że jest szczęśliwą żoną i mamą 9-tygodniowej Julii, dla której zrezygnowała z pracy w polonijnych szkołach.

O swojej pasji, rozmawia z Danuta Świątek.

Pani ulubiony poeta?

Lubię Wisławę Szymborską i Władysława Bełzę. Z poezji Wisławy Szymborskiej ulubionym moim wierszem jest „Jak ja się czuję”. Jej utwory często przejawiają nutę ironii, ale są dopracowane do perfekcji. Doceniam jej twórczość i uważam, że była ona poetką wielką lecz skromną. Twórczość Władysława Bełzy (przynajmniej ta, z którą ja się zetknęłam) jest bardzo prosta, trafiająca do każdego czytelnika, często humorystyczna, łatwa, lekka i to mi się w niej właśnie podoba. Bliskie są mi również tematy poruszane w jego twórczości: patriotyzm, tematyka historyczna i codzienność. To nas, Polaków mieszkających na obczyźnie, przybliża do kraju, wywołuje w nas wspomnienia. Mimo to, że do Stanów Zjednoczonych przyjechałam z całą rodziną, jako młoda dziewczyna, do Polski tęskniłam zawsze. Wracałam tam, kiedy mogłam. Bardzo bliskie mi były i nadal są miejsca, w których spędzałam dzieciństwo i lata młodzieńcze. Tam kształtowała się moja osobowość, mój patriotyzm. Tam poznałam tradycje i tam przeżyłam pierwszą miłość. Dlatego też wiersze Władysława Bełzy są mi bardzo bliskie. Sięgam do nich bardzo często i one, między innymi, mnie inspirują.

Jaka jest misja poety?

Według mnie misją poety jest poruszyć ludzkie serca i wszczepić w nie odrobinę wiary, nadziei i miłości. Wiersz powinien skłonić czytelnika do refleksji, wspomnień, a czasem nawet poczucia żalu, chociażby do tego, co minione i nigdy nie wróci. Jednocześnie bardzo często wiersz ma za zadanie rozbawić, nauczyć nas czegoś, co często wydaje się tak zupełnie oczywiste, jednak w natłoku zdarzeń i z braku czasu my, zwykli ludzie, po prostu nie potrafimy zauważyć.

Jaka jest pani misja, gdy pisze wiersze?

Jedną z moich misji, szczególnie teraz, kiedy mam małą córeczkę, jest pokazać jej piękno mojego rodzinnego kraju, lat mojej młodości, a także życia, które potrafi być naprawdę piękne. Wystarczy tylko uwierzyć, że to wszystko co mamy jest darem, a uśmiech na naszej twarzy nie oznacza, że posiadamy wszystko, lecz symbolizuje wdzięczność za to, co nam życie dało w darze. Życie pisze najlepsze scenariusze, które ja staram się odzwierciedlić w swoich wierszach. Osobiście nie czuję się poetką. Uważam, że tak ogromny tytuł i zaszczyt może być dla mnie nieosiągalny. Moje wiersze inspirowane są przez osoby z mojego otoczenia i bardzo często właśnie pod ich kątem tworzę. Kiedy prowadziłąm koło teatralne w Polskiej Szkole Dokształcającej im. Zbigniewa Herbera w Copiague, NY, bardzo często pisałam wiersze swoim aktorm, ponieważ starałam się dobierać im role do ich osobowaści i temperamentu. Jako przykład mogę podać wiersz napisany uczniowi klasy ósmej, Jakubowi Malinowskiemu, bardzo wrażliwemu i podziwianemu przeze mnie młodemu aktorowi (już w pierwszym roku mojej pracy w tej szkole Jakub zajął pierwsze miejsce w konkursie międzyszkolnym zorganizowanym przez Centralę Polkich Szkół Dokształcających w Ameryce rectując wiersz Artura Oppmana „Orlątko”.) Napisany przeze mnie wiersz pod tytułem „Ukochana Mamo moja” został wyrecytowany przez Jakuba podczas uroczystego zakończenia roku szkolnego, brzmiał on następująco:

Ukochana Mamo moja,

piękna jest ta Polska Twoja.

Polskie lasy, Wisły wstęga-

to jest duma i potęga.

Bałtyk, Tatry i Sudety,

hen w oddali to niestety.

Choć się tutaj urodziłem,

Polskę już od dziecka czciłem.

Polskość we mnie narastała,

szkoła mi w tym pomagała.

Dzisiaj z dumą mówię szczerze-

całym sercem w Polskę wierzę!

Tato, Mamo będę pamiętał-

Polska dla mnie to Ziemia Święta!

Z perspektywy czasu widzę, że prawdopodobnie wiele osób mogłaby się utożsamić ze słowami tego wiersza, a szczególnie wielu polskich uczniów, którzy mimo amerykańskiego pochodzenia bardzo chętnie poznają uroki i historię Polski.
Swoimi utworami staram się uszczęśliwić swoich bliskich, pobudzić ich do wspomnień, rozbawić. Według mnie, jeśli choć jedno z powyższych moich zamierzeń jest zrealizowane, uważam, że moja misja została spełniona.

Gratuluję wygranej w konkursie i dziękuje za rozmowę!

Danuta Świątek
Zdjęcie: archiwum Magdaleny Denarskiej- Skórski

Nagrodzony wiersz Magdaleny Denarskiej- Skórski w konkursie Moja ulubiona książka z dzieciństwa

Mojej kochanej córeczce- Julii

Wspomnienie z dzieciństwa

Pamiętam pokój, niebieskie ściany,

brązowy regał, białe firany,

dwie małe pufy, zwykłą wersalkę,

żyrandol z żabą, misie i lalki.

Na dolnej półce w regale stały:

tornistry szkolne, drobne szpargały.

Za szkłem w środkowej- kolekcja lalek,

na górnej- mnóstwo książek i bajek.

Bodajże było to w klasie drugiej-

ze szkoły wróciłam po podróży długiej

z nową lekturą do przeczytania-

a książka gruba była jak „bania”.

Myślałam wówczas, że nie dam rady,

książka obszerna, nie od parady.

Literki drobne, mało ilustracji,

a czytać trzeba aż do kolacji.

Okładka twarda, pożółkłe kartki,

o książkę widać nikt się nie martwił.

Tam róg ugięty, a tu jest plama,

książki szanować uczyła mnie mama.

Okładka skromna- mała dziewczynka,

nieco wesoła widnieje minka.

W ręce koralik trzyma maleńki

na cieńkim sznurku, co zwisa z ręki.

Tytuł “Karolcia”- całkiem to dziwne,

jakieś to imię jest takie inne.

Czy Karolina? Karola może?

Zaraz się dowiem, gdy książkę otworzę.

I tak przygoda ma się zaczęła,

“Karolcia” cały mój czas chłonęła.

Po szkole codziennie do niej sięgałam

i nowych przygód oczekiwałam.

Maria Krüger gdy “Karolcię” tworzyła

pewnie niezwykle się natrudziła

i wielce byłaby szczęśliwa,

wiedząc, że jej książka jest bardzo czytliwa.

Karolcia- dziewczynka mała,

z mamą, tatą i ciotką mieszkała.

Gdy się do nowego mieszkania wprowadziła,

w podłodze niebieski koralik zobaczyła.

Zdziwiona wówczas była wielce,

mocniej zabiło jej małe serce,

gdy okazało się ku jej zaskoczeniu,

że koralik sprostał jej każdemu życzeniu.

Filomenę, złą czarownicę-

magiczny koralik także zachwycał.

Nieustannie Karolci odebrać go chciała,

różnych sposobów przy tym używała.

Karolcia świecidełkiem Piotrkowi się pochwaliła,

bo przyjaciela bardzo lubiła.

Razem życzenia swoje spełniali,

czasem ciastka jedli, czasem „się chowali”…

Gdy dzieci spełniały tak swoje życzenia,

koralik bladł szybko od tego trudzenia.

Kompletnie już blady nie spełniał by marzeń,

więc dzieci ostrożne były, co do wrażeń.

Karolcia i Piotrek na placu zabaw często się bawili.

Pewnego razu tam ogłoszenie odkryli,

że plac ten zamknięty niedługo zostanie,

więc wpadli w rozpacz, że tak się stanie.

Życzeniem ich było ten „obiekt” ocalić,

podjętą decyzję szybciutko obalić.

Koralik im pomógł i tak też się stało,

sąsiedztwo bez placu zabaw nie zostało.

Koralik od wysiłku już prawie całkiem blady,

ostatnie życzenie jeszcze spełnić rady-

sprawił, że każdy dostał to, co upragnione,

nastepnie zniknął w trawie…i wszystko skończone?

Nie, nie! Niekoniecznie- może kiedyś z czasem

ktoś znajdzie koralik gdzieś w trawie pod lasem,

albo koło domu swego niedaleko,

gdzieś w trawie się znajdzie nad plynącą rzeką.

I spełni nie jedno dziecięce marzenie,

a teraz już pora jest na zakończenie.

Ach, jakżem niezmiernie była załamana,

gdy ostatnia kartka była przeczytana

i losy Karolci zostały poznane,

marzenia spełnione, wszystko rozwiązane.

Czułam, jakbym sama tą Karolcią była,

wszystko to widziała i wszystko zwiedziła.

I tak do tej pory wracam hen myślami:

do domu swojego, regału z książkami,

do tejże lektury, co w sercu została,

tak wielkie znaczenie zawsze dla mnie miała.

Może dzięki niej lubię spełniać marzenia,

jeśli tylko mogę i są do spełnienia…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *